piątek, 25 grudnia 2009

Wesołych Świąt :)

W dniu dzisiejszym wypoczywam, nadrabiam zaległą lekturę i myślę o Tych, którzy -z różnych powodów- są mi bliscy. Tym wszystkim, którzy w okresie Świąt wejdą na mojego bloga, życzę zdrowia i spełnienia marzeń, dedykując jednocześnie moje crazy patchwork'owe świąteczne skarpety :)



wtorek, 22 grudnia 2009

Double Wedding Ring


Tak sobie dzisiaj przeglądałam tego mojego bloga i doszłam do wniosku, że nie ma tutaj mojego najukochańszego, patchworkowego "dziecka". Pledzik uszyłam jakieś półtora roku temu i był wtedy moim największym osiągnięciem. Pamiętam, kilka lat temu ktoś mi powiedział, że osiągnęłam poziom mistrzowski w patchworkowaniu. Odpowiedziałam wtedy, że będę mogła powiedzieć o mistrzostwie, jeśli uszyję Double Wedding Ring  (a konkretnie Indian Wedding Ring) z więcej niż 1500 kawałków... I zrobiłam to! Szyłam go bardzo długo. Jest caluteńki wypikowany ręcznie, z ponad 1600 kawałków (coś około 1648 chyba). Mnóstwo pracy, ale wyszedł przepięknie. Wymiary: 180 x 235 cm. Żeby uzyskać głęboki relief zastosowałam bardzo grubą ocieplinę. Spodnia warstwa jest poddrapowywana, aby zapewnić quiltowi długowieczność... Było na niego wielu kupców, ale postanowiłam, że ten egzemplarz zostanie u mnie. W przyszłości będzie zdobił mój wymarzony, wiejski dom. Poza tym, głęboko wierzę, że każda ręczna robota przenika energią osoby, która ją tworzy. Kiedy szyłam ten pled, towarzyszyły mi różne, bardzo skrajne emocje: choroba mojego taty, moje problemy ze zdrowiem, problemy mieszkaniowe, uczuciowe, śmierć przyjaciela, ale też wiele radosnych i szczęśliwych chwil. To wszystko "siedzi" gdzieś w tym quilcie i tak już zostanie... Nie robię jednak problemu, jeśli ktoś chce mieć takie cacko u siebie, ponieważ praca nad tego rodzaju wzorem jest dla mnie zawsze wyzwaniem. Może ze względu na jego pracochłonność i całą wiedzę patchworkową, jaką należy się wykazać, aby go uszyć.

sobota, 19 grudnia 2009

Królowa Śniegu

Zasypało Poznań... Przymroziło... Tam, gdzie spaceruję z Nuką - całkiem jak w bajce o Królowej Śniegu: szpalery pokrytych szronem drzew, puszysta pierzynka białego puchu. Pięknie! Niestety, zanim tam dojdziemy, musimy przebrnąć przez ulice posypane mieszanką jakiegoś solnego paskudztwa, które najwyraźniej nie służy psim łapkom. Coś za coś...

Kilka dni temu ktoś mi zarzucił, że -w odróżnieniu od innych blogów- na moim nie czuje się Świąt. Ba, w tym rzecz, że właśnie z powodu przedświątecznej gorączki, nie znajduję zbyt wiele czasu na pisanie postów. Mam spore zaległości w mailach, prasa zakupiona czeka na przeczytanie, kilka książek również... A ja tylko szyję, szyję, szyję... Najwięcej świątecznych skarpet :) Dzisiaj chyba najpiękniejsza ze skarpet. Uszyłam ją ze skrawków białych tkanin w połączeniu z koronką. Ozdobiona guzikami i perełkami. Szyta techniką "crazy patchwork". Nazwałam ją "Królową Śniegu", gdyż od samego początku skojarzyła mi się z tą właśnie bajką. Cały czas czeka na nowego właściciela :)

niedziela, 13 grudnia 2009

Pierniki...


Dzisiejszy dzień minął mi na pieczeniu pierniczków. To był ostatni dzwonek - muszą skruszeć do Świąt, a wyszły jak zwykle twarde. Jutro lukrowanie...Piekłam sama i wspominałam czasy, kiedy Dalia i Cyntia były jeszcze malutkie. Wtedy to był dopiero ceremoniał! Dziewczynki w fartuchach większych, niż one same; do wykrawania używane wszelkie przybory kuchenne (tu dziecięca wyobraźnia nie miała granic), a więc: foremki, szklanki, kubki, sztućce wszelkiej maści, tudzież nabierki... Kuchnia i my  (łącznie z psem) całe w mące. Kiedy więc pierniczki były upieczone, a córcie padały umęczone ciężką pracą, mi pozostawało sprzątanie tego pobojowiska... Dzisiaj, niestety, nikt mi już nie pomaga. Cały proces technologiczny spada na mnie. Oczywiście, dziewczyny wpadają do kuchni w momentach, kiedy kolejna partia pierniczków wyjeżdża z piekarnika... i tym sposobem wiele serduszek, choineczek, dzwoneczków nie doczeka - niestety-  lukrowania, znikając przedwcześnie w brzuchach moich łakomczuchów... Dla podtrzymania tematu - dzisiaj fotka szmacianego "pierniczka-breloczka", który powstał jakiś miesiąc temu. "Polukrowany" haftem ręcznym :)  Mój ukochany "primitive country"... Breloczek znalazł już właściciela (Warszawa).