poniedziałek, 22 listopada 2010

Wyjechał pociąg do Krakowa... Ciuch-ciuch-ciuch-ciuch... :)))

Ależ ponuro dzisiaj :/ Leje cały dzień... Ciemno tak, że nie ma mowy o pracy bez sztucznego światła... Od dwóch dni próbuję sfotografować uszyty pledzik dziecięcy i zagłówek do łóżeczka... Masakra! Mimo wszystko, dzisiejszy dzień ogólnie jakiś taki bardzo pozytywny... powiedziałabym zawodowo pozytywny ;) Udało mi się pokończyć większe zamówienia i już myślałam, że po uszyciu kolejnego pledu z Sunbonnet Sue i podusi z wyżej wymienioną, zabiorę się za duże projekty planowane od dłuższego czasu... A tu siup! Dzisiaj przyszły kolejne zamówienia na "drobnicę" - patchworkowe warcaby, pięć skarpet świątecznych w crazy patchwork... Na 28 listopada mam do uszycia dwa etui na komórki... Święta, Moi Drodzy... Święta! :))) No, i kiedy ja mam w końcu jechać do tego DPT w Ustce, żeby pozbierać materiały do pracy??? Ba! Gdybym nie musiała sama tego zbierać, zafundowałabym komuś ze trzy dni "urlopu ", żeby ten ktoś zrobił to za mnie, ale jak mam niby wytłumaczyć, czego mi potrzeba? Tak to już jest w pracy twórczej, że człowiek od A do Z musi zrobić wszystko sam :)))
     Dzisiaj "wyjechał" do Krakowa pociąg dla Stasia, o którym już kiedyś pisałam. To właściwie takie wspólne "dziecko" moje i Pani Izy, mamy Stasia ;) Uwielbiam pracować z takimi klientami, jak Pani Iza, którzy określają mi, czego oczekują, a potem dają mi totalny luz w realizacji projektu. Mogę wtedy swobodnie "pracować" swoją wyobraźnią... bez stresu. Z doświadczenia już wiem, że z takiej współpracy rodzą się najlepsze projekty... Dlatego jeszcze raz tutaj, na blogu, dziękuję Pani Izie za złożone zamówienie... no i za wiele ciepłych słów w dzisiejszym mailu ;))) Niech makatka przyniesie Stasiowi wiele radości :)))
     Z "danych technicznych"... Makata szyta techniką aplikacji maszynowej na czterech warstwach, z czterema kieszonkami. Dodatkowo haft ręczny... + moje ukochane guziki ;) Quilting maszynowy. Lamówka podszywana ręcznie. Wymiary: 165 x 60 cm... Z ciekawostek... ;) Z reguły na quiltach z quiltingiem maszynowym nie stosuje się sygnatur, ale na specjalną prośbę Pani Izy, makata została zaopatrzona w sygnaturę haftowaną ręcznie o treści: MADE BY SHAYNEEN    OCT / NOV 2010. Być może zyska kiedyś miano quiltu kolekcjonerskiego??? ;))) Kto wie, kto wie??? :)))

4 komentarze:

  1. a u mnie nie padało :)..nom z sygnaturką po latach będzie wiadomo kto nad nią pracował..niepowtarzalna makatka..za rok, dwa może Ci się uda wyskoczyć do tej Ustki..

    OdpowiedzUsuń
  2. odjechana , bo śliczna makatka a sygnaturę nakleiłabym nawet na maszynie , bo ona również kiedyś będzie obiektem kolekcjonerskim jako "należąca do..."

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam serdecznie!
    Zauroczyły mnie Twoje prace i wiedza na temat tego co robisz i jak super potrafisz o tym opowiadać :)). Nigdy nie wykonałam żadnego patchworka, chociaż zawsze miałam na to ochotę.Coś tam własnym rekami zrobiłam, ale patchwork to była dla mnie wyższa szkoła jazdy.Teraz zachęcona Twoimi opisami mam ochotę zrobic takie małe serwetki sniadaniowe - na gwiazdkowy prezent dla córki :). Może się uda.
    Cieplutko pozdrawiam
    Anula z Chaty pod Wiatrakami

    OdpowiedzUsuń
  4. Tyle tu pięknych rzeczy można zobaczyć,jestem pod wielkim wrażeniem.Ja od niedawna stawiam nieśmiało kroczki w takim szyciu,wychodzi mi to raz lepiej raz gorzej,ale gdy patrzę na takie prace jak Twoje gdzieś w głębi duszy zapala się iskierka nadziei,że kiedyś i ja będę tak tworzyć.Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń