wtorek, 17 listopada 2009

Coś dla Anki P. :)

Ano, tak... To było kwestią czasu... Zaglądam dzisiaj do mojej poczty, a tu mail od mojej koleżanki, Anny P. Aneczka, która bywa osobą wyjątkowo bezpośrednią, zarzuciła mi -używając słów wyszukanie niewybrednych- że sobie na blogu koncert życzeń urządziłam, o niej samej zapomniawszy... Zarzut kolejny dotyczył prac dotychczas zamieszczonych... że to niby tylko "jakieś country" i kolory "ponuro-jesienne"... Aneczka gustuje w kolorach, nasyconych, kobieco-dziewczęcych, zupełnie nie pasujących do jej temperamentu i osobowości (to moje spostrzeżenie... A, niech tam... Najwyżej jutro odbiorę jeszcze gorszego maila). Wyżej wymieniona wręcz zażądała, aby wrzucić na bloga zabawki i "inne duperele", które Ona najbardziej sobie ceni, ze specjalną dedykacją. Dlatego też, Aniu, od dzisiaj -wszystko, co nie będzie "country" i "ponuro-jesienne"- jest specjalnie dla Ciebie.

Dzisiaj może coś z zabawek... Misiek patchworkowy, dwukolorowy. Oj, naszyłam ja tych miśków, naszyłam!...  W różnych zestawach kolorystycznych, chociaż -moim zdaniem- najlepiej wyglądają biało-czerwone. Miśki są pikowane ręcznie, dwukolorową nicią. Wypchane watą tapicerską. Noski i oczy wyszyte czarnymi paciorkami. Wysokość ok. 28 cm. Obdarowywałam też podobnymi dzieci wielu znajomych. Misie raczej nie nadają się do zabawy (mają delikatny quilting, o który trzeba dbać), ale są świetną ozdobą domu; dla koneserów patchworku. Bardzo podobne szyto w Stanach na przełomie XIX / XX w. Jednego miśka mam jeszcze na zbyciu, aczkolwiek nie wiem, czy to jest ten z fotografii (musiałabym zajrzeć w głąb szafy).
Co do wyglądu miśków... Wiele osób twierdzi, że są nieco... "indiańskie". W ogóle słyszę często, że w wielu moich pracach wyczuwa się "indiańskiego ducha". Cóż, w moim przypadku to chyba nic dziwnego... Gorzej by było, gdyby tego "ducha" nie było.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz