niedziela, 18 października 2009

Jesień...

Za oknem szaro, buro i pluchowato... A miał być taki piękny, słoneczny i ciepły październik. Nawet moja Nuka przesypia prawie całe dnie, zakotłowana w koce na kanapie mojego taty. Spacery zamykają się w czasie 10-15 minut. Ke Tonga od kilku dni nie wychodzi spod łóżka Dalii... Nie reaguje nawet na zapach jej ulubionego ogórka. Oznacza to jedno: idzie zima. Dla równowagi zagości na blogu jesień ciepła i słoneczna. Makatka, którą zrobiłam na zamówienie Pani Agnieszki Ś. dla jej córeczki Ani. Jest dość pokaźnych rozmiarów: 200 x 80 cm, dlatego, aby trzymała formę, musiałam szyć ją z pięciu warstw. Aplikacje naszywane ściegiem maszynowym; quilting również maszynowy. Świetnie pracowało mi się nad nią... Może dlatego, że przez cały czas miałam cudowny kontakt z Panią Agnieszką, która po określeniu, czego mniej więcej oczekuje, nie ingerowała w moją pracę, pozwalając mi tym samym na rozwinięcie wyobraźni. Lubię tak pracować. Powstała w ten sposób jedna z ciekawszych moich prac, chwalona wielokrotnie, co daje mi jeszcze większą satysfakcję.


środa, 14 października 2009

Apple Core





Dzisiaj dla odmiany coś dużego... Pled z wzorem "Apple Core", czyli coś z klasyki patchworku amerykańskiego. Ten ma wymiary: 180 x 180 cm. Quilting ręczny. W pierwotnej wersji miał być makatą na ścianę (wall hanging), ale z uwagi na bardzo grubą ocieplinę w środku, może stać się ciepłą kołderką. Oj, napracowałam się nad nim, napracowałam! W ogóle z "ogryzkami" jest niezła jazda, bo najciężej szyje się elementy po tzw. łukach, a w tym wzorze -niestety- łuki stanowią 100% wzoru. Pledzik wyszedł fajnie i (nieskromnie) jestem z niego dumna. Obecnie jestem na etapie szycia trzech "ogryzkowych" poduszek na zamówienie. Jak tylko skończę, wrzucę je na bloga.

wtorek, 13 października 2009

Nieobecna usprawiedliwiona



Obiecywałam sobie, że codziennie coś wrzucę na bloga, a tu trach... Dzisiejszej nocy minie dokładnie tydzień, jak z moją starszą córką wylądowałam w szpitalu. Drugi w jej życiu napad padaczkowy i pewna już diagnoza - epilepsja. Wszyscy w domu musimy "oswoić" jej chorobę. Codziennie w mojej głowie kłębowisko myśli: "dlaczego moje dziecko?" A potem głos z lewej strony: "no, właśnie, dlaczego Twoje?"... i od razu głos z prawej: "a dlaczego właściwie wszystkie, tylko nie Twoje, egoistko?" Tłumaczę sobie i wszystkim w domu, że to nie koniec świata, że da się z tym żyć, jak z astmą lub cukrzycą, ale... tak mi jakoś... Jakby tego było mało, byłam dzisiaj u lekarza z moim tatą i diagnoza lekarska też mnie powaliła. Uff... ale sobie ponarzekałam.


Teraz na koniec wrzucę kolejną drobnicę: poduszkę kolorystycznie zgraną z poprzednią. Wymiary: 40 x 40 cm, quilting maszynowy w szwie. Zawsze myślałam, że te dwie podusie "zamieszkają" razem, ale niestety... Ta "zamieszkała" w Cobham pod Londynem, a Indian Trail cały czas szuka domu.