poniedziałek, 1 listopada 2010

Dziwny dzień... Kolejne przesłanie?

Nie lubię 1-go listopada, dlatego staram się wpadać na cmentarz z samiutkiego rana, kiedy jeszcze ludzi na nim mało. Dzisiaj "dyżurowała" ze mną Cyntia; Dalia pojechała do Gniezna - w końcu tam mają groby dziadka i pradziadków, więc od kiedy mieszkamy w Poznaniu, zmieniają się co roku... Mój tato tym razem, niestety, nie odwiedził grobów zmarłych. Momentami zastanawiam się, czy będzie miał jeszcze ku temu okazję. Jego stan zdrowia drastycznie się pogarsza. Tylko w ostatnim tygodniu dwa przypadki zasłabnięcia z całkowitą utratą przytomności i coraz więcej dni bez wstawania z łóżka. Staram się to "oswoić", ale ciężko jest :(
     Dzisiejszej nocy dziwny sen. Włąściwie "sen - nie sen"... Nie wiem, jak nazwać to, co mi się przytrafiło. "Przyszedł" do mnie Sebastian, mój Najlepszy Przyjaciel, nieżyjący już, niestety... Kładłam się spać dość późno i nie wiem, ile czasu przespałam, gdy "zapikała" rozładowana komórka. Nie chciało mi się wstawać i szukać ładowarki, więc na granicy świadomości postanowiłam, że przetrzymam jakoś do rana to "pikanie". W pewnym momencie przyśniło mi się, że komórka dzwoni, ale tak... hmm... realnie, bo ja spałam w tym łóżku, więc to było tak, jakby wszystko działo się naprawdę. Łapię za komórkę... ekran świeci, ale żaden numer się nie wyświetla, więc odbieram tradycyjnym: "Tak, słucham?" Przez chwilę głucha cisza, ale na moje kolejne pytanie: "Halo, kto mówi?", słyszę odpowiedź: "Sebastian" i głos mojego nieżyjącego Przyjaciela. Dębieję... i teraz zaczyna się "jazda"... Normalny, realny dialog:
- Jak to, Sebastian? Przecież ty nie żyjesz!
- Wiem, że nie żyję. Nie musisz mi mówić. Gdybym żył, przyszedłbym, a tak, musiałem zadzwonić.
Zaczynam się motać w tej rozmowie, więc mi przerywa i mówi:
- Słuchaj. Ostatnio u ciebie wszystko poszło nie w tym kierunku, w którym miało pójść i trzeba teraz to odkręcić, póki czas. Jestem tu po to, żeby ci pomóc.
- Ale, do jasnej cholery, gdzie jesteś?
- Czekam na ciebie na Dworcu Głównym. Musisz gdzieś jechać. Pociąg masz za półtorej godziny. Potem ci wszystko wyjaśnię, a teraz ubieraj się i spotykamy się pod zegarem.
Więc w tym śnie, całkiem realnie, wstaję, wskakuję w ciuchy... nawet zębów nie umyłam :)... Piszę tylko na kartce informację dla domowników, bo wszyscy śpią: "Nie martwcie się o mnie. Musiałam wyjechać. Zadzwonię" i przyklejam ją do lodówki... Łapię plecak... Biegnę na przystanek, ale jest noc, więc nie wiem, czym mam dojechać na ten dworzec. Widzę jednak, że od strony Starołęki jedzie jakiś tramwaj. Ma tablicę: "Zjazd do zajezdni - ul.Głogowska"... Macham... Zatrzymuje się, motorniczy otwiera drzwi i tłumaczę mu, że muszę się dostać na dworzec. Mówi, że wagon uszkodzony, ale mnie zabierze... Jadę na gapę :) Na przystanku przy Dworcu PKS tramwaj się zatrzymuje. Zepsuł się i dalej nie pojedzie. Gnam więc biegiem Mostem Dworcowym w takim tempie, że momentami mnie zapycha. Jest winda! Wsiadam, ale okazuje się, że nie działa, więc dopadam do pierwszych schodów - zakaz wstępu... jakieś biało-czerwone taśmy... Dopadam do drugich - zawalone jakimiś drewnianymi paletami, ale nie daję za wygraną. Odrzucam palety na tyle, na ile starcza mi sił... i biegiem, na dół... Już z daleka widzę pod zegarem Sebastiana. Ubrany tak, jak dał się wszystkim najbardziej zapamiętać :))) Czarna ramoneska, czarne, skórzane, sznurowane bokami spodnie "motocyklowe" i ciężkie, motocyklowe "martensy". Cały ON! :))) Dopadam do niego i sprawdzam "namacalnie" - on, czy nie on? Łzy same cisną się do oczu, więc beczę, ile wlezie, a on na to:
- Ej, teraz nie czas na płacz. Szybko, bo ci pociąg zwieje...
I ciągnie mnie za rękę przez Dworzec, do przejścia podziemnego. Pytam, gdzie ten pociąg, a on odpowiada, że już stoi na 5-tym peronie. Zaraz odjedzie... Próbuję się dowiedzieć, dokąd w końcu jadę... skąd on się tu wziął i o co w tym wszystkim chodzi... Zauważam, że ludzie jakoś dziwnie na nas patrzą, więc pytam Sebastiana, dlaczego... A on mi na to:
- Dziwisz się? Ja nie żyję. Ty mnie widzisz, ale oni - nie... Więc to tak, jakbyś gadała sama do siebie.
Dopadamy do pociągu. Pytam, dlaczego tak dużo ludzi, a on mi na to, że to pociąg dalekobieżny. Wpycha mnie do pierwszych drzwi, a ja się bronię i wrzeszczę na niego, że -po pierwsze- cały czas nie wiem, dokąd mam jechać, a -po drugie- nigdzie nie pojadę bez biletu. Wkurza się na mnie i każe mi wleźć i czekać na niego przy pierwszym oknie, a on w tym czasie pobiegnie po bilet dla mnie. Podobno z biletu będę wiedziała, dokąd jadę :)... Czekam... Od faceta przy oknie próbuję się dowiedzieć, dokąd jedzie pociąg, ale patrzy na mnie, jak na zdechłą żabę i mówi:
- Wsiada pani do pociągu i nie wie, dokąd jedzie? Ale czego można się spodziewać po kobiecie, która gada sama do siebie.
Milknę, bo uzmysławiam sobie po raz drugi, że faktycznie, ja Sebastiana widzę i z nim rozmawiam, ale inni nie... W końcu wypada z przejścia podziemnego z biletem w dłoni, ale w tym momencie pociąg rusza, więc biegnie w moją stronę... On wyciąga rękę z biletem, a ja próbuję go złapać... i w tym momencie za oknem szczeka jakiś pies i Nuka zaczyna warczeć. Budzę się. Koniec snu. Nie wiem, dokąd miałam jechać tym zatłoczonym pociągiem :/ Najciekawsze, że obudziłam się... z komórką w dłoni :)
     Dzisiaj Święto Zmarłych i ten dziwny sen... Nic dziwnego, że Sebastian był "obecny" przy mnie przez cały dzień. Nawet wracając z cmentarza opowiadałam Cyntii, jak to pewnego razu, kiedy razem jechaliśmy motocyklem na jakąś imprezę, spaliłam sobie podeszwę od kozaczka, bo mi stopa zjechała na... rurę wydechową :)))
     Pora na patchwork... Makatka w "primitive country" z quiltingiem ręcznym. Sprzedana... pojechała do Łodzi.

7 komentarzy:

  1. o lol, gotowy materiał na książkę :)..szkoda, że nie wiadomo dokąd bilet wreszcie był..ja mam brązowe skórzane spodnie ;), a kiedyś rozkleiłem podeszwę, bo za blisko ogniska suszyłem. Kleiłem już parę razy butaprenem, i po jakimś czasie i tak się rozchodziło, teraz na razie trzyma, bo mało w nich chodziłem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam, jestem u Ciebie pierwszy raz. Rozglądam się i pięknie tu u Ciebie. Patchwork cudny, marze żeby kiedyś się tego nauczyć :) Pozdrawiam i będe zaglądać częściej. Agata

    OdpowiedzUsuń
  3. a z tatą musisz być dzielna :/..ja tutaj zapaliłem parę lampek w 'magicznych' miejscach, z dźwiękiem bębna :).."Nie ważne gdzie przebywa ciało, ważne gdzie dusza"..Hough!

    OdpowiedzUsuń
  4. trafiłam tu po raz pierwszy i bardzo mi się podoba. inspirujący blog!

    pozdrawiam,
    Paula

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiesz, Henry, w mojej obecnej sytuacji najbardziej marzę o bilecie na Alaskę... i to w jedną stronę ;)

    Poza tym witam nowych, miłych Gości na moim blogu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Na Alasce zimno, zmarzniesz ;)..już lepiej Nebraska :)..a zresztą po co tak daleko, Bieszczady podobne a bliżej :D

    OdpowiedzUsuń
  7. najgorsze we snach jest to,ze przed wyjasnieniem najwazniejszej kwestii zawsze sie budzimy.czemu?

    OdpowiedzUsuń