piątek, 22 października 2010

Interwencyjne retrospekcje...

Wczorajsza interwencja... Ogromne, puste, szczere pole. Na jego środku stara, drewniana stodoła, całkowicie wypełniona słomą... Tę właśnie stodołę wybrała sobie bezpańska, zdziczała suczka i to w niej właśnie powiła sześć ślicznych szczeniaków. Ileż musiało być w niej determinacji, żeby w ciąży, na "ostatnich łapach", wygrzebać gniazdo dokładnie pośrodku, przedzierająć się dzielnie między wielkimi, ciężkimi balotami! Instynkt podpowiadał jej, że tylko tam maluchy będą bezpieczne. Problem zaczął się, kiedy trzeba było zdobywać pożywienie... a maluchy rosły. Wybór? Najbliższa wieś i polowanie na kurczaki. Przepędzana przez wszystkich, stała się niebezpieczna dla ludzi. Konieczne stało się wyłapanie suczki wraz z maluchami i przetransportowanie w bezpieczne miejsce. Bardzo ciężka interwencja. Gdyby nie pomoc dwóch silnych "animalsów" z Poznania, Sławka i Huberta (którym jeszcze raz bardzo dziękujemy :D), nie wiem, czy dalibyśmy radę. Chłopacy odwalili kawał dobrej roboty... Pamiętam podobną akcję sprzed kilku lat, jeszcze z TOZ-em z Gniezna w okolicach Napoleonowa. Tam też bezpańska suczka oszczeniła się w ogromnej stercie słomy na polu. Było jednak łatwiej, gdyż nie ograniczały nas... ściany stodoły :) Wtedy jednak nasz sukces okazał się połowiczny, gdyż udało nam się wyciągnąć szczeniaki, a suczka uciekła. Jeździliśmy tam później przez jakiś czas, z nadzieją, że mama krąży i szuka dzieciaków, ale nie natknęliśmy się już na nią. Przez wiele nocy nie mogłam spać rozmyślając, co czuła, kiedy zabieraliśmy jej dzieciaki. Jak bardzo musiała być przerażona! Niestety, nie mieliśmy innego wyjścia :(  Dlatego, bazując na poprzednim doświadczeniu, udało nam się tym razem opracować taką strategię działania, która zakończyła się sukcesem :)))
   To tyle o psiakach, a teraz wracam do moich prac :) Kiedy nadchodzi jesień, lubię sobie podziubać trochę w filcu. W ogóle - filc kojarzy mi się najbardziej z tą porą roku. Może dlatego, że taki cieplutki, mięciutki, przytulny... Więc trzy dziecięce, maleńkie broszki :) Dynia, gruszka i dębowy listek :))) Dynia pojechała do Warszawy :)



5 komentarzy:

  1. nom szczeniaki przez pierwszy miesiąc muszą mieć ciepło..najpierw pewnie trzeba było zwabić suczkę jakimś smakołykiem, no i mieć odpowiedni sprzęt, np. kij z linką do łapania za szyję, czy klatkę..a powinno tym się też chyba zająć pogotowie dla zwierząt
    http://www.pogotowiedlazwierzat.pl/interwencje/234-krwawa-akcja-na-placu-zabaw.html
    http://www.pogotowiedlazwierzat.pl/interwencje/231-jzyk-urwany-sznurkiem-od-snopowizaki-.html
    brrr, za język wiązać..za nozdrza się ściska..

    Broszki ładne, aż by się chciało zjeść gruszeczkę ;)..kołdry z filcu raczej się nie zrobi :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Biedna psinka.Co z tymi psiakami? Poszły do schroniska? Oby znalazły dobre domy.
    Broszkzi super

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj:) Na twoją stronkę natknęłam się na blogu grey wolfa i postanowiłam troszkę pozwiedzać. Twoje prace bardzo mnie urzekły i torebki i poduszki i narzuty- przepiękne prace- będę zaglądać częściej :)

    Co do takich psiaków, to aż serducho człowieka ściska. Dobrze, że wszystko się udało i zwierzaki nie będą musiały marznąć i głodować :)

    Filcowa jesień śliczna.
    pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  4. Samo życie...szkoda że tak się stało.Miejmy nadzieję że dalsze losy tych piesków będą lepsze.

    Ładne broszki i na czasie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszystkie psiaki znalazły domy. Szczeniaki bardzo szybko. Z mamą było trochę gorzej, ale i ona ma teraz fajny domek :)

    OdpowiedzUsuń