niedziela, 14 listopada 2010

Doba "cudów" i... dobrych wiadomości :)

Od wczorajszego wieczoru wszystko u mnie jakieś takie... pozytywnie "ciepłe" :) Skończyło się zamartwianie o Krzyśka, który zdobywszy lodowiec Argentiere, szczęśliwie wrócił do domu. Co prawda z poobijanymi żebrami, plujący krwią i wymęczony, ale szczęśliwy... i silniejszy... i mądrzejszy. Mimo totalnie ekstremalnych warunków, dopiął swego ;) Tak właśnie spełnia się marzenia... Dał radę! Czyli teraz, Panie Krzysztofie, jestem gotowa iść z Panem... w tych rakietach śnieżnych :)... choćby i na samą Alaskę... a może i jeszcze dalej, bo wiem, że jak padnę po drodze, to choćby i na plecach, ale mnie dotargasz do celu :)))))... I wzruszyło mnie stwierdzenie, że mimo trzaskającego mrozu, bólu, zmęczenia, spartańskich warunków, Krzyśkowi chciało się jeszcze... dużo o mnie myśleć ;))) To miłe :)...
     A dzisiejszego ranka jeszcze dodatkowo telefon od mojej Kochanej klientki, Pani Ani P., która powiedziała mi, że bardzo się za mną stęskniła i poświęciła noc, by wejść na mojego bloga i poczytać... i zrobiło jej się miło, i tak fajnie, "cieplutko"... i że koniecznie musimy się spotkać na kawie w przyszłym tygodniu, bo mamy sobie dużo do opowiadania... i że też obcięła włosy :)... Więc będzie ta kawa, Pani Aniu, jeśli nie w nadchodzącym tygodniu, to w następnym na pewno, bo ja też bardzo się stęskniłam, ale jakoś tak ostatnio nie miałam czasu... i smutków w moim życiu sporo, więc nie chciałam ich "zasiewać" dalej...
     I po południu kolejna niespodzianka... Mail od Pana X.X., o którym pisałam we wpisie z 11 października, a w mailu tyle ciepłych słów i propozycja pomocy bezdomnym zwierzakom... Już nawet wiem, gdzie tę pomoc skierujemy... Przykro mi się jednak zrobiło, bo nie dalej, jak kilka dni temu, w jakimś "brukowcu", przeczytałam dużo "cierpkich" słów na temat życia prywatnego Pana X.X. i jest mi go naprawdę żal. Cóż, taka widocznie jest cena bycia Osobą Publiczną. Smutne :(
     Tak sobie myślę, że jest w moim życiu wiele osób, za które powinnam dziękować losowi. Nie chodzi mi tutaj o rodzinę, bo ją po prostu mam, ale za te osoby, które pojawiły się na ścieżkach mojego życia i mam pewność, że jakkolwiek potoczą się nasze losy, one zawsze będą tegoż życia częścią, będą ważne... i cokolwiek się stanie, będę trwała przy nich wiernie "w myślach, słowach i uczynkach"... nawet, jeśli na jakiś czas, bliżej nieokreślony, te ścieżki pójdą w innych kierunkach... Powinnam podziękować za Olę i Sławka... za Firefoxa, choć z niego typ niepokorny i wiecznie w bojowym nastroju ;)... za Krzyśka W., mojego zdobywcę lodowców i człowieka, który mówi: TAK, kiedy ja mówię: NIE ;P)))... za Anetę B., ...za Panią Anię P., ...za Henry'ego Grey Wolf, który jest dla mnie najlepszym dowodem na to, że ludzie w naszym życiu nie pojawiają się przez przypadek :)... za Tomka W., ...za Krzyśka K., który od kiedy zapukał do moich drzwi w Domu Turysty w Krakowie wieeeeele lat temu, zajął w moim życiu miejsce tak ważne, że gotowa jestem oddać za niego prawą rękę ;))), ...za Sonię i Ryśka, ...za Cypriana Ś., dzięki któremu uwierzyłam, że to, co indiańskie, może też przetrwać w "białych", dzięki takim ludziom, jak On, ...za Dankę B., moją byłą szefową, na którą na sto procent zawsze mogę liczyć, ...za Alinkę K., ...za Maryśkę G., ...za Wiesię Ś., ...za Marcina B., ...za Bartka C., ...za Krysię Ł., ...za Krzyśka P., który pojawił się i zniknął, ale stanął (po moich dzieciach) na szczycie mojej piramidy ważności, ...za Pawła P., ...za Krzyśka R., ...za Panią Hanię K., ...za Jadzię Z., osobę, która po śmierci powinna iść "żywcem" do nieba, bo nie znam drugiej tak empatycznej osoby, ...i za wielu, wielu moich wiernych przyjaciół, których nie sposób wymienić, ale przy których jestem gotowa trwać wiernie, jak pies... Ale najbardziej dziękuję Losowi za mojego nieżyjącego już Przyjaciela, Sebastiana, który -bez względu na to, gdzie teraz jest- z pewnością czuwa nade mną... i mam nadzieję, że kiedyś wreszcie spełni obietnicę, daną mi jeszcze za życia... rzuconą ot, tak niby przypadkiem... bo ja ją ciągle pamiętam, a wiem, że Sebastian nie rzucał nigdy słów na wiatr :) Więc czekam cierpliwie :))))
     W takim razie dzisiaj serduszko dla Wszystkich Wymienionych Powyżej... a w szczególności dla Krzyśka W., za szczęśliwy powrót z lodowca:)))

3 komentarze:

  1. dzięki..ja to pewnie przypadkiem spadłem z drabiny do Twych stóp, i jeszcze mam 'wstrząs mózgu' ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. to chyba ja też obetnę włosy..

    OdpowiedzUsuń
  3. to ja już się na kawkę nie załapię :/..

    OdpowiedzUsuń