czwartek, 28 stycznia 2010

Bałwanek...


Patrząc przez okno na zasypany śniegiem Poznań, dokonałam jednego, bardzo smutnego spostrzeżenia - mamy koniec stycznia, wokół tony śniegu, a ja nie widziałam jeszcze tej zimy ani jednego bałwana :(  Czyżby dzisiejsze pokolenie małych szkrabów nie widziało przyjemności w lepieniu sympatycznych, śniegowych ludków? Pamiętam z własnego dzieciństwa, jak całą bandą rozwrzeszczanych dzieciaków wybiegaliśmy na dwór, kiedy tylko spadł pierwszy śnieg, podkradaliśmy marchew z domu, stary garnek lub inne "dziwactwo", które mogło stanowić gustowne nakrycie głowy dla naszego bałwana, wygrzebywaliśmy spod śniegu węgielki lub kamyki na oczy... Wracaliśmy do domów totalnie zmoczeni, przemarznięci... ale szczęśliwi! Pamiętam górki nad Wartą, wręcz "oblepione" dzieciarnią, zjeżdżającą na sankach i tym wszystkim, na czym można było zjechać, a co podpowiadała dziecięca wyobraźnia, a więc miski, deski z przytwierdzonymi łyżwami, a nawet... tornistry wypchane książkami :) Wczoraj spacerowałam nad Wartą... Jeden tatuś z maluchem może 5-letnim. Dwie dziewczynki - na oko czwarta klasa podstawówki. To wszystko... Górki puste... A przecież w Poznaniu mamy obecnie zimowe ferie. Żal mi dzisiejszych dzieciaków :(
Skoro było o bałwanach - dzisiaj poduszka z bałwankiem w wełnianym szaliku. Uszyta techniką aplikacji. Usta i oczy wyhaftowałam czarnymi paciorkami. Płatki śniegu z białych guziczków (nie wiem, dlaczego - jeden guzik na fotce wyszedł lekko pomarańczowy, chociaż w rzeczywistości jest biały, jak pozostałe; zapewniam :D ). Wymiary: 40 x 40 cm, czyli "jaśkowy" standart. Podusia jest cały czas "na zbyciu" :)

1 komentarz:

  1. albo budowało się jakieś igloo, warownię do walki na śnieżki, z odgarniętego śniegu robiło bandy, i wylewało w środku lodowisko..teraz dzieciaki wolą kompy, gry, tv, impry, spacery po galeriach handlowych, niż latanie po śniegu :)..nie cool..a rodzice bardziej dbają o komfort 'cieplny' niż o chwilowe szaleństwa i szczęście ;)..

    OdpowiedzUsuń