piątek, 24 grudnia 2010

Wigilia...

...Czy jest dla mnie dniem ważnym? Chyba tak, aczkolwiek bardzo dalekie jest mi jej religijne przesłanie. Raczej zawsze była dla mnie tym dniem symbolicznym od innej strony... Dniem pojednania, wspólnoty, miłości, przyjaźni, wyciszenia, przemyśleń, wspomnień... Dniem słów: "przepraszam", "proszę", "dziękuję", "tak się cieszę", "tak mi przykro", "kocham cię" itd...
     A dzisiejsza Wigilia? Spędziliśmy ją we czworo: ja, moje córki i mój tato... Plus Nuka i Ke Tonga... Jeszcze nigdy przy stole nie było tak "kameralnie"... Potem, na chwilę wpadła moja siostra ze szwagrem... A teraz... Taka cisza w domu... W jednym pokoju mój tato. Już śpi. Dzisiaj w miarę dobrze się czuł, więc zawsze to jakiś sukces... W drugim pokoju moje dziewczyny. Dalia śpi. Cyntia siedzi przy kompie. Są takie różne. Jedna chodzi spać "z kurami" i wstaje o 5-tej. Druga siedzi do nocy i ciężko ją wytargać z łóżka o 9-tej rano... W trzecim pokoju - ja. Też już w łóżeczku. Z laptopem na kolanach. Obok mnie, na kołdrze, pochrapuje Nuka... Może o północy przemówi "ludzkim głosem"? :D Już wiem, co mi powie... Że więcej czasu poświęcam bezdomnym zwierzakom, niż jej... Że spacery za krótkie... Że ograniczyłam jej "spożycie" ludzkiego żarełka prosto ze stołu (tyłeczek bowiem jej "przybierał")... Pewnie jeszcze kilka innych rzeczy mi "wyrzyga" ;P... A Ke Tonga?... Ta pewnie nic nie powie... Śpi sobie spokojnie w łazience pod kaloryferem. Czasami muszę ją poszturchać, żeby sprawdzić, czy żyje :))) Wtedy powoooooli otwiera jedno oko i spogląda na mnie, jakby mówiła: "Kobieto, toż to środek zimy! Pozwól mi spać!"...
     Wigilia... Do końca roku jeszcze parę dni, a mi się od jakiegoś czasu zbiera na podsumowania... Dziwny był ten rok... Czy był dobry? Bywały lepsze... ale też bywały gorsze... Wiem, że wiele przykrych rzeczy by mnie nie spotkało, gdybym była bardziej ostrożna... Gdybym wykazała się, jak na drodze, zasadą "ograniczonego zaufania"... Rok wielkiego sukcesu zawodowego i totalnej klęski osobistej... Podobno nie można mieć wszystkiego, ale... W takim razie, ja chciałabym to podzielić jakoś na pół. Część sukcesu zawodowego zamienić na poprawę w moim życiu uczuciowym... Wiem, nie da się... Wczoraj kolega napisał mi w przysłanej "kartce oczyszczającej": "jesteś mądrą kobietą". Żart! Okazuje się, że w tak prostej "dziedzinie", jak uczucia, wykazałam się totalną naiwnością, zaufaniem na granicy "cienkiej czerwonej linii"... Podobno uczymy się tylko na własnych błędach, więc i ja się nauczyłam... Problem w tym, że wyniesiona nauka zablokowała mnie totalnie na rodzaj męski i teraz w każdym facecie widzę potencjalnego krętacza, kłamcę, playboya... i Bóg wie, co jeszcze... Wiem, że to niesprawiedliwe, bo złe są tylko jednostki, a normalnie, odpowiedzialnie myślący faceci są OK, ale... Będę musiała się z tego wyleczyć. Pytanie: jak długo to potrwa? Czy do następnej Wigilii usiądę ze spokojem i radością w sercu, a nie -jak dzisiaj- z sercem, jak potłuczone, kryształowe lustro? Czy za rok moje oczy będą "suche", a nie, jak dzisiaj, kiedy to łzy kapały mi do barszczu z uszkami... a przy stole wszyscy milczeli ze wzrokiem utkwionym w swoich talerzach, żeby pozwolić mi być z moim smutkiem... żeby nie powiedzieć czegoś, co jeszcze bardziej mnie zrani... Ostatnia taka Wigilia do dupy była 17 lat temu - miesiąc po śmierci mojej mamy... Wtedy wszyscy beczeliśmy. Dzisiaj, na szczęście, łzy płyną tylko po moich policzkach...
     Cisza... Taka cisza w domu... Słyszę, jak śnieg z deszczem pada za oknem... Jeśli to w nocy przymarznie, będzie masakra! A miałyśmy iść jutro z Cyntią w plener popstrykać jakieś fotki... w ramach jej fotograficznych ćwiczeń. Będzie dupa z pstrykania :/ Eeeee, tam... Nie ma co narzekać. Nabrałam książek z biblioteki, mam co czytać. Powoli muszę się też zabrać za inwenturę w firmie. Brrrrr :/// ...Odpisać na kilka maili do klientów, bo przed Świętami nie miałam czasu... No, i może w końcu jutro lub pojutrze zmobilizuję się do napisania o skwerku i ławeczce ;P
     A dzisiaj, dla wszystkich czytelników mojego bloga i tych osób, które przysłały mi maile z życzeniami świątecznymi - serduszka na choinkę... z guziczkiem... Co prawda sprzedane już przed ubiegłorocznymi Świętami (Warszawa), ale dopiero dzisiaj wygrzebałam skądś fotkę ;)))

2 komentarze:

  1. Droga Małgorzato cudnych Świąt Ci życzę, jak również tego, aby Nowy Rok wniósł wiele radości do Twego serca!

    OdpowiedzUsuń
  2. nom czyli minorowe nastroje :/..może się poprawi..pod kaloryferem to zimy nie czuje ;)..piękna pięciolistna koniczynka! :D

    OdpowiedzUsuń