wtorek, 9 listopada 2010

08.11. - od wczoraj to trzecie moje "urodziny" w roku :)

   Tak... Data, która miała przesądzić o nowym etapie w moim życiu... i w pewnym sensie przesądziła. Może nie do końca tak, jakbym sobie tego życzyła, ale z pewnością od wczoraj odcinam się od przeszłości :) Pewnie, nic od razu i z dnia na dzień, ale... kroczek po kroczku... Na to "konto" zrobiłam nawet rzecz tak drastyczną i niesamowitą, że powaliłam nią na kolana rodzinę, znajomych i przyjaciół. Obcięłam włosy! Oczywiście zanim to zrobiłam wszyscy próbowali mnie zakrzyczeć i wybić mi to zgłowy, ale poszłam "za ciosem" :) Moja Dalia stwierdziła, że teraz, z któtszymi włosami, już w ogóle nie wyglądam na swoje lata :)Starym, indiańskim sposobem odcięłam się od wszystkiego, co "umarło", co tłamsiło mnie od wewnątrz i hamowało. Gdzieś tam jeszcze tlą się we mnie jakieś iskierki niepożądane, ale i one przygasną z czasem. Tak będzie... Powiedziałam!
   Ale żeby mi nie było za łatwo, jakiś "nerw" najwyraźniej w życiu muszę zawsze mieć ;/ Mój Bardzo Dobry Kolega, Krzysiek W., podąża właśnie na lodowiec  Argentiere w Alpach :/ Od wczoraj wpadam na kompa co chwilę i obsesyjnie sprawdzam tamtejsze warunki pogodowe... i jestem przerażona! Jest fatalnie! Wiem, że to silny, odporny, rozsądny facet, ale zwyczajnie się martwię. Z pewnością wszyscy się martwimy: jego przyjaciele, rodzice, brat, starsi ludzie, u których mieszka... pracownicy, bo z Krzyśka dobry szef ;) Kurde, ale sobie wybrali czas na wspinaczkę! Alpy, to nie taki pikuś! W ubiegłym roku moja siostrzenica w okresie letnim zdobywała M. Blanc i musieli, niestety, spasować. Właśnie warunki pogodowe zmusiły ich do odwrotu. Rozsądek wygrał. Jak będzie z Krzyśkiem? Wiem, że to mądry, 35-letni facet, ale czasem pasja pcha człowieka "na krawędź"... Wrrrrr... Dobra, przestaję krakać... Wróci cały i zdrowy, a jak nie, to tam pojadę i wytargam go z każdej zaspy :)))
   W ogóle, stwierdziłam, że ja o wszystkich wkoło się martwię. Jak moi znajomi, przyjaciele, nie dają znaku życia przez dwa dni - od razu niepokój, że coś nie halo. Najwyraźniej jestem z tych ludzi, którzy lubią mieć wszystkich w domu :))) Ba! Ja nawet, Moi Drodzy, martwię się o naszą "bloggerską rodzinę" :) Jeśli na jakimś blogu nie pojawia się dłużej jakiś wpis, od razu zapala mi się czerwona lampka! Pamiętam, jakoś w czerwcu, u Piotrka w "Chacie nad Wisłokiem" miało miejsce takie długie milczenie. Wystraszyłam się, czy go fala powodziowa czasami nie zmyła, tym bardziej, że Sanok "spłynął". Napisałam maila. Jeden dzień milczenia. Myślę sobie: "kurczę, jeśli go zmyło, to przecież nie odpisze". Już nawet pomyślałam, że wyślę Henry'emu Grey Wolf kasę na paliwo i poproszę, żeby pojechał sprawdzić, co się stało, bo on tam jakoś "terenowo" chyba najbliżej mieszka ;) Okazało się jednak, że nic się nie stało. Piotr lekko... zapracowany był i zapomniał o blogu :))) A w ogóle widzieliście ten piec, który "wysmyczył"? Normalnie, bajka!!! Martwię się też o Małgośkę, czyli "Bag Lady", która walczy jak może z chorobą i codziennie wieczorem myślę o niej i staram się przesłać "dobrą energię" :(... "Wpadam" codziennie do Izy z "Rancza na Mazurach Garbatych", żeby sprawdzić, czy wszystko OK i czy sobie radzi ze wszystkim... Oj, długo mogę wymieniać! Wszystkich Was "odwiedzam" i sprawdzam, co u kogo ;) Tak już się z Wami zżyłam przez tego bloga :)
   Dobra, dosyć paplania... Pora na patchwork... Tym razem będzie to TYLKO patchwork (nie quilt!) - bieżniczek w stylu prowansalskim... Sprzedany. Pojechał do jakiejś małej miejscowości pod Warszawą, ale już nie pamiętam nazwy ;P

3 komentarze:

  1. Ja też tak mam :). Niekoniecznie po 2 dniach, bo to zależy od częstotliwości kontaktów, ale jeżeli brak jest odpowiedzi przez "dłuższy niż standardowo" czas, to tez się martwię. I nie będę tu wypominac kto miła ostatnio sporą przerwę w blogowaniu :P Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzymam kciuki Małgosiu, żeby Ci się "to nowe" poukładało tak jak sobie planujesz:)!
    ...fajnie, że blogi tak "zbliżają"...można wpaść z wirtualną wizytą, dowiedzieć się co słychać...pogadać:)))Pozdrawiam ciepło, Ewa:)!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo się cieszę, że obcięłaś włosy :) Tak trzymaj :)

    OdpowiedzUsuń