środa, 30 czerwca 2010

Rolkarze wszystkich krajów łączmy się ;)))

Wczoraj brałam udział w karambolu ;) Miałam zderzenie czołowe z innym rolkarzem, a głównym winowajcą okazała się najzwyklejsza, pognieciona puszka po coca coli, która nagle "stanęła" na mojej drodze i sprytnie wkręciła się w kółka. Rolkarz nie odniósł zbyt dużych obrażeń, gdyż od stóp do głów był przepisowo cały w ochraniaczach, aczkolwiek po upadku jego noga przyjęła taką pozycję, że mnie zmroziło. Natomiast ja, bez ochraniaczy (!), wyszłam ze zderzenia z: poobdzieranymi do krwi łokciami, potłuczonym i posiniaczonym lewym pośladkiem, stłuczonym lewym barkiem i potężnym guzem na głowie. Na szczęście bez złamań... Noc nieprzespana z bólu... Ale cóż, od rana i tak musiałam zabrać się do pracy. Najgorzej było zasiąść do maszyny. Przybrałam więc na taborecie pozycję na prawym pośladku, boczkiem, kolanko na kolanko, niczym dziewiętnastowieczna amazonka na konnej przejażdżce ;))) Jakoś poszło... A pośladek przybiera barwy, jakich nie powstydziłby się sam Picasso ;D
To może dzisiaj dla odmiany coś z "drobnicy", czyli ocieplacze na imbryki. Wszystkie sprzedane...


1 komentarz:

  1. NIE DZIWIE SIĘ,że sprzedane, bo cudne! Życzę mniej lądowań i szybkiego powrotu do zdrowia:)

    OdpowiedzUsuń