niedziela, 15 listopada 2009

Listopad to, czy mnie oczy mylą?



Drugi dzień z kolei obudziłam się i przecierałam oczy ze zdziwienia. Kto pamięta tak piękne dni w listopadzie? Razem z Nuką mogłyśmy napawać się słońcem, ciepłem i zapachem prawdziwej jesieni, brnąc w pierzynach szeleszczących liści nadwarciańskimi ścieżkami. Dzisiaj udało mi się nawet wyciągnąć na spacer moje córki... Właśnie dla takich dni chcę zamieszkać na wsi... Chcę wdychać zapach wilgotnych liści i świeżo zaoranej ziemi...
Przez dziesiątki (a może i setki) lat uczono nas, że nie należy głośno dzielić się marzeniami, aby nie zapeszyć. Niedawno wyczytałam gdzieś, że -wręcz przeciwnie- należy mówić o tym, a nawet gdzieś zapisać, by wszystkie moce wszechświata mogły nad naszymi marzeniami pracować. Ach, te nowe ideologie ;)... Przeto ja -Małgorzata Nowak- krzyczę głośno i piszę największymi możliwymi literami: MAM MARZENIA! Marzę o starej, wiejskiej chałupie w miejscu "gdzie woda czysta i trawa zielona". Chata nie może być zbyt mała, oj nie! Musi pomieścić mnie i moich najbliższych... Musi strych posiadać, gdyż tam powstanie moja pracownia! No i koniecznie jakieś dwa pokoiki dodatkowo dla tych, którzy zechcą zawitać do mnie po to, by w tej mojej samotni leczyć swoje skołatane nerwy. Jeśli oczywiście nie będzie im przeszkadzało terkotanie mojej maszyny... Ziemi też musi być trochę... Do pracy na roli, to ja się raczej nie nadaję, ale lubię warzywka z własnej grządki. Poza tym, część ziemi -najlepiej gdzieś pod lasem- musi być obsiana trawą; mam wobec niej pewne plany, związane z dość dużą, zorganizowaną grupą ludzi, głównie w okresie letnim... Oczywiście na podwórku sfora psów (a jakże, wszak jestem członkiem TOZ-u), może jakaś koza, kot... Jeśli przybłąka się gęś czy kura, też znajdzie dach nad głową i dożywotnią emeryturę. Czy znajdę taką chałupę? Myślę, że tak... Lokalizacja? Warmia i Mazury, Podlasie, południowo-wschodnia Polska, Góry Świętokrzyskie... I pomyśleć, że dokładnie rok temu moje marzenie mogło stać się rzeczywistością... Przeklinam kryzys gospodarczy, przez który wstrzymano mi kredyt hipoteczny! Ale podobno - co się odwlecze, to nie uciecze...
Posta ubarwię moją makatką z motywami z wiejskiego podwórka, fikuśną i wesołą. Pikowana ręcznie, wzbogacona guzikami. Wymiary: 49x50 cm. Pojechała najpierw do Krakowa, następnie w nieznanym mi bliżej kierunku. Może rozwesela jakąś rustykalną kuchnię?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz