niedziela, 4 kwietnia 2010

Nadrabiam...

...nadrabiam zaległości :) Sen, książka, prasa, film + kilka innych programów publicystycznych, spacery, maile... Wszystko to, na co w codziennym zabieganiu muszę kraść minuty z czasu przeznaczonego na "obowiązki", łatając jednocześnie dziury we własnym sumieniu tłumaczeniem, że to Siła Wyższa wymyśliła dobę 24-godzinną. Bez jakiejkolwiek elastyczności :)
   Siłą rozpędu przeczytałam "Dom na Zanzibarze" Doroty Katende. Niesamowite, ile w tej kobiecie samozaparcia, odwagi... Jest żywym dowodem na to, że nie ma granicy wieku dla realizacji marzeń. Poza tym, poczułam się... lepiej. Dlaczego? Dlatego, że postawa tej kobiety poparła niejako moje dotychczasowe postępowanie, krytykowane przez wiele osób. Otóż zawsze uważałam, że nie wychowuję dzieci dla siebie lecz dla świata i moje córki przyzwyczajałam od najmłodszych lat do mojej różnej działalności, nie zawsze popieranej przez ogół i -w związku z tym- częstej nieobecności w domu. Wiedziały, że mama musi znaleźć czas również dla bezdomnych zwierzaków, dla zebrania podpisów pod jakąś petycją, na wyjazdy interwencyjne... I po przeczytaniu tej książki okazało się, że tak można! Bez utraty miłości dzieci, bez rezygnacji z tego, co się kocha. Konsekwentnie, z szacunkiem dla innych i... dla siebie.
   Znalazłam też dzisiaj czas, aby pobuszować po ulubionych blogach :) Na wszystkich tak przyjacielsko, świątecznie, ciepło i wiosennie... Temat przewodni: pisanki! Tutaj tradycyjne, malowane, "skrobane"... Tam wyklejane, wyszydełkowane, poobklejane sznurkiem... Same cudeńka! Tak mi się głupio zrobiło, że u mnie w tym roku nikt nie pobawił się w pisanki... Ale, ale... Mamy w domu strusie jajo pomalowane farbami witrażowami w barwne motyle :) To taka "produkcja rodzinna", bo chyba każdy z domowników coś przy tym jaju paćkał. Tylko kontury są w stu procentach moje, ponieważ nikt inny nie ma do tego ani ręki, ani cierpliwości :)

1 komentarz:

  1. Może niekoniecznie idziemy identyczną drogą mając na celu wychowanie dzieci dla świata ... ale podzielam sympatię żywioną wobec farbek do szkła (i konturów, rzec jasna, także) w stu procentach.

    OdpowiedzUsuń