czwartek, 7 października 2010

"Idąc cmentarną aleją..."

Gdyby moja Mama żyła, skończyłaby dzisiaj 73 lata. To już jej 17 urodziny bez kawy i placka, ze zniczem na nagrobku... Nie lubię cmentarzy i rzadko na nich bywam, mając nadzieję, że moi bliscy zmarli nie mają mi tego za złe. Najbardziej nie lubię jednak 1-go listopada. Tyle w tym dniu patosu, więc idę, bo idę... Bo inni idą... Bo wypada... Na cmentarz wpadam raczej w takie dni, jak dzisiaj - urodziny, imieniny... potrzeba ducha... I zawsze taki sam schemat...
  Stacja pierwsza. Grób Ani, indianistki i jej synka Alexa, zamordowanych bestialsko przez jej ojca, alkoholika-szaleńca. Ona miała wtedy 28 lat, Alex - 7 miesięcy. Była mi tak daleka, a jednocześnie tak bliska. Kiedy tam jestem, zawsze zastanawia mnie, jak to jest możliwe, że ręka, która powinna tkwić wyciągnięta w przyjaznym geście, bądź z czułością głaskać po głowie, zawisa nad nią po to, by zadać cios, kończący się śmiercią... Dzisiaj taki piękny, jesienny dzień, więc uśmiechnięta, śliczna twarz Ani i słodkiego malca z fotografii na nagrobku wtapia się w jego urodę. Zapalam znicz, zagrabiam liście i nagle wyłania się z nich maleńka, plastikowa figurka Pinokia :) To pewnie dla Alexa, więc stawiam maleńkiego ludka na nagrobku, opierając go o płytę, bo chwieje się na swoich cienkich nóżkach :)
  Stacja druga. Grób mojego siostrzeńca. Gdyby żył, miałby dzisiaj 30 lat i z pewnością byłby super przystojnym facetem, czego jestem pewna, patrząc na jego młodszego brata :) Wiele razy zastanawiałam się, jak potoczyłoby się jego życie. Takie pytania zadają sobie pewnie wszyscy odwiedzający maleńkie, dziecięce grobki obok :(
  Stacja trzecia. Grób moich dziadków i mojej mamy... Dzisiaj jestem w szoku. Ostatnie ulewne deszcze tak podmyły wszystko wokół, że nagrobek zapadł się, tworząc głęboką szczelinę w ziemi. Płyta pęknięta. Wazon roztrzaskany. Pobojowisko. Nie ma co naprawiać. Jutro idziemy zamówić nowy nagrobek. Póki co, stawiam znicze na tym, co zostało. O kwiatach nie mam mowy... I taki dziwny moment, kiedy zagrabiam liście przy szczelinie. Właściwie dziwna myśl, która nie wiem skąd mi się wzięła. Mam szczupłą rękę i gdybym wsunęła ją do środka, mogłabym... dotknąć prochów moich bliskich. Są tam... w tej ziemi...
  Stacja czwarta. Grób brata mojego taty. Uff... Tutaj na szczęście wszystko jest OK, więc tylko zagrabiam liście, zapalam znicz...
Taki był dzisiaj piękny, jesienny dzień, więc wrzucam coś jesiennego. Poduszka z jesienną Sunbonnet Sue... Pojechała do Belgradu :)

4 komentarze:

  1. Wczoraj, czyli 7 były moje urodziny i rocznica śmierci mojej ukochanej Babci. Odeszła od nas w takim dniu, bym ja nigdy nie zapomniała, kto mnie kochał, dbał o mnie i po kim mam pewne zamiłowania.
    Ale ja nie chodzę na cmentarz, nie potrafię.

    OdpowiedzUsuń
  2. A John Lennon miałby dziś 70 urodziny.
    http://www.youtube.com/watch?v=okd3hLlvvLw

    A Jenis Joplin 4 października, 67 lat.
    http://www.youtube.com/watch?v=JjD4eWEUgMM

    OdpowiedzUsuń
  3. Makneto, dobrze Cię rozumiem :(

    OdpowiedzUsuń