niedziela, 14 marca 2010

Gorączkuję :)

Gorączkuję od momentu, kiedy dzisiaj na stronie Rocky Mountain Quilts zobaczyłam piękny, antyczny quilt do sprzedania. Datowany na circa 1845 rok. Cena: 8500 dolarów... I nie jest to według moich szacunków cena zbyt wygórowana. Quilt jest uszyty z przepięknych, starych tkanin. Widzę tam nawet stare, cudnej urody calico. Mmmm, marzenie! Misterny, delikatniutki, kwiatowy quilting i mnóstwo maleńkich paciorków okalających brzegi patchworku. Napisałam nawet o nim na forum, bo zwyczajnie nie wytrzymałam napięcia :) Musiałam się tym z kimś podzielić. A tu kompletny brak zrozumienia dla moich zachwytów. Kobitki stwierdziły, że nie ma w nim nic powalającego... Smutno mi, bo ciągle mam nadzieję, że w Polsce liczba doceniających starą sztukę patchworku, będzie rosła wprost proporcjonalnie do liczby osób je szyjących :(
Ale, żeby się rozweselić, to dzisiaj wstawiam coś wesołego, zabawnego, dziecięcego i baaardzo kolorowego. Pledzik z prostych, barwnych kwadratów. Wymiary: 127 x 146 cm. Ciekawą sprawą jest tutaj quilting tzw. supełkowy. Ten rodzaj quiltingu był bardzo popularny w Stanach na przełomie XIX / XX w. Zawsze chciałam się dowiedzieć, jak były wiązane te supełki, że się później nie rozwiązywały w trakcie użytkowania i prania. Swego czasu znalazłam nawet w Internecie instrukcję, ale okazało się, że jest ona jakaś mocno uwspółcześniona i to nie było to, czego szukałam... Aż tu nagle... Pach!... Nie ma, jak to nagle spada na człowieka cacko namacalne, stare, które można dotknąć... i rozwiązać :D Bozia widziała, że bardzo pragnę poznać tajniki supłania, więc postanowiła zadziałać w kierunku mojego oświecenia. Faktycznie, węzeł jest nierozwiązywalny w codziennym użytkowaniu... Ciekawostką jest również fakt, że ten mój dziecięcy pledzik ukazał się w prezentowanym tu numerze miesięcznika "M jak mieszkanie" :)

12 komentarzy:

  1. Twój pledzik bardziej mi się podoba, niż ten antyczny, ale doceniam jego "złożoność",pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Tez jestem zwariowana na punkcie, choć osobiście już rzadko robię prawdziwe patchworki - smutna komercja mi została, ale tli się płomień! Być może już niedługo...
    Serdecznie pozdrawiam,
    Małgosia
    I oczywiście gratuluję! Każdy "występ" prac jest ważny!!! Cieszę się !

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie też zachwycają stare patchworki,chociaż nie miałam okazji zobaczyć ich nigdy na żywo.Ale próbuję sobie to wyobrazić...A jeśli dodać ,że były one szyte i pikowane ręcznie....Zdjęcia nie oddają ich prawdziwego uroku,niestety.A Twój kolorowy patchwork z łatek bardzo mi się podoba:)Który to nr tego pisma?Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. dziękuje za odwiedziny.....każdą pasje podziwiam bo sama żem szalona kolekcjonerka kalendarzyków...światełko zostawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Małgosiu, ja czekam z niecierpliwością, aż płomień u Ciebie buchnie z całą siłą :) Wiem, komercja nas ogranicza i to jest smutne :( Czasami mam wrażenie, że im tego wszystkiego "więcej", tym "mniej". Ty rozumiesz, o co mi chodzi. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Bajko, jest tak, jak piszesz - żadne zdjęcie nie odda faktury tkaniny, wyjątkowej miękkości wypełnienia (kiedyś nie było sztucznych ocieplin :/ ), precyzji pikowania. Marzę o tym, by chociaż raz w Polsce zorganizowano wystawę quiltów o wartości muzealnej. Niestety, z tego co mi wiadomo, koszty ubezpieczenia takiej wystawy są niewyobrażalne.

    OdpowiedzUsuń
  7. Orzechowa49... Dzięki za światełko :D Zbieram dla Ciebie te kalendarzyki; mam ich już trochę. Jeszcze zrobię czystkę u moich córek w biurku i w szafkach - z pewnością coś znajdę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Śliczny ten pled.I ja lubię patchworki, ale zielona jestem, szczególnie jak ktoś rzuca takimi fachowymi nazwami, a wiem, że są różne nazwy na różne wzory i tylko tyle.Ciekawi mnie też, jak się pikuje ręcznie takie pledy.Jakim ściegiem...Gdzie można zdobyć jakieś informacje na ten temat, Małgosiu?

    OdpowiedzUsuń
  9. Filu Kochana :) Ja jestem kompletnym samoukiem. Reszta, to "cudowne" zbiegi okoliczności i ludzie, którzy stawali na mojej drodze w odpowiednim miejscu i czasie. Nawet, jeśli kiedyś zdarzało mi się nabyć jakąś publikację na ten temat, to albo mnie rozczarowywała, albo ja nie kumata byłam i w rzeczywistości i tak robiłam po swojemu... Na mojej półce znajdziesz jedną książkę o szyciu patchworków, którą zakupiła moja znajoma, chcąca poznać tajniki patchworku. Niestety - poległa :/ I nie dziwię się, bo laik z tejże książeczki niczego się nie nauczy (fatalne, niezrozumiałe schematy). Jedyny plus - przepiękne zdjęcia... Ale mam coś dla Ciebie i mogę Ci to przesłać plikiem pdf. Problem polega na tym, że to jakieś 12 MB ;) W jakim tempie "ściąga" Twój komputerek wiadomości? Pytam, bo ja to wyślę, a Ty mnie potem zabijesz :D

    OdpowiedzUsuń
  10. hmm..majątek, musisz stworzyć współczesną replikę :)..'więcej tym mniej'- to tak jak i z podróżami, ludzie coraz więcej podróżują, a coraz mniej widzą ;)..kiedyś miałem schemat plecionych sznurkowych 'obrączek', i też się nie rozplątywały :D

    OdpowiedzUsuń
  11. jestem pod wrażeniem Twoich prac. Tworzysz małe arycdzieła, i nic dziwnego, że doczekałaś się zdjęcia swojej pracy w takiej gazecie!!! Gratulacje:) Ja szyję, ale zdecydowanie łatwiejsze formy i patchworki choc strasznie mi się podobają,są dla mnie tajemnicą i nie mam o nich zielonego pojęcia. Pozdrawiam gorąco

    OdpowiedzUsuń
  12. Małgosiu, mój syn twierdzi, że mój komputer sprosta 12MB.I ja mu wierzę, bo w końcu chłopak codziennie siedzi przed kompem, to chyba się zna ;)Najbardziej interesuje mnie sposób pikowania-na maszynie kompletnie mi nie wychodzi.A podobają mi się takie pikowania, które jeszcze same w sobie tworzą wzory.Ech...Dobrze, że wyjaśniłaś, że jesteś samoukiem.Ja tylko dodam, że bardzo utalentowanym.Twoje prace prezentują się cudownie!Pozdrawiam i czekam pod adresem: zapiszmy@o2.pl

    OdpowiedzUsuń