poniedziałek, 11 października 2010

O tym, jak mail od Osoby Publicznie Znanej potrafi dowartościować człowieka od rana :)))

Budzę się rano jakoś po 5-tej i -leżąc jeszcze w łóżeczku- otwieram skrzynkę mailową... Jakieś dwie oferty handlowe, jedna korespondencja ze stałą klientką, dwa zapytania od potencjalnych klientów, masa reklam i... jakiś z początku bliżej nieokreślony mail. Otwieram... Troszkę tego jest, więc początkowo przebiegam wzrokiem, ale już widzę, że ma on charakter bardzo ciepły i osobisty. Obiecuję sobie, że przeczytam go dokładnie później, aż mój wzrok pada na podpis... I takie "bum" w głowie. Wiem, że jestem jeszcze lekko zaspana, ale już na poziomie, że kojarzę nazwiska ;) Tym bardziej, że Pan podpisany pod mailem ( będę Go nazywała Panem X.X, gdyż nawet jego inicjały są tak charakterystyczne, że od razu byłoby wiadomo o kogo chodzi ), najwyraźniej przewidziawszy z góry moje zdziwienie, pod tymże podpisem ujął w nawiasie: "Tak, tak - TEN X.X. :)))"... Pan jest Osobą Baaardzo Znaną, wysoko notowaną w rankingach zarówno popularności, jak i urody męskiej :)... Dlatego też, myśląc, że albo to jednak sen, albo ktoś zrobił mi jakiś kawał, zamykam laptopa i kładę się jeszcze na godzinkę... Jednakże, kiedy już jestem całkowicie "na chodzie", otwieram komputer i okazuje się, że mail nadal tam jest :))) Sprawdzam... Wszystko się zgadza... Zaraz odpisałam na maila, aby się jeszcze upewnić i po południu otrzymałam miłą, twierdzącą odpowiedź... Okazuje się, że Pan X.X. wpadł wczoraj wieczorem na mojego bloga zupełnie przypadkowo i ugrzązł w nim na bardzo długo, czytając wszyściuteńko, od pierwszego do ostatniego wpisu, wraz ze wszystkimi komentarzami!!! Wyczyn godny mistrza, gdyż trochę tego jest :) Ponadto urzekł go quilt z pustynnym krajobrazem i Double Wedding Ring. Miłe... A jeszcze bardziej podbudowało mnie wyznanie Pana X.X., że czytając moje wpisy, to się wzruszał, to uśmiechał, to znów pogrążał w zadumie... I jeszcze takie stwierdzenie z maila: "Jest Pani wrażliwością, spowitą w Prawdy Absolutne". Kurczę, jeszcze nigdy żaden facet nie walnął mi takiego komplementu :))) Pewnie, jak każdą kobietę cieszą mnie komplementy dotyczące tego, co "zewnętrzne", ale raczej nie przywiązuję do nich wagi, gdyż uważam, że te sprawy "zewnętrzne" są... hmm... rzeczą względną... Bo przecież to, co ładne, będzie brzydkie lub "ładne inaczej"... A właściwie, co to za różnica, czy w człowieku zewnętrznie coś jest ładne, brzydkie, proste, krzywe, młode, stare, małe, duże, krótkie, długie........... Ważne to, co w człowieku piękne i wartościowe wewnętrznie, ponieważ to jest niezmienne... Dlatego może te słowa tak mnie podbudowały... Tym bardziej, że ostatnie tygodnie były dla mnie bardzo trudne i niejednokrotnie wątpiłam w siebie. Wątpiłam w siebie, jako matkę... Wątpiłam w siebie, jako córkę... Wątpiłam w siebie, jako "animalsa"... Wątpiłam w siebie, jako artystę... Wątpiłam w siebie, jako przyjaciela... A w ubiegłym tygodniu zwątpiłam nawet w swoją kobiecość... Aż ktoś nagle dostrzegł moją wrażliwość w wymiarze pozytywnym i nagle dotarło do mnie: "Shayneen, idziesz dobrą drogą"... Bo muszę Wam się przyznać do czegoś - kilka dni temu pomyślałam, czy nie zablokować bloga i nie dać sobie spokoju z pisaniem...
   Czasami zdarza mi się dedykować komuś moje prace na blogu, więc tym razem coś dla Pana X.X. - mojego nowego czytelnika :) Serduszka w moim ukochanym "primitive country" :) Ze spraw technicznych: makata o wymiarach 56 x 67 cm; quilting ręczny + guziki + nitkowe "pędzelki". Jest do sprzedania.

6 komentarzy:

  1. Ślicznie napisane...jak zresztą zwykle u Ciebie...:)I niech Ci więcej nie przychodzą do głowy myśli o zamknięciu bloga!!! Takich patchworków jak Twoje, to ze świecą szukać:)
    Pozdrawiam serdecznie, Ewa:)!

    OdpowiedzUsuń
  2. No proszę, jak to się można zabujać w jakimś VIP'ie po jednym mailu :D..pewnie Kuba Wojewódzki ;)
    A co to są prawdy absolutne?, bo ja znam tylko 3 :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj, Henry, o co Ty mnie podejrzewasz... Nie zakochuję się ot, tak po prostu :) Gdybyś znał choć trochę kobiety, wiedziałbyś, że fajnie czasami poczuć się choć w małym stopniu docenioną ;)... Co do "zakochania" - jestem zakochana... póki co... hmm... nieszczęśliwie... w zwykłym, ale wspaniałym człowieku... i zapewniam Cię, że nie zamieniłabym Go nawet na Antonio Banderasa u szczytu sławy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No tak, komplementy robią swoje :)..a On wie o tym ?..czyli na kasę nie lecisz ;)

    A mówiłem, że depresja była..niepoznawałem koleżanki..albo i KWS ;).. ja też się parę razy zastanawiałem, czy pisanie bloga coś daje, zmienia..

    OdpowiedzUsuń
  5. Wie, wie :(((... Kasa, to ostatnia rzecz, która mogłaby dla mnie coś znaczyć... Wiem, Twoje pytania sugerują, że będziesz mnie ciągnął za język ;P, więc "skrobnę" Ci trochę na GG... przy chwili wolnej ;)... Kurde, zapomniałam o tych fotkach syropków - zabijesz mnie :/

    OdpowiedzUsuń
  6. pewnie będę musiał przyjechać i sam zrobić ;)

    OdpowiedzUsuń