czwartek, 25 listopada 2010

Trochę emocji, trochę wzruszeń i uśmiechów... I duuuużo pracy :)))

"Odpaliłam" raniutko komputer i od razu "wpadłam" do Grey Wolfa, gdyż ze dwa dni nie odwiedzałam jego bloga... iiiiiiii... moje oczy osiągnęły wielkość półdolarówek z Kennedym ;) Widzę, fotka podpisana: Luther Standing Bear, a na niej... Standing Bear. Niewtajemniczonym nic to nie mówi i różnica żadna, ale dla mnie - ogromna!!! Problem polega na tym, że jeden był Siouxem, a drugi Ponca... a "historycznie" pod żadnym prawie względem nie było im "po drodze". To trochę tak, jakby zdjęcie np. Józefa Piłsudskiego podpisać: " .........." No, nie będę dawała przykładu :/ Wina Grey Wolfa też pewnie żadna, bo po prostu nie "doszukał" się do końca, a zbieżność imion może zmylić. We mnie osobiście wzbudziło to jednak spore emocje, być może niezbyt zrozumiałe dla przeciętnego człowieka. Mam w swoim życiu pewną hierarchię ważności ludzi, uczuć i poglądów... Niepodważalną hierarchię... Naród Ponca, to po moich dzieciach "Ktoś", kogo najbardziej kocham i w dniu dzisiejszym po raz kolejny zdałam sobie z tego sprawę. Jakkolwiek potoczyłyby się obecnie losy tego Narodu, będę broniła go, jak niepodległości... W dzisiejszych czasach może się to komuś wydać głupie, bo do lamusa odeszło pojęcie: "oddać życie za ...", ale ja jeszcze coś "takiego" w sobie mam i są ludzie, za których gotowa byłabym oddać życie (ci, którzy mnie dobrze znają, wiedzą, że bym to zrobiła). To, w kolejności, moje córki i właśnie Naród Ponca... Chociaż... Od niedawna także jeden osobnik płci męskiej, z którym nawet nie wiem, co się dzieje, a który się o tym nie dowie, więc mniejsza o to... No, i bezapelacyjnie mój nieżyjący Przyjaciel... gdyby żył, bo tak się złożyło, że sam "oddał życie" w wypadku... Hmm... Jeden błędny podpis pod zdjęciem, a tyle potrafi uświadomić. Właściwie, dziękuję Ci za to, Grey Wolf ;)))... To tyle emocji...
     Wzruszenia... Wzruszyłam się na kawce u mojej Kochanej Pani Ani P. :) Tyle ciepłych słów o moich pracach, o tym, ile dają radości jej rodzinie... Miłe to, tym bardziej, że kiedy coś "dziergam", wkładam w to całe moje serce, całą duszę, całe umiejętności... i cały czas myślę o osobie, dla której to wykonuję...
     Uśmiechy... Uśmiechnęłam się, kiedy dostałam maila od Pana X.X. z informacją, że z kolei on się uśmiechnął na widok makatki dla Stasia... I zrobiło mu się od razu "lepiej", ponieważ leży obecnie złożony jakąś paskudną grypą :/ W tym akurat przypadku uświadomiłam sobie, że jakoś nigdy nie dopuszczałam do siebie myśli, że Osoby Publiczne też dopadają dolegliwości "powszechne" :))) Też tak macie? Kurczę, nigdy się nad tym nie zastanawiałam, dopiero teraz... W każdym razie wysyłam Panu X.X. pozytywną energię i życzę szybkiego powrotu do zdrowia :)))
    No, i praaaaaca!!! Zaczęłam wycinać skarpety świąteczne... w ilości sztuk 5 :) Crazy Patchwork, Moi Drodzy, więc jazda bez trzymanki... Ale ja akurat lubię crazy patchwork, więc się trochę pobawię :)))
     Wysłałam też dzisiaj paczkę do Mikołowa koło Krasnopola (daleko!), a w niej zamówioną przez Panią Karolinę kołderkę w stylu "primitive country", wraz z zagłówkiem do łóżeczka, dla dziewczynki, która lada dzień przyjdzie na świat :))))) Komplecik na załączonych fotkach... Wymiary kołderki: 120 x 142 cm; zagłówka: 192 x 30 cm. Aplikacja maszynowa i quilting ręczny.

3 komentarze:

  1. no widzisz, co byś beze mnie zrobiła ? ;)..kochana, doczytałem się, że Standing Bear nie był Lutherem Standing Bear'em, i pierwszy był wodzem Ponca, a drugi (najpierw Ota Kte) był synem dziedzicznego wodza Lakota. Tylko problem jeszcze w tym, że Ota Kte przybrał imię Luther Standing Bear w szkole zawodowej w Pensylwani, a dalszy człon po ojcu! Czyli wychodziłoby na to, że było dwóch Standing Bear'ów?
    I zauważyłem, że coś w fotkach pomieszali, (bo wiesz, że ja dokładny :)) i źle podpisali, nie wiem czy w ogóle jest faktyczna fotka Luther'a.
    No, a mnie na kawkę nie zaprosiłaś :/
    Wszyscy wiedzą, że praca dodaje Ci skrzydeł, a pochlebne opinie schlebiają i motywują pozytywnie ;)
    A widzisz, król też piechotą chodzi...;)..co kogo łapie zależy też od trybu życia..
    Joj, szkoda, że ja nie miałem takiej kołderki ;)..cudo, aż strach używać, żeby się nie zniszczyła :)
    Miłej ciężkiej pracy, tzn.'zabawy' przedświątecznej! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepiękne są Twoje prace! Widać, że robisz je z pasją i zaangażowaniem. Podziwiam Cię, ja bym czegoś takiego nie umiała zrobić.
    Pozdrawiam. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. No ja to samo mówię od dawna..i pomysłowe, pracochłonne, czasochłonne.. dlatego nie dziwię się, że nie ma czasu na inne 'głupoty', a przy tylu przyjaciołach nie da się wszystkimi zająć, tylko czasem pogłaskać po główce..
    Nie bój, zgłosisz się na naukę do Mistrzyni, weźmie Cię pod swoje skrzydła, i szybko posiądziesz tę sztukę, (chociaż niektórzy to mają 2 lewe ręce, ale Ciebie o to nie podejrzewam :))..będzie miała następczynię ;)
    p.s.
    Przedtem to i dłużej nie zaglądałaś chyba, no przynajmniej nie było śladu..
    A gdyby Pani Ani zabrakło już pieniędzy?

    OdpowiedzUsuń