poniedziałek, 30 listopada 2009

Pieskie życie?


Obrazek z miejskiego podwórka... Wychodzę dzisiejszego ranka z Nuką na spacer, na skwerek, który to Wszechpotężne Władze Miasta Poznania wyznaczyły okolicznym pieskom jako miejsce na "siusiu". Tutaj pupilki nasze mogą się... wybiegać! Na caaałą długość smyczy; znaczy się - 5 metrów (w naszym przypadku). Co za luksus!... Ale, ale... Spotykamy na skwerku znajomego psiaka i zaczynają się harce. Nagle z pobliskiej bramy wychodzi Pani z Białym Pudlem. Pudelek -widać- po świeżym strzyżeniu: na łapkach gustowne "bąbelki", takiż sam na ogonku. Najwyraźniej widać, że chce dołączyć do naszych psiaków. Ciągnie, szarpie, omal smyczy nie zerwie. On w swoją stronę, Pani - w swoją. Żal mi się zrobiło psiny, więc mówię do kobiety: "Niech mu pani pozwoli chociaż się przywitać. Najwyraźniej potrzebuje psiego towarzystwa". Paniusia zmierzyła wzrokiem nas, potem nasze psy i z powagą w głosie odparła: "Mój jest rasowy"... Po czym zwinnym ruchem ujęła swój "skarb" wpół, wcisnęła pod pachę, aż zapiszczał i -z dumnie podniesionym czołem- odeszła... No, cóż... Okazuje się, że Nuka to niższa klasa w psiej społeczności. Kiedy patrzę czasami na głupotę właścicieli niektórych "rasowców" myślę, że moja sunia miała wielkie szczęście, urodziwszy się kundelkiem.
Skoro było o pieskach, to muszę wrzucić jakąś pracę na temat :) Niech będzie dziecięca kołderka, którą ostatnio szyłam na zamówienie. Klientka z Warszawy zamówiła dla swojego bratanka (ostatnio dużo moich prac trafia do Warszawy... i Krakowa). Szyta techniką aplikacji; quilting maszynowy. Wymiary: 62 x 77 cm... Taka słodziutka, niemowlęca :)

środa, 25 listopada 2009

Króliczek z ciekawą historią...

Podobno dzisiaj mamy Światowy Dzień Misia, dlatego pozostanę w świecie zabawek. Nie będzie jednak o misiu; po pierwsze - z przekory, po drugie - misiek był ostatnio. Dzisiaj będzie o pewnym króliku...
Nie pamiętam już na jakich "starociach" wygrzebałam książkę "Zabawki z tkanin" z 1957r. Jest dla mnie jak relikwia. Mało, że okazała się skarbnicą wiedzy o szyciu zabawek (opisy całych procesów technologicznych), to jeszcze zawierała -zatknięte za papierową zakładeczkę- wykroje na wszystkie opisane zabawki. Kompletne! Na stronie tytułowej przybita pieczątka Spółdzielni Pracy Zabawkarsko-Galanteryjnej z adresem: Puszczykowo ul.Poznańska 29. Poszukałam, poszperałam, popytałam i co się okazało? Pieczątka nie jest fikcją... Okazuje się, że w podpoznańskim Puszczykowie taka  Spółdzielnia kiedyś była i szyto w niej wszystkie zabawki zamieszczone w książce. Postanowiłam powoli wskrzeszać te "pluszaki - szmaciaki", oczywiście w wersji mojej własnej. Na pierwszy ogień poszedł królik o dźwięcznym imieniu Pif (imię zachowałam w oryginale)... Powiększyłam na ksero wykrój o połowę w stosunku do wersji oryginalnej, w której to wersji królik uszyty był z pluszu, a wnętrza uszu miał z... ceraty! Brrrr! Mojego postanowiłam uszyć techniką "crazy patchwork". W ostateczności wyszedł taki pastelowy cudaczek, o wysokości ok. 55cm wraz z uszami. Na razie jeszcze nie znalazł innego domu - jest u mnie.

wtorek, 17 listopada 2009

Coś dla Anki P. :)

Ano, tak... To było kwestią czasu... Zaglądam dzisiaj do mojej poczty, a tu mail od mojej koleżanki, Anny P. Aneczka, która bywa osobą wyjątkowo bezpośrednią, zarzuciła mi -używając słów wyszukanie niewybrednych- że sobie na blogu koncert życzeń urządziłam, o niej samej zapomniawszy... Zarzut kolejny dotyczył prac dotychczas zamieszczonych... że to niby tylko "jakieś country" i kolory "ponuro-jesienne"... Aneczka gustuje w kolorach, nasyconych, kobieco-dziewczęcych, zupełnie nie pasujących do jej temperamentu i osobowości (to moje spostrzeżenie... A, niech tam... Najwyżej jutro odbiorę jeszcze gorszego maila). Wyżej wymieniona wręcz zażądała, aby wrzucić na bloga zabawki i "inne duperele", które Ona najbardziej sobie ceni, ze specjalną dedykacją. Dlatego też, Aniu, od dzisiaj -wszystko, co nie będzie "country" i "ponuro-jesienne"- jest specjalnie dla Ciebie.

Dzisiaj może coś z zabawek... Misiek patchworkowy, dwukolorowy. Oj, naszyłam ja tych miśków, naszyłam!...  W różnych zestawach kolorystycznych, chociaż -moim zdaniem- najlepiej wyglądają biało-czerwone. Miśki są pikowane ręcznie, dwukolorową nicią. Wypchane watą tapicerską. Noski i oczy wyszyte czarnymi paciorkami. Wysokość ok. 28 cm. Obdarowywałam też podobnymi dzieci wielu znajomych. Misie raczej nie nadają się do zabawy (mają delikatny quilting, o który trzeba dbać), ale są świetną ozdobą domu; dla koneserów patchworku. Bardzo podobne szyto w Stanach na przełomie XIX / XX w. Jednego miśka mam jeszcze na zbyciu, aczkolwiek nie wiem, czy to jest ten z fotografii (musiałabym zajrzeć w głąb szafy).
Co do wyglądu miśków... Wiele osób twierdzi, że są nieco... "indiańskie". W ogóle słyszę często, że w wielu moich pracach wyczuwa się "indiańskiego ducha". Cóż, w moim przypadku to chyba nic dziwnego... Gorzej by było, gdyby tego "ducha" nie było.

niedziela, 15 listopada 2009

Listopad to, czy mnie oczy mylą?



Drugi dzień z kolei obudziłam się i przecierałam oczy ze zdziwienia. Kto pamięta tak piękne dni w listopadzie? Razem z Nuką mogłyśmy napawać się słońcem, ciepłem i zapachem prawdziwej jesieni, brnąc w pierzynach szeleszczących liści nadwarciańskimi ścieżkami. Dzisiaj udało mi się nawet wyciągnąć na spacer moje córki... Właśnie dla takich dni chcę zamieszkać na wsi... Chcę wdychać zapach wilgotnych liści i świeżo zaoranej ziemi...
Przez dziesiątki (a może i setki) lat uczono nas, że nie należy głośno dzielić się marzeniami, aby nie zapeszyć. Niedawno wyczytałam gdzieś, że -wręcz przeciwnie- należy mówić o tym, a nawet gdzieś zapisać, by wszystkie moce wszechświata mogły nad naszymi marzeniami pracować. Ach, te nowe ideologie ;)... Przeto ja -Małgorzata Nowak- krzyczę głośno i piszę największymi możliwymi literami: MAM MARZENIA! Marzę o starej, wiejskiej chałupie w miejscu "gdzie woda czysta i trawa zielona". Chata nie może być zbyt mała, oj nie! Musi pomieścić mnie i moich najbliższych... Musi strych posiadać, gdyż tam powstanie moja pracownia! No i koniecznie jakieś dwa pokoiki dodatkowo dla tych, którzy zechcą zawitać do mnie po to, by w tej mojej samotni leczyć swoje skołatane nerwy. Jeśli oczywiście nie będzie im przeszkadzało terkotanie mojej maszyny... Ziemi też musi być trochę... Do pracy na roli, to ja się raczej nie nadaję, ale lubię warzywka z własnej grządki. Poza tym, część ziemi -najlepiej gdzieś pod lasem- musi być obsiana trawą; mam wobec niej pewne plany, związane z dość dużą, zorganizowaną grupą ludzi, głównie w okresie letnim... Oczywiście na podwórku sfora psów (a jakże, wszak jestem członkiem TOZ-u), może jakaś koza, kot... Jeśli przybłąka się gęś czy kura, też znajdzie dach nad głową i dożywotnią emeryturę. Czy znajdę taką chałupę? Myślę, że tak... Lokalizacja? Warmia i Mazury, Podlasie, południowo-wschodnia Polska, Góry Świętokrzyskie... I pomyśleć, że dokładnie rok temu moje marzenie mogło stać się rzeczywistością... Przeklinam kryzys gospodarczy, przez który wstrzymano mi kredyt hipoteczny! Ale podobno - co się odwlecze, to nie uciecze...
Posta ubarwię moją makatką z motywami z wiejskiego podwórka, fikuśną i wesołą. Pikowana ręcznie, wzbogacona guzikami. Wymiary: 49x50 cm. Pojechała najpierw do Krakowa, następnie w nieznanym mi bliżej kierunku. Może rozwesela jakąś rustykalną kuchnię?

piątek, 13 listopada 2009

Primitive Country - specjalnie dla Pana Marcina :)




Dzisiaj coś specjalnie dla Pana Marcina, który zostawia mi -bardzo miłe, budujące i zachęcające do dalszej pracy- komentarze. Ciąg dalszy prac w stylu "primitive country", czyli dwie poduszki wykonane techniką aplikacji. Jest w nich trochę haftu ręcznego i... guziki! Uwielbiam połączenie patchworku z guzikami! Te, które ja stosuję w tego typu pracach są najczęściej "zdobyczne", wyszperane w starociach, poodpruwane od starych ubrań... takie z przeszłością. Mąż bardzo krytykuje moje guzikowe zbieractwo, ponieważ w jego rodzinie króluje przesąd, że kto zbiera guziki, jest zawsze biedny :)
Wracając do poduszek... Mają wymiary 40x40 cm, wypchane jaśkami z wypełnieniem poliestrowym. Niestety, ta pierwsza ma już nowy dom (w Krakowie), druga jeszcze nie. Piszę "niestety", ponieważ z reguły nie lubię rozbijania kilku moich prac, które stanowią jakąś spójną całość. Cóż, klient nasz pan i ma prawo stwierdzić, że dwie sztuki, to już za dużo :D

czwartek, 12 listopada 2009

Na życzenie Pani Marzeny :)

Dzisiaj dostałam maila od Pani Marzeny z Gdyni z sugestią, aby przy każdej mojej pracy wrzuconej na bloga informować o jej wymiarach, jak również o dostępności lub możliwości powielenia wzoru. Nigdy nie powielam wzorów moich prac... To trochę tak, jakby kazać poecie napisać jeszcze raz ten sam wiersz :) Istnieje jednak możliwość zamówienia pracy podobnej, w podobnym klimacie, o podobnej tematyce...
Wracając do prośby Pani Marzeny, uzupełniam informacje na temat prac już zamieszczonych...
Poduszka z wzorem "Indian Trail" jest dostępna, natomiast poduszka z wzorem geometrycznym - niestety- nie.
Pled z wzorem "Apple Core" - dostępny.
Makatka z jesiennym krajobrazem była zamówieniem specjalnym, więc ma właściciela.
Makatka "Happy Autumn" (wymiary: 41,5 x 62,5 cm) - dostępna.
Bieżnik z motywem dębowych liści (wymiary: 42 x 87 cm) - dostępny.

niedziela, 8 listopada 2009

Aukcja na rzecz DYP


W piątek wysłałam na aukcję jedną z moich prac. Jest to patchworkowa makata (quilt), powstała z inspiracji jednym z obrazów Allena KnowHisGun. Nie wiem, czy tylko ja tak mam?... W ułamku sekundy zapala się we mnie jakaś iskra pod wpływem obrazu, zapachu, dźwięku, wiersza, błysku w czyimś oku... i już wiem, że coś z tym muszę zrobić. Tak też było z tamtym obrazem. Emocje, jakie we mnie wywołał, musiałam przeżyć, przetrawić po swojemu i zamienić w jakąś formę materialną, namacalną... A że tak naprawdę najlepiej wychodzą mi patchworki, powstała ta makata. Jest w stu procentach uszyta i pikowana ręcznie; wymiary: 69 x 84 cm. Pewna bardzo wrażliwa osoba, po dłuższej chwili wpatrywania się w nią, stwierdziła, że płynie z niej pewien spokój, harmonia i pewna doza mistycyzmu :)
Makata poszła na aukcję na rzecz Dakota Youth Project, organizacji, która pomaga tzw. trudnej indiańskiej młodzieży. Nie ma dla mnie znaczenia, na ile zostanie wylicytowana. Wystarczy mi świadomość, że być może dzięki niej, jakiś indiański młody człowiek postanowi wyprostować ścieżki swojego życia w trudnej, rezerwatowej rzeczywistości. Mam nadzieję, że świadomość ta będzie również towarzyszyła osobie, która stanie się jej właścicielem.

czwartek, 5 listopada 2009

Daj mi, Boże, siłę dębu!...


Padłam... Drugi dzień leżę, jak betka. Mój nos, niczym cieknący, zardzewiały kran, toczy paskudną ciecz, potocznie zwaną katarem. Temperatura spadła, osłabiając mnie totalnie. Mam nadzieję, że nie było to "swińskie" paskudztwo, które stało się ostatnio gwiazdą wszystkich programów informacyjnych. Oczywiscie, u lekarza nie byłam ;) Bardzo dużym plusem mojej pozycji leżącej jest mnóstwo wolnego czasu. Nadrabiam zaległosci: książki, prasa, zaległe maile...sen!
Żeby "wywiązać się" z jakiegos obrazka do powyższego posta, zamieszczę fotkę bieżnika, który niedawno uszyłam. Klimat nadal jesienny, tonacja jak makatka "Happy Autumn", motyw dębowych lisci i żołędzi. Aplikacje naszywane maszynowo + haft ręczny. Trzy warstwy (wewnątrz ocieplina).

niedziela, 1 listopada 2009

Happy Autumn


Jako, iż mamy cały czas jesień, będę kontynuowała w tym klimacie:) Dzisiaj makatka w uwielbianym przeze mnie stylu "primitive country". Dużo aplikacji, trochę haftu ręcznego plus guziki. Nie rozumiem, dlaczego "primitive", który zrobił tak zawrotną karierę w USA, Kanadzie i całej Europie Zachodniej, w Polsce potyka się o ignorancję nawet ze strony osób siedzących bardzo mocno w "szmatkowym" hobby... Ale czemuż ja się dziwię? Wszak cały patchworkowy nurt (w tym biznes) rodzi się u nas w mękach. Ileż to razy, słyszę pytania: a co to własciwie jest ten patchwork; co to quilt, quilting? Początkowo myslałam,że wynika to z naszej typowo polskiej, odrębnej tradycji... ale gdzież tam! U nas nawet tradycja polska zanika. Przegrała z powodzią wschodniego paskudztwa. Czyż nie jest paranoją, że sklep z chińską tandetą swietnie prosperuje, a rodzimego rękodzielnika (przeważnie artystę) nie stać na opłacenie ZUS-u, podatków itd? Polska rzeczywistosć...