niedziela, 19 grudnia 2010

Gorąco przed Świętami...

...Kiedyś lubiłam taką przedświąteczną gorączkę, teraz - nie :/ Wszystko jakieś takie skomercjalizowane... Ciągła gonitwa... Dzieciaki robią prezenty do szkoły... To nie, tamto nie... To za tanie, to niemodne... Głupota... Ogólnie dzieciaki stawiają na prezenty "kultowe" w chwili obecnej, czyli z metką znanej firmy, tudzież gadżety naszego poznańskiego "Kolejorza" ;))) Jakby się ktoś pytał, nie mam jeszcze prezentów dla moich bliskich ;P Nadrobię, aczkolwiek pomysły na powyższe mam jakieś "mieszane"...
     Pierniczki dzieciaki upiekły wczoraj. Dodatkowo całe pudełko ciasteczek imbirowych. Pycha! Ciasteczka imbirowe, to już tradycja w naszym domu, więc myślę, że dziewczyny "poniosą" ją dalej... Upiekę jeszcze makowiec, sernik... i może jakiegoś keksa? Wystarczy...
     "Kartki oczyszczające" napisane... W ilości sztuk 62 ;) Zabrało mi to sporo czasu, ale myślę, że warto było. Koleżanka Olka zaskoczyła mnie, ponieważ swoją "kartkę" przysłała mi już teraz. Wyprzedziła mnie w tym roku ;)
...I tak powoli zmierzam w kierunku Świąt, chociaż pracy (zawodowo) jeszcze sporo, obowiązków w domu też, a i więcej uwagi muszę poświęcić mojej starszej córce. Trudny okres dojrzewania się kłania :/ Też tak macie ze swoimi dorastającymi pociechami??? ;)
     Za oknem zima w pełni, a ja dzisiaj miałam taki cudownie letni i ciepły sen :) Jakaś tropikalna wyspa... Ja na hamaku wyplatanym z trawy... w bikini w lazurowym kolorze (identycznym, jak kolor oceanu) i pomarańczowym pareo... Leżę sobie błogo z zamkniętymi oczami. Wsłuchuję się w szum oceanu... Nagle ciepły dotyk na mojej ręce, więc zrywam się ze strachem. Przy hamaku całkiem wytatuowany polinezyjczyk. Mówię Wam, Kobiety! Jaki on był przystojny! Niczym facet z reklamy batonika "Bounty" :))) Najgorsze, że nie mogliśmy się dogadać, więc facet ciągnie mnie za rękę i pokazuje na stojącą na brzegu łódź. Najpierw podchodzę do niego nieufnie, ale widzę, że dobrze patrzy mu z oczu, więc wsiadam z nim do tej łodzi... Płyniemy najpierw kawałek w głąb oceanu, a potem wzdłuż brzegu, tak, aby go nie tracić z oczu... W pewnym momencie zauważam, że zaczynamy się zbliżać do powbijanych krzywo, ale dość gęsto, grubych pali, wystających nad powierzchnię wody. Podpływamy. Woda jest wyjątkowo czysta, więc widzę, że między palami pływa ranny delfin. Nie wiem, jak to się dzieje, ale telepatycznie udaje mi się nawiązać z nim kontakt. Jest to tym bardziej dziwne, ponieważ absolutnie nie rozumiem faceta, siedzącego ze mną w łódce ;) Delfin "mówi" mi, że kilkanaście mil dalej, w podobnej zasadzce, uwięziona jest jego partnerka i -również telepatycznie- wskazuje mi kierunek. Facet w łódce daje mi znak, że musimy spróbować poruszyć kilka pali, aby uwolnić delfina... Szarpiemy, łódką telepie, robią się niezłe fale, a ja przecież... nie umiem pływać (przynajmniej kiepsko mi to idzie ;/)! Udaje nam się jednak wyrwać jeden pal! Delfin, widząc zapewne możliwość wyswobodzenia, zaczyna nam pomagać. Uderza swoim ciałem ze wszystkich sił w sąsiednie pale. To jednak powoduje takie wzburzenie wody i telepanie łodzią, że... wypadam z niej! Czuję, że spadam powoli na dno, ale ani nie krztuszę się wodą, ani nie czuję strachu... Z zaciekawieniem przyglądam się wszystkiemu w podwodnym świecie... Pobudka!!! Nie wiem, co było dalej... Ale facet był super :), a delfin też całkiem sympatyczny ;) Poza tym, to błogie ciepełko w mroźną, grudniową noc za oknem... Bezcenne! :)))
     To dzisiaj praca w klimacie równie letnim... mocno prowansalskim... Bieżniczek uszyty jako "pokazówka" w swadzimskiej "Strimie". Wymiary: 40 x 100 cm. Quilting maszynowy.

2 komentarze:

  1. no jak ja widzę te tłumy zaganianych, to się wszystkiego odechciewa, a najbardziej wchodzenia do sklepu..a potem dzieciaki dostają co roku kupę jednorazowych zabawek, aż szafy pękają..i do żadnej nie przywiązane..dawniej dostawali szmaciana lalkę, i była wielka radość na lata..teraz tylko, żeby przed innymi poszpanować..
    E, takie Hawaje to nie twoje klimaty przecież! ;p..Polinezyjczycy przeważnie przystojni ;)..na pewno ten delfin Cię wyniósł na powierzchnię wody na końcu :D
    ciepełko od kaloryfera też dobre ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Spokojnych Świąt życzę, smakowitych pierników, dużo dobrego w Nowym Roku pozdrawiam Maria z Pogórza Przemyskiego

    OdpowiedzUsuń