piątek, 26 listopada 2010

Ciężka noc za mną...

Godzina 00:10... Pobudka! Moja Dalia dostała napad padaczkowy. Pierwszy od 13-tu miesięcy. Już myślałyśmy z jej panią neurolog, że od przyszłego roku, jeśli nic się nie wydarzy, zaczniemy redukować lek, a tu... dupa! Wpadła w to w okresie dojrzewania. Hormony... Dwie koleżanki z klasy też z tym walczą. Za czasów mojej młodość nie słyszało się o tylu przypadkach. W sumie, nie powinnam tak narzekać, gdyż u niej akurat są to napady bardzo rzadkie, zawsze w czasie snu... Ale, jakoś tak... Kiedyś pani neurolog powiedziała mi, że podobno prawie każdy z nas, przynajmniej raz w życiu, przechodzi napad epilepsji nawet o tym nie wiedząc. Marna to pociecha... Nie wiem, jak to się dzieje, ale w przypadku Dalii zawsze tak się zdarzało, że albo pies robił alarm, albo ja się budziłam dokładniutko w momencie, kiedy to się zaczynało. Raz padło na Cyntię... W każdym razie, kiedy już było po wszystkim, musiałam przy niej czuwać... I powtarzanie sobie: "nie możesz zasnąć... nie możesz zasnąć... nie możesz zasnąć"... W takich trudnych chwilach odczuwam potrzebę wygadania się przed kimś bliskim, więc odpaliłam laptopa. Jak na złość na naszym czacie pusto... Ale na GG Maryśka "świeci" się na żółto, więc myślę sobie: "oooo, jak dobrze... wygadam się, nie usnę... chociaż 10-20 minut". Dupa! Zero reakcji! No, tak... Maryśka po raz kolejny zasnęła przy włączonym kompie. Cała ona :))) Pożytek z tego taki, że przeczytałam kilka patchworkowych newsletterów, które przyszły na skrzynkę w ostatnich dniach... I co parę minut kontrola, czy dzieciak prawidłowo oddycha... Takie ciężkie noce ciągną się w nieskończoność... Wszystko jest "czarne" i smutne... Gdzieś słyszę najpierw jedno pogotowie... potem drugie... Jakiś pies szczeka w oddali, więc Nuka cicho powarkuje... Jakiś głuchy telefon przed 2-gą. Obcy, nieznany numer. Pewnie ktoś się pomylił... Komuś na chwilę włączył się alarm w samochodzie... Odgłosy miasta nocą... Koło 3-ciej zamknęłam laptopa, ale usnęłam dopiero przed 5-tą. Dwie godziny gapienia się w czarny sufit... Przy okazji podsumowałam rok, chociaż jakby nie było, jeszcze cały miesiąc przed nami, a to jednak trochę czasu ;) O 6-tej moja Dalia zerwała się na dźwięk komórki i śmiga do łazienki. Mówię jej, że miała napad w nocy i nie pójdzie do szkoły, tylko do lekarza. Patrzy na mnie, jak na zdechłą żabę, po czym oświadcza, że świetnie się czuje, ma tylko pięć lekcji i... w ogóle musi. Założę się o pieniądze całego świata, że to "musi" nosi imię Patryk i czeka pod szkołą ;))) Poszła!!! Z drugiej strony cieszę się, że do swoich dolegliwości podchodzi na spokojnie...
...A raniutko odezwała się Maryśka :), po przeczytaniu informacji na GG :) i mówi: "mogłaś mnie obudzić!"... No, pewnie, w środku nocy będę ją budziła. W końcu świat się nie walił... Po jakimś czasie telefon od Olki - to samo: "Dlaczego nie obudziłaś mnie albo Sławka. Przyjechałabym nawet, żeby cię zmienić, żebyś mogła trochę pospać"... No, tak, Marysia już wszystkim "nadała" :)))... Po kilkunastu minutach Firefox: "Dlaczego mnie nie budziłaś. Pogadalibyśmy na GG". Mówię, że skoro go jego Anioł Stróż nie obudził, to znaczyło, że miał spać... a on mi na to, że jego Anioł Stróż w nocy śpi... leniwy typ...:)))) Z tego wynika, ze następnym razem (oby go nie było), będę budziła wszystkich :)))))... A teraz gotuję obiad, idę spać, żeby odespać, bo po południu śmigamy z Krzysztofem na gorrrrrrącą czekoladę. Od czasu, kiedy wrócił z wyprawy na lodowiec, nie mieliśmy okazji, żeby się spotkać i pogadać. Niech wyrzuci z siebie "lodowcowe" emocje, poopowiada, jak było. Lubię słuchać, gdy ktoś dzieli się z takim zaangażowaniem swoją pasją... A z Krzysztofa niezły mówca i opowiadacz :)))
     Wczoraj był Międzynarodowy Dzień Pluszowego Misia, więc wrzucę dwa "crazy patchworkowe" miśki... jednakże nie pluszowe :))) Dobranoc :)))


2 komentarze:

  1. oj znam ja takie bezsenne noce, znam... aż za dobrze niestety... :-( u nas spokój od prawie 4 lat, od dwóch bez leków, na razie ok, czego i Wam życzę:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Trafiłam do Ciebie, czytając bloga GreyWolfa. Tworzysz piękne rzeczy, bardzo pracochłonne, i cierpliwie. Muszę doczytać do końca i obejrzeć wszystko, jestem zauroczona. I życzę, abyś odnalazła swoje miejsce na Ziemi, w ciszy i pod lasem
    pozdrawiam ciepło Maria z Pogórza Przemyskiego

    OdpowiedzUsuń