wtorek, 16 listopada 2010

Płacz "nad rozlanym mlekiem"... a właściwie nad zniszczonym quiltem :/

Na łopatki rozłożył mnie dzisiaj mail, który znalazłam rano w mojej poczcie... Przeczytałam... Podumałam... W ciągu kilku minut wywołał u mnie totalnie skrajne emocje - od zaskoczenia, zdziwienia, rozbawienia, poprzez sarkastyczny uśmieszek na mojej twarzy, po lekkie uczucie złości, bezradności, na wściekłości kończąc... I początkowo pomyślałam sobie, że nic z tym nie zrobię, poza odpisaniem nadawcy i pocieszeniem go (a może i nie?) w dość kłopotliwej dla niego (a może nie tylko dla niego?) sytuacji. Jednakże po dłuższym przemyśleniu stwierdziłam, że dobrze będzie opisać całą sytuację, ku przestrodze, gdyż podobna "szopka" może przydarzyć się każdemu... posiadaczowi starego quiltu... A było to tak...
     Jakiś czas temu napisał do mnie klient - posiadacz starego, zniszczonego quiltu... Typowy quilt amerykański, zszywany i pikowany ręcznie, datowany przeze mnie (i nie tylko przeze mnie) na pierwsze lata XX w. Kolekcjonerskie cacko, przekazywane z pokolenia na pokolenie... Bardzo zniszczone... Było pytanie o cenę renowacji. Klientowi wydawało się za drogo... Hmm... Biorąc pod uwagę ogrom pracy, jaki musiałabym włożyć, aby doprowadzić quilt do stanu, już nawet nie tyle "używalności", ile stanu pozwalającego mu przetrwać i cieszyć oko następnego pokolenia - cena nie była wygórowana. Cóż, klient po kilku dniach poiformował mnie, że znalazł w naszym kraju panią, która "zreanimuje" mu ten quilt za... kilkaset złotych (!!!). Trochę mnie to zdziwiło, gdyż mam jako takie pojęcie o... hmm... rynku renowacji quiltów w Polsce :))) Jego wybór... O sprawie zapomniałam... Do dnia dzisiejszego, kiedy to w skrzynce mailowej znalazlam rozpaczliwą wiadomość od tegoż klienta. Cóż się okazało? Pani za te kilkaset złotych "zreanimowała" quilt... a i owszem!... Klient - laik odebrał, zapłacił... Pojechał do Stanów na kilka miesięcy... z quiltem... a tam wpadł na pomysł, aby "cacko" wycenić. Jakież było jego zdziwienie (i chyba nie tylko zdziwienie), kiedy dowiedział się, że quilt nie ma żadnej wartości! Po prostu, pani poddała go "renowacji" w taki sposób, że stracił całą wartość kolekcjonerską!!! Okazało się, że w niektórych miejscach ułatwiła sobie nawet pracę przeszywając go maszyną (!) Prawdziwy majstersztyk! :/// Klient pyta, co teraz? Czy może "pociągnąć panią do odpowiedzialności"? Czy próbować ratować jeszcze quilt w inny sposób? Cóż, quiltu już nic nie uratuje, tzn. jego wartości kolekcjonerskiej. Można go sobie traktować już tylko użytkowo... A odpowiedzialność??? Ludzie! Jaką miała w sobie odpowiedzialność pani, która nie mając (najprawdopodobniej) pojęcia o renowacji quiltów, podjęła się takiej roboty! Normalnie krew mnie zalewa! Przecież, żeby podejmować się takiej pracy trzeba naprawdę znać i historię patchworku, i techniki, i mieć pojęcie o tkaninach... umieć mniej więcej wycenić wartość takiego "cacka". Trzeba umieć podjąć decyzję, na ile można ingerować w quilt, aby nie naruszyć jego wartości. To są naprawdę lata grzebania się w temacie... i ciągła, nieustanna nauka!!! Dlatego, niech ten wpis będzie taki trochę "ku przestrodze"... Dla posiadaczy starych quiltów... dla osób, które podejmują się pracy, która ich przerasta, bądź o której nie mają pojęcia... tudzież dla klientów, którym prace rękodzielnicze wydają się "zbyt drogie"... I nie myślę tutaj tylko o patchworku i quiltingu, ale w ogóle o wszystkich typach rękodzieła. Może w końcu ludzie zrozumieją, że te prace naprawdę mają swoją wartość.
     Dla wyciszenia emocji, dzisiaj coś "zabawkowego" - misiek do patchworku... i patchwork dla miśka :))) Właścicielką kompleciku jest malutka Ksenia z Belgradu :) Pozdrawiam Ksenię i jej Mamę Monikę :)))


1 komentarz:

  1. No właśnie z antykami trzeba się obchodzić jak z jajkiem..to tak jak ze starymi samochodami, albo się odwzoruje wszystko dokładnie z oryginałem, i wtedy jest wart 3 mercedesy..albo zrobi tylko aby jeździł, jak mój ;).. i wtedy mało warty..
    Z drugiej strony, to może i dobrze, że ten quilt już bez wartości, nikt nie zginie już przez niego :)

    OdpowiedzUsuń