sobota, 4 grudnia 2010

...

Taki cały dzień dzisiejszy jakiś do d... :/ Z górki, pod górkę... Z górki, pod górkę... Pracy tyle, że nie nadążam przerabiać. Zamówienia nowe spływają. Praca ustawiona praktycznie do końca lutego następnego roku. Tym akurat się nie przejmuję. Lubię swój fach. Ech! Żeby jeszcze wszystkie inne sprawy w moim życiu i w życiu bliskich mi osób się poukładały, byłoby super! Bitwa... Ciągła bitwa o każdy następny dzień... Odkąd sypnęło śniegiem, chodzę codziennie nad Wartę dokarmiać ptaki. Siedzą takie bidulki zbitę w grupę... i czekają... Na widok człowieka od razu podpływają do brzegu. Karma znika w mgnieniu oka. Dzisiaj, mimo słonecznej pogody, nad rzeką, żywego ducha... oprócz mnie... Ja i ptaki... Zastanowiła mnie jedna kaczka. Siedziała sobie samotnie na krze, zaczepionej o brzeg. Nie podpłynęła. Patrzyła pustym wzrokiem, jak inne jedzą. Chora? Niemożliwe, żeby nie była głodna... Zastanawiałam się, co tłumocze się w tym jej malutkim łebku. Jaki problem? Hmm... Krzysztof wczoraj: "Skarbie, musisz wiedzieć, że one kilkanaście wieków temu żyły w takie zimy, a nawet gorsze. Nie sądzisz?" Sądzę, ale dlaczego nie do końca się z Tobą zgadzam? .............. I taka cisza nad tą Wartą. Śnieg wygłusza. Zero ludzi. Człowiek zaczyna słyszeć własne myśli, które mieszają się z szumem wiatru... Potem, już w domu, niepokój... Adam, dobry kolega, nie odzywa się od dwóch dni. Nie odbiera telefonów, nie odpowiada na maile, SMS-y... Milczy na GG... W październiku przeżył straszną tragedię. Wydawało się, że przy naszej pomocy zaczyna się zbierać... Kilka dni temu na GG, nagle zadał mi pytanie: "Shay, dlaczego ona mi to zrobiła? Z jakiego powodu kobiety tak ranią facetów?"... Ja: "Hmm... Pewnie z takich samych powodów, z jakich faceci ranią kobiety???" Tak już w życiu jest, że czasami ten sam temat przerabia się na dwie strony... Dzisiaj jego telefon zamilkł na dobre. Niepokój, strach... Coś się stało... Szybka decyzja - jeśli nie pojedzie sprawdzić tego ktoś, kto najbliżej mieszka, wsiadam w pociąg i jadę. Na szczęście jeden z kolegów wsiadł w auto i przedziera się w stronę Katowic... Czekam na wiadomość. Zerkam na telefon... Chyba nie pośpię dzisiaj... Zresztą sen i tak nie przyjdzie. Od wczoraj pobolewa mnie głowa. Rzadko odczuwam takie dolegliwości. Stres? Kłopoty? Pewnie wszystko razem... Spora "warstewka" się tego uzbierała... Jakby tego było mało, po południu mój tato znów zasłabł i "zbierałam" go z podłogi. Zdarza się to masakrycznie często, ale musimy się już z tym pogodzić. Lepiej nie będzie... Wieczorna chwila relaksu u dziewczyn w pokoju. Dalia krząta się po domu. Cyntia przy kompie... Leżę z zamkniętymi oczami... Nie wiem, czy to ta wspomniana "warstewka", czy niepokój o kolegę pomieszany z bólem głowy...  "Ja właśnie płakałem. Nie po wierzchu. Czułem coś takiego, jakby z drugiej strony moich oczu łzy do wewnątrz mnie spływały. Doświadczył pan może takiego płaczu?" Tak, ten cytat Myśliwskiego jest dzisiaj o mnie. Nauczyłam się płakać "od wewnątrz", tak, żeby jak najmniej martwić moje dzieci... Z kamienną twarzą, bez drgnienia mięśni... Najpierw zbiera się w środku, za mostkiem, na wysokości klatki piersiowej. Rośnie. Kiedy nabiera takich rozmiarów, że klatka piersiowa już "tego" nie mieści, wolniutko, boleśnie przeciska się w kierunku gardła. Potem z gardła do głowy... a kiedy osiągnie poziom skroni, czujesz, jak rozprzestrzenia się w kierunku uszu... Czasami jednak przyjmie formę "ciekłą"... Leżę bez ruchu. Zapominam nawet na moment o bólu głowy. A może nie zapominam, tylko nagle ten ból "niefizyczny" okazuje się przewyższać ten fizyczny? Może... Zewnętrzny kącik lewego oka. Piekące gorąco. Maleńka kropelka rozpoczyna swoją drogę wzdłuż skroni, w kierunku lewego ucha... I pewnie zaliczyłaby to ucho, gdybym nie leżała skierowana lekko w lewą stronę... Kap! Poduszka... Za pierwszą kropelką toczy się druga... Szlakiem już przetartym... Kap! Gdybym była wilkiem, usłyszałabym zapewne uderzenie łzy o poduszkę... Nie słyszę... A może wytężę słuch? Wszak Najważniejsza Kobieta W Moim Życiu powiedziała mi kiedyś, że "poskładała" mnie Ta Która Zbiera Wilcze Kości... Może stąd ten mój rewelacyjny węch? Nos, który pamięta każdy zapach? Nos, który musi powąchać wszystko, co znajdzie się w moim zasięgu? Ostatnio, na zakupach w Starym Browarze, oglądam jakiś ciuch, a Dalia do mnie: "Mamo, błagam, tylko nie wąchaj". Ja: "Dziecko Drogie, ja już powąchałam!  Nawet tego nie zauważyłaś" :)... Kap! Tym razem kropelka z wewnętrznego kącika prawego oka. Utorowała sobie ścieżkę wzdłuż nosa, potem pod nim, nad górną wargą... po lewym policzku... Kap! Kap! Kap! Prawe oko, lewe oko... Dziecko wchodzi do pokoju, więc kulę się w sobie i przekręcam całkiem na lewy bok. "Wzięłaś tabletkę?" Wzięłam, choć nie lubię tabletek przeciwbólowych. Czy są może takie na ból niefizyczny??? Każdy inny zniosę... Kap! Tym razem mój nos jest tak blisko wilgotnej poduszki, że czuję zapach swoich łez. Niemożliwe?! Możliwe! Jakie zapachy potrafię sobie przypomnieć? Sama się dziwię... Pamiętam zapach moich dzieci, kiedy tuż po porodzie lądowały na moim brzuchu... Pamiętam zapach lalki, siedzącej na tapczanie u mojej babci... Pamiętam zapach babci, jej włosów, jej dłoni po wyciągnięciu z piekarnika pieczonych jabłek nadziewanych marmoladą... Kap!.. Pamiętam zapach gruszek - zimówek z gruszy naprzeciwko kuchennego okna... Pamiętam zapach róż z mojego ślubnego bukietu... Pamiętam zapach mojej mamy na kilka godzin przed jej śmiercią... Kap! Kap! Kap!.. Pamiętam zapach pierwszych bucików mojej Dalii... Pamiętam zapach jeziora z wakacji w Błażejewku... Kap!.. Pamiętam zapach krwi psa, wiezionego z interwencji do weterynarza, który skonał na moich kolanach... Pamiętam zapach maleńkich, kilkudniowych kociaków u koleżanki na wsi... Pamiętam zapach... smak też, ale najbardziej zapach... Coca - Coli i sosu do spaghetti, w Jego ustach... zapach Jego włosów i zapach liści z krzewu rosnącego za "naszą" ławką w parku... Pamiętam zapach pierwszych pierniczków upieczonych własnoręcznie przez moje dzieci... Kap! Kap! Kap!.. Tak pachną wspomnienia... Pachnie powietrze, pachną książki, pachnie wiatr... i deszcz... Kap!.. Rusz się, Shay! Koniec "kapania"! Trzeba zrobić selekcję "animalsów" zgłoszonych na wyjazd nad Biebrzę... Po przejrzeniu "referencji" wybieram jedną dziewczynę z Torunia i chłopaka z Płocka. Najgorzej z fotografem. Kiedy już mi się wydawało, że złapaliśmy chłopaka z dobrym "ekstremalnie" sprzętem, okazało się, że zrozumiał on dość nieopatrznie określenie "pokryte koszty". Myślał, że zapewnione są warunki niczym w pięciogwiazdkowym hotelu, a tam dzicz totalna :/ Zrezygnował. Nie pisze się na "przygodę życia" ;/ Zgłosił się jednak "animals" posiadający lustrzankę, jego zdaniem "odporną" na mróz do 10-ciu na minusie, ale... No, właśnie... ale... W najgorszym wypadku wyskoczymy do "Sigmy" i wypożyczymy sprzęt - tam nam chłopacy doradzą, co przetrwa takie warunki. W końcu na tym się najlepiej znają... Będzie dobrze...
     Już po północy, a informacji od Marcina żadnych. Telefon milczy. Nie wiem, czy dojechał do tego Adama... Marcina żona też przysłała mi "nerwowego" SMS-a. Jesteśmy w kropce... Teraz słuch zaginął o obydwóch :/// Jak mam teraz zasnąć? Zaczynam żałować, że sama nie wsiadłam w pociąg i nie ruszyłam do tych Katowic :/ Dupa, dupa, dupa :/... Przepraszam, czasami muszę sobie zakląć :/
     Zaczęło się od kaczek, to niech na kaczkach się skończy... Dwie podkładki pod talerze z ich motywem. Sprzedane (Warszawa).

4 komentarze:

  1. Właśnie, zawsze się znajdzie jakieś 'brzydkie kaczątko', inne od reszty..
    Przecież Ty żyjesz w ciągłym stresie..ile tak jeszcze dasz radę..też się nauczyłem 'chować' smutki w sobie..przyzwyczajony do bólu..
    Pewnie się wyjaśni i napiszesz jak wyszło z kolegami..
    Szkoda takich kaczuszek pod talerze, bo się zaraz pochlapią.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że nie mogę się przejść z Tobą nad Wartę..i wąchać wszystkich zapachów..
    W miastach teraz więcej zwierząt niż w lesie się zobaczy, niepłochliwe, jak oswojone..wynaturzone, przyzwyczajone do śmietnisk, całorocznego dokarmiania. Ludzie tyle żywności wyrzucają, oduczyły się polować, samodzielności, i gdy nagle tego zabraknie giną marnie, zapomniane..

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie ma piękniejszego uczucia niż przyjaźń. Piękne serduszko-pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Ostatnio stres wpisany jest w moje życie. Dam radę ;) Niestety, z kolegą sprawa okazała się tyleż trudna, co smutna. Nie będę tego opisywała.
    Masz rację, eve-jank, przyjaźń to chyba najpiękniejsze uczucie. Może nawet piękniejsze niż miłość - czyste, trwałe, bezinteresowne...

    OdpowiedzUsuń