piątek, 26 lutego 2010

Oko wraca do "normy" :)


...Piszę "wraca", bo tak do końca jeszcze nie jest OK... Ale na tyle dobrze, że mogłam wybrać się do miasta w pogoni za szarą tkaniną na torebkę. Zleciałam cały Poznań i nie znalazłam nic godnego uwagi. Pewnie byłabym zła na siebie za czas stracony, ale w pełni wynagrodziłam to sobie dłuuuugą wizytą w moim ukochanym "Empiku". Znalazłam kilka książeczek, które bardzo chciałabym posiąść i tylko swojej silnej woli i jako takiemu rozsądkowi mogę zawdzięczać, że wyszłam stamtąd jedynie z jedną gazetą :) Nie byłabym jednak sobą, gdybym co ciekawszych fragmentów tychże pozycji nie machnęła "na poczekaniu" :D
Błądząc tak uliczkami Starego Miasta zauważyłam jednak dość ciekawą osobliwość w nazewnictwie -określiłabym- "gastronomicznym" :/ Idę sobie, aż tu nagle wyrasta przede mną "potykacz" z wypisanym wielkimi literami słowem: "KEBAP". Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, ale rozbawił mnie wiszący jakieś 50 metrów dalej szyld z napisem: "KEBAB"... I kiedy tak szłam dalej, nie licząc już na to, że cokolwiek spowoduje u mnie jeszcze większy wzrost hormonu szczęścia, moim oczom ukazał się napis,  którego twórca poszedł jeszcze dalej: "KEBBAP" !!! :D Parsknęłam takim śmiechem, że aż pewna stateczna, starsza dama odsunęła się ode mnie na przejściu dla pieszych, podejrzewając mnie zapewne o uszczerbek na moim zdrowiu psychicznym :)
Dzisiaj kolejna wersja torebki z poprzedniego wpisu - tym razem z kilkoma wymiennymi szarfami... Pojechała przedwczoraj do Łodzi:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz