czwartek, 13 maja 2010

Kupujemy patchwork... i co dalej?

Dostałam dzisiaj maila od pewnej Pani, która w związku z przejściem na zasłużoną emeryturę otrzymała od koleżanek w podarunku patchwork. Piękna rzecz z czasem stała się... kłopotliwa :) Pani pyta, jak ów patchwork "konserwować". Przyznam, że takich pytań pada sporo. Dlatego też postanowiłam rozwiać Wasze wątpliwości...
Jeśli chodzi o pranie - nie ma tutaj prostych reguł. Wszystko zależy od tego, z jakich tkanin patchwork jest uszyty, co stanowi jego wypełnienie oraz jaki rodzaj quiltingu zastosowano. Patchwork z tkanin bawełnianych oraz z dużą domieszką bawełny, z quiltingiem maszynowym,  możemy prać w pralce z programem prania delikatnego w temp. 30 st. C. Oczywiście, quilting ręczny nie wyklucza tego rodzaju prania, ale musimy mieć zaufanie do naszej pralki :) Osobiście, zalecam pranie ręczne jeśli:
- mamy do czynienia z quiltem bardzo wartościowym i zależy nam na jego długowieczności;
- quilting nie jest zbyt "bogaty" i "obroty" pralki mogłyby naruszyć jego strukturę;
- wypełnienie stanowi runo wełniane lub jakaś inna wełniana tkanina (w starych quiltach można trafić nawet na... stare koce Pendletona - osobiście trafiłam kilka razy :D);
- patchwork uszyty jest z tkanin jedwabnych (ja takich nie lubię, niestety), wełnianych, ale nadających się do "mokrego" prania i innych "mieszanych" (często występują w patchworkach artystycznych);
- patchwork posiada inne ozdoby typu: paciorki, cekiny, aplikacje przestrzenne, quiltagami itp.;
- patchwork zdobią aplikacje naszywane ręcznie.
Do pralni chemicznej (dzisiaj ekologicznej :D) oddajemy wszystkie patchworki wełniane, które nie nadają się do moczenia lub uszyte z tkanin puszczających kolory. Tak, tak... To nie żart. Niektórzy uważają, że tkanina nie powinna puszczać. Nieprawda. Niektóre, świetnej jakości tkaniny do patchworku tak mają i w żadnym wypadku nie jest to dla nich ujmą. Wynika to najczęściej z zastosowania pewnych barwników naturalnych i występuje głównie w tkaninach z dużą domieszką barwnika czerwonego, czarnego, brązowego. Często też granatowego. W Stanach i Kanadzie mają specjalne środki do prania patchworków. W Polsce możemy póki co o takich pomarzyć. Niestety...
Kwestia prasowania... Tutaj nie ma problemu, ponieważ patchworków się... nie prasuje :) Taka ich uroda, że po wypraniu mają prawo być pogniecione. Bez obawy - same dojdą do formy :) Dajcie im trochę czasu. Nikt na świecie nie prasuje patchworków i nigdy nie mogłam zrozumieć, dlaczego w Polsce stanowi to jakiś problem.  Pewnie, jeśli macie jakąś patchworkową drobnostkę typu: ocieplacz na czajnik, bieżnik, obrus, torebka... i bardzo denerwują Was zagnioty - możecie lekko je przeprasować, ale bez przesady ;)
Jeśli macie jeszcze jakieś pytania dotyczące patchworków - pytajcie :)
Moi klienci mają ten komfort, że zapewniam im "dożywotni" serwis patchworkowy. Jeśli chcą, mogą w każdej chwili przysłać mi patchwork do prania. Jeśli zostanie przypadkowo "potraktowany" papierosem, iskrą z kominka, larwą mola czy ząbkami zwierzaczka domowego - zostanie poddany reanimacji...
Dawno nie wstawiałam nic z "primitive country", więc dzisiaj nadrobię... Crazy patchworkowa makatka w tonacji brązowo-beżowej z aplikacjami i prostym, prymitywnym haftem ręcznym. Do tego drewniane guziki. Zamieszkała w Warszawie :)

3 komentarze:

  1. you have a wonderful blog!

    Greetings
    Kerstin

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja miałem kiedyś t-shirt co po deszczu farbował skórę ;)..najgorzej jak się do patchworku myszy dorwą :)..no albo grzyb :/

    OdpowiedzUsuń
  3. Hi! Greetings from Finland! Your quilts are so fantastic! It's so nice to find other quilters all around the world! :)

    OdpowiedzUsuń