środa, 8 grudnia 2010

Szamanizm i inne czary-mary... ;)

Firefox w komentarzu do wpisu o nim, napomknął o moich ciągotach w kierunku szamanizmu i innych spraw określanych mianem magicznych, dlatego chyba czas wyjaśnić, skąd u mnie się to wzięło ;) Skąd... Hmm... Odkąd pamiętam "trochę więcej widziałam, trochę więcej słyszałam i trochę więcej czułam", więc to, co przez większość osób uważane jest za "nieracjonalne", dla mnie było czymś normalnym i z czasem rozwijało się... i rozwijało... i rozwijało... Czy to wrodzone? Nie wiem. Chociaż ostatnio Krzysztof, któremu "te sprawy" też nie są obce z uwagi na jego własne zdolności w tych kierunkach, stwierdził, że w moim przypadku decyduje jakiś magiczny "gen" po przodkach. W swoich rozważanich na ten temat posunął się nawet do przypuszczenia, że moje dzieci też jakąś cząstkę tych zdolności posiadły :) To się akurat może zgadzać, gdyż Cyntia wykazuje się ostatnio zupełnie niekontrolowanymi działaniami w tym kierunku. Co ciekawe - mówi o tym dość swobodnie, chociaż widzę, że często ją to zaskakuje... kilka razy jednak skwitowała to stwierdzeniem: "zaczynam się siebie bać" :D
     A ja? No, cóż... Nauczyłam się z tym żyć, chociaż z reguły bardziej mi to życie utrudnia niż w nim pomaga. Kiedyś nie potrafiłam mówić o tym otwarcie, gdyż reakcje ludzi były różne. Później, kiedy nawet ci opozycjoniści przychodzili do mnie i mówili: "pomóż", po czym, z pokorą chylili głowy, kiedy moje działania przynosiły pozytywne efekty - przestałam się z tym kryć... Tak już jest, że szewc bez butów chodzi. Nie potrafię pomóc magią ani sobie, ani moim najbliższym. Blokada obejmuje -stosując określenie prawniczo-podatkowe :)))- zerową grupę spadkową i czasami też pierwszą :))) Natomiast wykazuję się bardzo wysoką skutecznością jeśli chodzi o dalszą rodzinę, przyjaciół, znajomych i... obcych ;) Dziedziny??? Różnie to bywało... Kiedyś, bardzo dawno temu, przemówił do mnie Tarot. Było nam ze sobą dobrze, dopóki na mojej drodze nie stanęły runy. Powolutku, powolutku... "Mówiły" do mnie coraz jaśniej, aż przyszedł czas na tworzenie skryptów i sigili. Skuteczność wyjątkowo wysoka - sprawdzone w praktyce ;) Szamanizm... Hmm... To jest już inna para kaloszy i nie będę się nad tym rozwodziła. Głównie formy oparte na pracy z Przewodnikiem, ale zbaczam czasami na inne ścieżki... Stwierdzenie "szamanka" jest mocno przesadzone, gdyż nią po prostu nie jestem; to nie takie proste. Natomiast spodobało mi się określenie Firefoxa: "szamani" :) Tak, nie czaruje, a po prostu szamani :) Dobre! Kupuję to! Więc, Moi Drodzy, szamanię od czasu do czasu, na usługi innych... A skutki? Na siebie "zbieram" wszystkie konsekwencje, ale skoro otrzymałam taki dar, to chyba tak już musi być i nie ma co narzekać. Poza tym, cieszę się, kiedy mogę pomóc, bo w życiu tak jest, że nie wszystko załatwi "szkiełko i oko"... A że "przychodzą" do mnie z "tamtej strony"? Akurat przychodzi tylko Babcia i Sebastian, więc dla mnie to sama przyjemność :))) Chociaż... Ostatnio to zero przyjemności :/ Od kilku nocy "nawiedza" mnie Babcia z histerycznymi prośbami, bym pomogła osobie, której nie chcę pomóc. Chociaż... Wróć! To nie jest tak, że nie chcę pomóc! Chcę!!! Tylko, że ta osoba nie chce kontaktu ze mną... Najpierw, w ubiegłym tygodniu, w nocy ze środy na czwartek, Babcia na spokojnie: "Skontaktuj się i pomóż". A ja na to, że ani mi się śni... Kolejna noc... Babcia już nieźle wkurzona, rozhisteryzowana. Nawet mnie we śnie za rękę szarpnęła:/ Do rękoczynów doszło! Wmawia mi, że to ostatni dzwonek, bo potem negatywna energia jednego wydarzenia będzie "rodziła" kolejne i "sznurek" tragedii się rozwinie... Stanowczo mówię: "Nie!"...Noc następna... Powtórka z rozrywki... Tym razem Babcia powołuje się na uczucia: "Przecież tak bardzo go kochałaś". Kochałaś??? Żart! Mało powiedziane! Ty jedna, Babciu wiesz, co do teraz dzieje się w moim serduchu - walka przygasa, ale ciągle trwa. Świeże! Nie pomogę jednak człowiekowi, przez którego wylałam morze łez, a który mnie olał, odrzucił kilkakrotnie wyciągniętą w geście przyjaźni rękę, a w końcu nawet upokorzył. Dupa! Nie pomogę!... Kolejnej nocy Babcia nie dość, że na mnie wrzeszczy, to próbuje "ugłaskać", że skoro już nie jemu, to chociaż jego bliskim, bo o to najbardziej chodzi. Nie poddaję się. W końcu nie znam ludzi... Ona też nie daje za wygraną i w tym śnie próbuje przemawiać do mnie jakimiś dziwnymi "obrazami". Nie potrafię tego określić, ale to tak, jakby mnie zabierała z tego snu w różne dziwne miejsca, żebym zobaczyła... teraźniejszość?... przyszłość? Bo we śnie siedzimy na ławce przed domem i nagle Babcia chwyta mnie za rękę: "chodź, zobacz" i przenosimy się... Najpierw... chyba jakaś wieś... albo opłotki jakiegoś małego miasteczka? Prowadzi mnie drogą w kierunku jasno otynkowanego domu. Staje pod oknem i każe mi przez to okno zajrzeć do środka. "Zobacz!" Nie podchodzę; nie chcę patrzeć... Wnerwia się i wracamy na ławkę. Niewiele z tego rozumiem... Znów bierze mnie za rękę... Tym razem jakiś budynek. Wchodzimy do środka. Jakiś pokój, niby biuro, czy cóś. Sporo rozgadanych ludzi. Każe mi słuchać, o czym mówią, ale zatykam uszy i wybiegam na zewnątrz... Ławka... Znów ręka i "wycieczka" - tym razem jakiś szpital. Stajemy przy szybie. Za szybą ktoś leży pod mnóstwem dziwnej aparatury, ale nie widzę kto to. Ciągnie mnie za rękę, żebyśmy weszły, ale wyrywam się i uciekam... Ławka... Babcia prosi, żebym chociaż jeszcze raz nawiązała kontakt. Mówię, że nie, ale obiecuję wymyślić coś innego... Wczoraj wpadam na pomysł, konstruuję lekko prowokacyjny i "naprowadzający" tekst i umieszczam go w dwóch miejscach w necie. Zero reakcji... Dzisiejszej nocy Babcia mocno niezadowolona. Tym razem poszła na całość i "przytargała" ze sobą... Sebastiana! :))) Tak więc we dwoje na mnie wsiedli... Bezskutecznie... Mimo, iż "przenieśli" mnie w kolejne "obrazy": najpierw jakaś dziewczynka pędziła z płaczem przez szpitalny korytarz; potem w jakimś parku jakiś facet dawał jakiejś dziewczynie jakieś pieniądze i miałam się przysłuchać, o czym mówią - nie chciałam; w końcu na jakiejś szosie zator, pełno ludzi i pojazdów, zamieszanie, policja... Sebastian próbuje mnie wciągnąć w sam środek tego bałaganu, ale się wyrywam i uciekam; potem stoimy przed jakąś windą i mamy do niej wsiąść, ale gdy widzę, że winda się zatrzymuje na parterze, a Seb chce otworzyć drzwi - wybiegam na ulicę... Tak więc, takie szopki mam od kilku nocy... aż się boję, co będzie dzisiaj :))) Jedno jest pewne - nie polegnę i pierwsza ręki nie wyciągnę...
     Żeby jeszcze było śmieszniej i żeby mnie "ukarać" za moją upartość (tak myślę), w domu w ostatnich dniach dzieją się rzeczy dziwne, do których moi domownicy już się przyzwyczaili. W nocy z lodówki znika jedzenie, chociaż pewne jest, że nikt w nocy nie podjada :))) Dzisiaj rano Cyntia znalazła... drut do robótek (!) wbity w moją kurtkę! Pies snuje się po domu, chowa po kątach i popiskuje. Ktoś wali w drzwi wejściowe, otwieram, a tam pusto - żywego ducha na klatce schodowej. Przedmioty w domu przemieszczają się same... Plamy na spódnicy Dalii, których w żaden sposób nie szło niczym wywabić... nikną w oczach!  Cuda - nie cuda! :))) Tak, więc, jeśli ktoś myśli, że szamanizm i inne praktyki "magiczne" to takie sobie "hokus-pokus" - bardzo się myli. To "podróż w jedną stronę". Z jednej strony pomagasz, z drugiej zbierasz ciosy. Coś za coś. Myślę, że Firefox wie, o czym mówię. On też "zbiera" na siebie ciosy ze snów dotyczących innych osób. Jest mu z pewnością ciężko kogoś ostrzegać przed czymś...
     To dzisiaj wrzucę pracę, z którą wiąże się też pewna zabawna historia magiczna :) Coś latem szyłam i została mi resztka grubej, czarnej tkaniny. Uszyłam z niej malutką torebeczkę, tzw. imprezówkę, z myślą o moich dziewczynach. Żadna jednak nie chciała, więc wrzuciłam fotki do Pakamery. Nie sądziłam, że szybko pójdzie, a że miałam w domu wymieniane okna i związany z tym bałagan, wpakowałam gdzieś torebeczkę z innymi rzeczami. Zapomniałam. Jakież było moje zdziwienie, kiedy po kilku dniach torebka się sprzedała. Problem w tym, że nie mogłam jej znaleźć :) Przewaliłam wszystkie miejsca, gdzie mogłam ją schować. Pudło! Poprosiłam więc na GG Krzysztofa, aby użył swoich mocy jasnowidzących do odnalezienia torebki, ale było to raczej w żartach, ot tak... rzucone sobie... I Krzysztof... ot, tak... rzucił sobie "miejsce", gdzie jest torebka... Nie szukałam, bo przecież niby to było w żartach. Następnego dnia od rana wyszperałam jeszcze kawałek tkaniny i zabrałam się za szycie duplikatu. Kiedy już torebeczka była gotowa, potrzebowałam jakiegoś ciucha... wkładam rękę do szafy... wskazanej poprzedniego dnia przez Krzysztofa... i co wyciągam zamiast ciucha? Zagubioną torebkę!!! :)))))))))) Normalnie, wszyscy w domu dostali napadu śmiechu :))) A Krzyśkowi jeszcze do dzisiaj wiszę dwa buziaki za odnalezienie zguby, więc w przyszłym tygodniu muszę to nadrobić ;P... I fotka z "feralną" imprezówką :) Sprzedana (Warszawa).

7 komentarzy:

  1. trochę mnie przestraszyłaś...

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedyś śnił mi się klucz ogromnych ptaków, staliśmy grupą na łące, 2 ptaki zleciały, okazało się, że to anioły z ogromnymi skrzydłami. Wzięły pod pachy kogoś z nas i uniosły do góry, nie widziałam, kogo. Opowiedziałam ten sen koleżance, za tydzień dowiadujemy się, że zmarł nasz kolega. Teraz, kiedy mówię, wiesz, śniło mi się ...., to słyszę, nie opowiadaj, nie chcę tego słyszeć.
    Pozdrawiam serdecznie Maria z Pogórza Przemyskiego

    OdpowiedzUsuń
  3. to o czym piszesz to klasyka ,opętania demonicznego.Nie chce cię straszyć ,ale w twoim życiu będzie się działo coraz gorzej.
    Wizyta u egzorcysty konieczna !!

    OdpowiedzUsuń
  4. ale Ty masz fotograficzną pamięć..ja nie 'szmanię', nie mam daru jasnowidztwa, i przeważnie to sam często szukam rzeczy, które przed chwilą miałem w ręku :)..a potem nagle same się odnajdują, 'nadeptuje' się na nie ;)
    Kiedyś pamiętam, przycinałem sekatorem gałązki jałowca, położyłem sekator na trawie, i zacząłem grabić trochę trawę, potem chcę wziąć sekator, nie ma, przeczesałem w promieniu 5m każdą kępkę trawy, i nic..spisałem na straty, dałem se spokój, i wziąłem się do innej roboty..po godzinie przechodzę obok, a sekator leży na wierzchu trawy!, jakby ktoś go wcześniej wziął i odłożył :), pewnie duchy..

    OdpowiedzUsuń
  5. Taaaa, opętanie demoniczne, powiadasz? I jeszcze w dodatku klasyczne?! Yyyyy!!! Najprościej czemuś, czego się nie rozumie, nadać imię "demon" :))) W takim razie ja całkiem lubię tego mojego "demona" i nie narzekam na to, że jest obecny w moim życiu od jakichś 30-tu lat :) A czy gorzeje się w moim życiu dzieje? Najgorzej, kiedy spotykam na swej drodze mało wartościowych ludzi :/ Reszta ujdzie :))) Nie musisz się jednak martwić; kiedy już mi ten "demon" faktycznie mocno zalezie za skórę, odstawię go na bocznicę własnymi sposobami... równie demonicznymi... bez udziału księdza egzorcysty ;)
    Ty się Grey Wolf nie przyznawaj, że u Ciebie też przedmioty się przemieszczają, bo egzorcystów za chwilę zabraknie ;) Tym bardziej, że Maria z Pogórza Przemyskiego, skłonna do snów proroczych, zapewne według naszego "anonimowego", następna w kolejce :) Chyba czas na sabat - latem u Grey Wolfa przed chatką ;)))

    OdpowiedzUsuń
  6. od kilku dni smigam dopiero po blogerze ,ale jak sie zorientowałem wszyscy anonimowi jakoś się zawsze podpisują.. więc czemu anonimus od demona i egzorcyzmow taki całkiem anonimowy:x?..co racja to racja, jak się czegoś nie widzi i nie czuje, to od razu demony, diabły i do egzorcysty z takim..anonimus, a powietrze widzisz, a wiatr widzisz i Boga też widzisz:x?..nie zakladaj ze wszystko co w zyciu niewytłumaczalne jest opetaniem:x..byli tacy ,co mnie juz też wyganiali do egzorcysty czy psychiatry przez moje wizje, poki co ze mna wszystko dobrze a jeden z nich sam siedzi w psychiatryku:x..jedyne co mnie moze opętać tto kobieta:x..na te chwile ta ,co jak otworzysz tego bloga to po prawej stronie spogladdaz takiego malutkiego zdjecia:x..opetany Firefox zyczy ci miłego dnia wolnego od opętanców:x

    OdpowiedzUsuń
  7. dobra, odtańczymy Taniec Słońca przy ognisku ;)..Maria jest o rzut beretem ode mnie :)
    ale mi się przedmioty nigdzie nie wbijają ;D, najwyżej znikają całkiem..niedawno coś zszywałem, trzymam igłę z kawałkiem nitki, nagle mi się wymsknęła, schylam się, szukam na podłodze, i jak kamfora, wsiąkła bez śladu :D
    A Anioły to mi się w ogóle nie śnią :)

    OdpowiedzUsuń