piątek, 12 marca 2010

Nostalgicznie...

Dzisiejszej nocy przyśnili mi się moi dziadkowie... Rzadko się zdarza, aby śnili mi się razem. To znaczy babcia "przychodzi" do mnie często, wielokrotnie bardzo "namacalnie", jak choćby ostatnio w samotnej chacie w górach. Jednakże w obecności dziadka to rzadkość, więc sen uznałam za szczególnie znaczący :)... Dziadkowie... Z dziadkami ze strony mamy nie byłam bardzo zżyta. Mieszkali daleko. Dziadek zmarł, gdy byłam małym dzieckiem, więc pamiętam go, jak przez mgłę. Babcia nigdy mnie nie lubiła i vice versa... Natomiast z dziadkami ze strony taty wiąże się całe moje dzieciństwo. Przez pierwsze lata mojego życia mieszkaliśmy razem. Potem, kiedy przeprowadziliśmy się na drugi koniec Poznania, praktycznie cały "niezorganizowany" okres wakacyjny spędzałam u dziadków. Pamiętam, że spałam wtedy w wielkim, małżeńskim łóżku, w środku, między babcią, a dziadkiem. Zamiast prześcieradła - wielka, mięciutka skóra... Dziadka pamiętam jako beztroskiego, ciągle uśmiechniętego człowieka. Miał takie swoje ukochane miejsce w ogrodowej altance, obrośniętej dzikim winem i paprociami, w którym spędzał letnie popołudnia. Pamiętam, jak często mi i mojemu kuzynowi wciskał w dłonie jakieś drobniaki w tajemnicy przed babcią :) Biegliśmy wtedy do malutkiego sklepiku, gdzieś w połowie ul.Krauthofera i kupowaliśmy lizaki - kogutki lub oranżadę o smaku landrynek... Czy ktoś jeszcze pamięta czerwone kogutki na drewnianych patykach, w celofanowych papierkach? Albo oranżadę w butelkach zamykanych ceramicznymi korkami, z których kreatywne dziewczynki robiły sobie obcasy do butów? :D... Stare, dobre czasy... Babcia, mimo iż była sporo starsza od dziadka, przeżyła go o wiele, wiele lat... Kochana kobieta i najukochańsza babcia pod słońcem. Łączyła nas szczególna więź - byłam jej najukochańszą wnuczką... Pamiętam, jak siedząc w kuchni przy oknie, na ogrodowej ławeczce lub w swoim ukochanym fotelu, w pokoju przy piecu, godzinami snuła opowieści ze swojego życia. Przeżyła wiele ciężkich chwil, wiele upokorzeń, bólu fizycznego i psychicznego... Połamane ręce, palce, nogi... prawie skutecznie oskalpowana głowa, dodatkowo pewnego razu "potraktowana" siekierą... Pod koniec życia chore serce i płuca... A mimo to, była pełna werwy, samozaparcia, wewnętrznej dumy... Niezłomna... To Ona zaszczepiła mi zamiłowanie do wszelkich robótek ręcznych, co dzisiaj procentuje :D... To Ona nauczyła mnie, które ziółka na co... że są dwie odmiany rumianku - jedna lecznicza, a drugą można sobie jedynie do wazonika dla ozdoby włożyć :/ ...To Ona wyhodowała z małego orzeszka wielkie, orzechowe drzewo - wyczyn, z którego początkowo kpiła cała rodzina... Miałyśmy swoje tajemnice. Niektóre oczywiście z biegiem czasu się wydały :) Były jednak takie, o których nikt się nigdy nie dowiedział, jak choćby historia z tonącym kotem lub ze szczurem w kanale. Dopiero niedawno opowiedziałam o tym moim dziewczynkom... Kiedy zamknę oczy, widzę w zakamarkach pamięci Jej malutki pokoik, albo Ją samą siedzącą i czeszącą bardzo długie, czarne -a potem już siwe-  włosy. Widzę nawet łożko, przykryte szydełkową, patchworkową narzutą, a na nim starą, mocno zniszczoną, "kultową" już lalkę, której pewnego razu namalowałam usta grubym, czerwonym mazakiem :) Kiedy kilka lat temu musiałam ją dla kogoś narysować, nie sądziłam nawet, że pamiętam aż tyle jej szczegółów. Może dlatego, że była to jedyna babcina lalka, jaką miałam przyjemność się bawić... Tak bardzo brakuje mi babci... Jej wewnętrznej siły, spokojnego głosu, serdecznego uścisku... Dlatego, kiedy "spotykam" Ją w snach, jest to dla mnie zawsze wielkie "święto"... Kocham Cię, Babciu...
Zrobiło się tak nostalgicznie, że wypada "wkleić" coś w tym klimacie :) To może makatka z samotnym, nadmorskim drzewem. Aplikacja maszynowa; quilting też maszynowy. W sumie - pracy przy niej niewiele. Myślę, że fajnie zagrały w niej kolory. Wymiary: 70 x 61 cm. Wykonałam ją jakoś wiosną ubiegłego roku.

7 komentarzy:

  1. makatka piękna-ale największe dzięki za przypomnienie lizaka kogutka-poczułam właśnie w ustach jego smak-wróciły wspomnienia dzieciństwa

    OdpowiedzUsuń
  2. ale pięknie napisałaś! Twoja Babcia musiała być cudowna Kobietą!

    OdpowiedzUsuń
  3. piękne wspomnienia, dobrze je mieć..a skakanie na 'gumie' ?, gra w klasy ;)..wyścigi kapslami, cymbergaja monetami, albo bierki..drzewko nostalgiczne :), pamiętam podobną sosnę w Sielpi.

    OdpowiedzUsuń
  4. no nie zle napisałas o babci kuzynko!!! zapomniałaś o psie zwanym dingo!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj, świetnie pamiętam Dingo! Tym bardziej, że to właśnie jego i jego siostrę Żabę (pamiętasz?:D), babcia uratowała przed pewną śmiercią z rąk Twojego pomysłowego Brata, kiedy to próbował nauczyć nieszczęsne szczeniaki nurkować w kotle z mydlinami (na szczęście zimnymi). Biedne psiaki już nie dychały i do dzisiaj jest dla mnie tajemnicą, jak babcia "przywróciła" je do życia. Jakieś hokus-pokus? :))) Oberwało się wtedy Sławkowi :)
    Myślę, że jak przy jakimś wpisie będzie mi "po drodze", to powspominam i o Dingo, i o Żabie, i o Szarusi, i o tym dlaczego "Ktoś" pewnego dnia musiał wracać do domu w mojej czerwonej sukience, i o tym, jak... hmm, któregoś dnia wypadłeś mi z wózka na ul.Górki :D

    OdpowiedzUsuń
  6. z wózka ci wypadłem? no niezle się zapowiada!! a ten w tej sukience to do dzis mu tak zostło ostatnio ubrał się na motor jakby na balik szedł!

    OdpowiedzUsuń