wtorek, 15 czerwca 2010

Co to znaczy mieć pecha???...

...Ja wiem... Straciłam dzisiaj portfel. Wracałam sobie od klientki i pomyślałam, że z ciężko wypracowanej kasy kupię moim dziewczynkom po jakimś ciuszku. Wysiadłam na Św. Marcinie i pomaszerowałam do sklepu. Mam taki odruch, że często łapię za torbę. I tym razem, wchodząc do sklepu sprawdziłam - zamek był zapiety. Długo nie szperałam na wieszakach. Klientów nie było wielu. Wybrałam parę ciuszków, podeszłam do kasy, złapałam za torbę... i zamarłam. Zamek odpięty, portfela brak. Zrobiłam zaraz raban przy kasie, a kasjerka w ogóle nie zareagowała! Na mój komunikat, że w sklepie mnie okradziono, że złodziej prawdopodobnie jest jeszcze wewnątrz (bo nikt nie wychodził) i trzeba jakoś zadziałać, pani najspokojniej w świecie, cały czas żując gumę, z uśmiechem na ustach odrzekła: "To niech go pani szuka. Ja nic pani na to nie poradzę". Klienci patrzyli na mnie, jak na jakąś nienormalną. Zero reakcji. Stojąc przy kasie, zadzwoniłam na numer alarmowy i odebrała... straż pożarna!!! Pan mnie wysłuchał i zaczął przełączać. Jakoś po trzecim przełączaniu nie wiadomo do kogo, połączenie przerwało. W sklepie zaczęło się robić pusto, a ja ponownie w panice kręciłam alarmowy. W tym czasie druga dziewczyna z obsługi sklepu, wskazując na kupione przeze mnie ciuszki, zapytała koleżankę: "A co z tym?" Na co tamta, cały czas z uśmieszkiem na ustach: "A odwieś na wieszak. I tak nie ma kasy, żeby zapłacić". Myślałam, że ją zagryzę... W końcu dodzwoniłam się na policję. Kazali mi przyjść na komendę przy Al.Marcinkowskiego, aby złożyć zeznania. Tam kobitka w recepcji, po wysłuchaniu, w jakim celu przyszłam, kazała czekać w kolejce. Kwitłam półtorej godziny. Gdyby złodziej był z innego, nawet odległego miasta, już by zdążył do domu dojechać :/// Doczekałam się. Poproszono mnie o złożenie zeznania. Czułam się, jak to ja byłabym przestępcą, gdyż najpierw usłyszałam o konsekwencji składania fałszywych zeznań!!!! Musiałam dokładnie opisać, co straciłam: ponad 1000 PLN, złotą obrączkę, karty (całe szczęście, że nie bankomatowe), kilka biletów tramwajowych, 1 dolar amerykański (dostałam go od teściowej... na szczęście!!!), karteczki z odbitą pieczątką firmową, kartę z informacją: "Noszę soczewki kontaktowe. W razie wypadku proszę o fachowe zdjęcie", fotografie moich córek i mojej zmarłej mamy, kilka chińskich pieniążków związanych czerwoną nitką (prezent od kolegi), kilka karpich łusek z Wigilii - te ostatnie "na szczęście", żeby... mi się pieniądze trzymały!!!!!!!!... Z komendy wyszłam o... 16:35!!! Oczywiście zapewniono mnie, że dostanę informację o postępowaniu sprawy, ale dano do zrozumienia, iż na bank będzie to wiadomość o umorzeniu tejże... Zostałam bez kasy, a musiałam jakoś wrócić do domu. Gdzieś w czeluściach torby znalazlam jeden bilet tramwajowy. 15-to minutowy. Z Al.Marcinkowskiego nijak nie da się dojechać na Rzeczypospolitej w 15 minut, a na gapę nie jeżdżę. Podeszłam więc dwa przystanki pieszo, żeby skrócić "czas przejazdu". Tak sobie idąc "spacerkiem" ze łzami w oczach, pomyślałam, że ta moja uczciwość wobec MPK jest śmieszna, biorąc pod uwagę "uczciwość" złodzieja, który mnie okradł! Kiedy wpadłam do domu, usiadłam na podłodze w korytarzu i dopiero wtedy rozbeczałam się na cacy. Nerwy puściły... Teraz z kolei jest we mnie tyle bezradnej złości, że -chociaż nigdy nikomu źle nie życzyłam- kieruję moje myśli ku złodziejowi: "A żeby cię szlag jasny trafił! Żeby ci te ohydne, złodziejskie łapska wrzątek poparzył! Żeby ciebie ktoś okradł na sto razy tyle! Żebyś ty musiał (musiała) kiedyś swoim dzieciom czegoś odmówić przez innego złodzieja! Żeby ci to wszystko, na co wydasz moje pieniądze, w gardle stanęło i dławiło do śmierci! Żeby ci zmory wszystkich moich antenatów spać nie dawały!!! ... Amen".
Dzisiaj nie wstawię żadnej mojej pracy, bo nie mam siły obrabiać fotek.
Jedynym plusem dzisiejszego dnia jest to, że makata, nad którą ślęczałam tyle czasu, bardzo się podoba ;) Wrzucę ją na bloga 26 czerwca, gdyż wczesniej nie mogę ;))

9 komentarzy:

  1. Może marne pocieszenie, ale wśród wymienionych przez Ciebie rzeczy nie ma dokumentów. Mamy więc nadzieję, że ich tam nie było i że los/przezorność uszczęśliwiła Cię brakiem konieczności spotkania kilku "fajnych" babeczek z Libelta i wypełnianiu równie fajnych setek rubryk we wnioskach, na które te babeczki się potem dziwnie krzywią...

    Pozdrawiamy z Dolnego Tarasu Rataj!

    OdpowiedzUsuń
  2. współczuję Ci serdecznie:(Ale Dobrze,że Tobie nic się nie stało, bo skoro taki pech to mogłaś stracić je w inny sposób.Ja zawsze w takich sytuacjach pocieszam się,ze to tylko pieniądze, rzeczy a ludzie ciągle SĄ.

    OdpowiedzUsuń
  3. Głowa do góry!!!! Oliwa zawsze sprawiedliwa. Ty sobie to odbijesz,a złodziejowi wyjdzie bokiem. Swoją droga ekspedientki pierwsza klasa. Ja bym złożyła pisemną skargę do kierownika sklepu. No, ale ja z tych nerwusiatych :)
    Pozdrawiam!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. oj biedna..musisz 'przeboleć'..czyli otarłaś się o polską szarą rzeczywistość..i to pewnie tzw. katolik zrobił..nom bez kasy traktują teraz człowieka jak śmieć..z dokumentami, kluczami od mieszkania byłoby jeszcze więcej zachodu..a może nagrało się w kamerze sklepowej ?

    OdpowiedzUsuń
  5. Współczuję Ci ogromnie ... ten Twój post to chęć wyrzucenia z siebie złości i bezsilności zarazem. Ja bym udałą się jeszcze raz do tego sklepu porozmawiać z kierownikiem ... właścicielem (bo z tymi panienkami z kasy, to nie warto ... szkoda zachodu) może faktycznie coś na kamerze się nagrało? Nie dawaj się przeciwnościom losu ... głowa do góry :)

    OdpowiedzUsuń
  6. przerażająca historia - a już zachowanie pańci w sklepie i policji normalnie powala - ot, polska właśnie.

    trzymam kciuki, żeby temu złodziejowi zrobiło się to wszystko co mu życzysz bo mu się należy!

    OdpowiedzUsuń
  7. Serdecznie dziękuję Wam wszystkim za wsparcie duchowe. Byłam taka rozbita, że było ono dla mnie bardzo ważne.

    OdpowiedzUsuń
  8. Przydarzyla mi sie wiele lat temu podobna historia.Weszlam do cepelii,ogladalam i pytalam o ceny,za mna stanely dwie panie jakby matka z corka,i tez pytaly o ceny,baaardzo uprzejmym glosem.dziwilo mnie czemu stoja z tylu?Uslyszalam szeleszczenie ale zlekcewazylam je i glupio mi bylo przesunac torbe do przodu.Szkoda,bo po chwili okazalo sie,ze jest rozcieta,Na szczescie nic nie zginelo,bo ja nie nosze portfeli,portmonetek.Pieniadze byly wlozone w notes a on owiniety w szeleszczaca reklamowke.Pan w cepelii juz nie bylo,nikt nic nie widzial ale reakcja sprzedawczyn nie byla taka obojetna.Rozumiem Twoja zlosc,poczucie bezradnosci,to sa przykre uczucia i rozrywaja czlowieka od srodka,Chce sie cos zrobic i nie mozna.Jeszcze dodam,ze na samym poczatku zakupilam cos w cepelii,zlodziejki musialy to widziec i chcialy mnie okrasc,kiedy sie rozgladalam,tylko soe sukom nie udalo!!!ha

    OdpowiedzUsuń
  9. Złożyłabym skargę na owe pańcie kierownikowi sklepu! Przykra sprawa, a jeszcze smutniejsze jest to, że w naszym kraju z ofiary robi się przestępcę! Ja miałam kiedyś inną przygodę, też związaną z portfelem, ale nie swoim;)
    Przez pewien czas pracowałam w sklepie i zdarzało się, że klienci ogladając to czy tamto kładli gdzies portfele i wychodzili! Zawsze chowałam pod ladą i czekałam aż ktoś wróci. Jeden leżał wyjątkowo długo, w środku oprócz pieniędzy były jeszcze zdjęcia. Wyjęłam zdjęcia, włożyłam do koszulki foliowej i z adnotacją, że znaleziono w sklepie portfel wywiesiłam do okna wystawowego. Dłuuugo nikt się nie zgłaszał! Po może pół roku a może i roku przyjechała pani po swój portfel. Jakiś jej znajomy przechodził obok sklepu i rozpoznał kogoś na fotografii:) A owa pani nie wierzyła własnym oczom, że to jej własny portfel!!! Ona była pewna, ze jej ktoś ukradł, a tymczasem sama go gdzieś położyła i zostawiła...

    OdpowiedzUsuń