poniedziałek, 13 grudnia 2010

Trochę cierpliwości... ;)

Kasia z Bydgoszczy, w komentarzu do poprzedniego wpisu, upomniała się o obiecaną  dwa miesiące temu opowiastkę o "magicznym" skwerku i równie "magicznej" ławeczce... Pamiętam, pamiętam. Tym bardziej, że obiecałam to również Szaremu Wilkowi i Rhianone. Zabierałam się już za to wielokrotnie, ale opowieść jest baaardzo długa i jakoś tak ją odkładałam. Okazuje się bowiem, że to miejsce jest ważne nie tylko dla mnie i Rhianone, ale także dla pewnego sympatycznego, starszego Pana (i jego żony), z którym miałam przyjemność rozmawiać na tej ławce w pewien chłodny, październikowy dzień. To właśnie jego historię związaną z tą ławką chciałabym Wam opowiedzieć, gdyż jest niezwykła... a przy okazji "przemycę" coś swojego ;) Biorąc pod uwagę nasze wspólne emocje związane z tym miejscem, nazwałam tę ławeczkę "Ławeczką Miłości, Wspomnień i Ważnych Decyzji" :))) Musicie się jednak uzbroić w cierpliwość, ponieważ z czasem u mnie ostatnio krucho i pisanie poszło na bok... Co nie znaczy, że w ogóle nie piszę! Piszę, piszę! Mam taki zwyczaj, że co roku od początku grudnia zaczynam pisać do moich Przyjaciół, znajomych... i innych osób, którym chciałabym coś ważnego powiedzieć... To takie podsumowanie przed Świętami i końcem roku :)))... Zamiast kartek świątecznych :))) Czasami są to maile, czasami całe listy wyedytowane "ozdobnie" w edytorze tekstu... Potem to zapisuję w kopiach roboczych i dzień przed Wigilią masowo wysyłam ;) Zaczynają się zwykle od słów:
"Chciałabym Ci powiedzieć, że..."
"Chciałabym Cię przeprosić za..."
"Chciałabym podziękować Ci za..."
"Jesteś dla mnie Ważna / Ważny, bo..."
"Jest mi przykro, ponieważ..."
"Myślę, że warto byłoby..."
"Było źle... Czy nie sądzisz, że..."
...lub w podobnym tonie... To taka terapia "oczyszczająca i naprawcza" :) Co ciekawe - działa i faktycznie oczyszcza radykalnie to, co się w minionym roku "zatruło", jednocześnie przynosząc ulgę wszystkim stronom... Tam z kolei, gdzie układy były cały rok "zdrowe", umacnia je jeszcze bardziej... Moi znajomi już się do tego mojego "rytuału" tak przyzwyczaili, że czasami wychodzą z tego zabawne nieporozumienia :) Dwa lata temu, dzień przed Wigilią mój net chodził tak mułowato, że wysyłałam te moje "kartki oczyszczające" cały wieczór. Mam znajomych -małżeństwo- gdzie napisałam osobno do każego z nich. Żeby sobie ułatwić sprawę, wysłałam dwie "kartki" w jednym mailu, prosząc, by koleżanka przekazała swojemu mężowi tę, adresowaną do niego. Zapomniała. W Wigilię późnym wieczorem - telefon od kolegi z pytaniem, czy się na niego obraziłam... co "aż" takiego złego zrobił, że nie przyszła do niego "kartka oczyszczająca". Okazało się, że przez całą kolację wigilijną nie dawało mu to spokoju i musiał zadzwonić, a "odpowiedź" siedziała obok niego przy stole :) Kilku znajomych tak się tym ode mnie "zaraziło", że zaczęli praktykować podobne "oczyszczanie" i wysyłają sobie "kartki" wzajemnie... a zdarzy się, że ja dostaję "karteczkę", zanim wyślę swoją ;)))
     Dzisiaj przekornie nic zimowego... Letnia, lniana torebka z aplikacją przestrzenną. Sprzedana (Warszawa).

6 komentarzy:

  1. Ja mam bardzo dużo cierpliwości ;)..a metoda iście 'chrześcijańskoindiańska' :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Metoda ani chrześcijańska, ani indiańska... Po prostu - ludzka ;) Do Ciebie, Grey Wolf, też już napisałam - dostaniesz 23 grudnia ;)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny pomysł z tymi "kartkami oczyszczającymi", takie prawdziwe czyszczenie relacji. Proste pomysły są genialne :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam

    A ja cały rok byłem niegrzeczny więc pewnie nie dostanę nic:)


    Woland

    OdpowiedzUsuń
  5. no właśnie, a ja wilk..czyli 'oczyszczanie duszy'..ale najprostsze pomysły są mało popularne bo mało zyskowne ;)..ja też niczym się nie przysłużyłem, dlatego muszę bać się tej daty :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ej, Grey Wolf, nie masz się czego bać ;)Będzie OK :)
    ...A Krzysztof był w tym roku wyjątkowo grzeczny, więc swoją "karteczkę" też dostanie :)

    OdpowiedzUsuń