wtorek, 13 października 2009

Nieobecna usprawiedliwiona



Obiecywałam sobie, że codziennie coś wrzucę na bloga, a tu trach... Dzisiejszej nocy minie dokładnie tydzień, jak z moją starszą córką wylądowałam w szpitalu. Drugi w jej życiu napad padaczkowy i pewna już diagnoza - epilepsja. Wszyscy w domu musimy "oswoić" jej chorobę. Codziennie w mojej głowie kłębowisko myśli: "dlaczego moje dziecko?" A potem głos z lewej strony: "no, właśnie, dlaczego Twoje?"... i od razu głos z prawej: "a dlaczego właściwie wszystkie, tylko nie Twoje, egoistko?" Tłumaczę sobie i wszystkim w domu, że to nie koniec świata, że da się z tym żyć, jak z astmą lub cukrzycą, ale... tak mi jakoś... Jakby tego było mało, byłam dzisiaj u lekarza z moim tatą i diagnoza lekarska też mnie powaliła. Uff... ale sobie ponarzekałam.


Teraz na koniec wrzucę kolejną drobnicę: poduszkę kolorystycznie zgraną z poprzednią. Wymiary: 40 x 40 cm, quilting maszynowy w szwie. Zawsze myślałam, że te dwie podusie "zamieszkają" razem, ale niestety... Ta "zamieszkała" w Cobham pod Londynem, a Indian Trail cały czas szuka domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz