sobota, 4 września 2010

Dla Sonii i Ryśka...

...Tak, tak... Dzisiaj będzie trochę o moich dalszych znajomych, którzy w dniu dzisiejszym biorą ślub. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że o prawo do swojej miłości musieli walczyć równe 5 lat. Były to lata zmagania się z ludzką głupotą, złośliwością, bzdurnymi stereotypami... Nie wyłączając mandatów za... hmm... niby obrazę moralności społeczności wiejskiej, w której przyszło im żyć ;))) Na szczęście nie pozwolili nikomu stłamsić swoich uczuć, przecierając niejako szlak tym wszystkim, którym przyjdzie udowadniać światu, że można być szczęśliwym w związku, uważanym powszechnie za: niemoralny, szokujący, bez sensu, bez perspektyw... Niepotrzebne skreślić... Może dzięki takim ludziom, jak oni pewnego dnia nasze społeczeństwo przestanie napiętnować związki dużo starszego z dużo młodszą... dużo starszej z dużo młodszym... bogatego z biedną... niepełnosprawnego z pełnosprawną (bądź niepełnosprawnego z niepełnosprawną, gdyż i to razi)... zwolenniczki PiS-u ze zwolennikiem PO... katoliczki z satanistą... wysokiej z niskim... chudego z grubą... profesora wyższej uczelni z kobietą, która edukację zakończyła na poziomie szkoły zawodowej... osobnika rasy żółtej z osobniczką rasy czarnej... super przystojniaka z tzw. "szarą myszką"... Przykłady można mnożyć.
Zawsze zastanawia mnie jedna nieprawidłowość. Jeśli zapytacie kogokolwiek, co jest najważniejsze w życiu, najprawdopodobniej usłyszycie odpowiedź, że miłość i znalezienie swojej Drugiej Połowy. Jednakże kiedy w naszym otoczeniu pojawi się para łamiąca pewien utarty stereotyp, społeczeństwo (czasami z najbliższą rodziną na czele) zrobi wszystko, aby uprzykrzyć jej skutecznie życie, zniszczyć uczucie... I to... hmm... podobno w imię dobra zainteresowanych.
Nie mogę być dzisiaj na ślubie Sonii i Ryśka (odległość), ale wiem, że podczytują mojego bloga ;) Dlatego na blogu pragnę życzyć im, aby nigdy nie ustawali w swej miłości, czerpali radość z każdego wspólnie przeżytego dnia, wspierali się we wszystkim i spędzali jak najwięcej czasu w swojej ukochanej Hiszpanii;)))
Przy takiej okazji wypadałoby wrzucić coś z kwiatami... To może lniane poduszki z aplikacjami przestrzennymi? Mają wymiary 27 x 55 cm. Jedna sprzedana, druga czeka na właściciela :)

7 komentarzy:

  1. sama prawda..nom 'życzliwych' nigdy nie brakuje :/

    OdpowiedzUsuń
  2. :-) Dziękujemy Tobie wierny kibicu :-) W naszym przypadku było to życiowe bingo, kiedy zeszły się ścieżki konesera kobiecych zmarszczek i sztucznej szczęki w kubeczku czyli R., z koneserką dojrzałości w młodym męskim ciele, czyli mnie :-) Potembyła przykra szarpanina z otoczeniem, czego byłaś świadkiem. Wzięliśmy nawet 'urlop' od siebie, ale po dwóch tygodniach przyszła pewność, że jednak nie możemy bez siebie żyć, a przypieczętowaniem tej pewnosci był wypadek R. Tęsknimy za Hiszpanią, ale 'poślubnie' zwiedzamy nasze wybrzeże i pozdrawiamy ze Szczecina :-) Och! Wczoraj dziewczyna z obsługi hotelowej widząc mnie rozglądającą się za R. zakomunikowała, że 'syn' wyszedł na parking. Po mojej ripoście, że to mąż to ona zaczerwieniła się ze wstydu, nie ja :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak wrócimy, koniecznie musisz do nas przyjechać. S.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow!!! No, to cieszę się :) Wypoczywajcie i cieszcie się sobą.... Wpadnę na pewno, jak znajdę trochę czasu ;P

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajnie, że im się udało. Śliczne podusie-pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie Shayeen. Ów znany XX miał racje...jesteś wrażliwością. Wracam do dalszego czytania bloga:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Green Canoe na moim blogu???!!! Jestem zaszczycona i pozdrawiam cieplutko :)))

    OdpowiedzUsuń