czwartek, 5 listopada 2009

Daj mi, Boże, siłę dębu!...


Padłam... Drugi dzień leżę, jak betka. Mój nos, niczym cieknący, zardzewiały kran, toczy paskudną ciecz, potocznie zwaną katarem. Temperatura spadła, osłabiając mnie totalnie. Mam nadzieję, że nie było to "swińskie" paskudztwo, które stało się ostatnio gwiazdą wszystkich programów informacyjnych. Oczywiscie, u lekarza nie byłam ;) Bardzo dużym plusem mojej pozycji leżącej jest mnóstwo wolnego czasu. Nadrabiam zaległosci: książki, prasa, zaległe maile...sen!
Żeby "wywiązać się" z jakiegos obrazka do powyższego posta, zamieszczę fotkę bieżnika, który niedawno uszyłam. Klimat nadal jesienny, tonacja jak makatka "Happy Autumn", motyw dębowych lisci i żołędzi. Aplikacje naszywane maszynowo + haft ręczny. Trzy warstwy (wewnątrz ocieplina).

1 komentarz: