sobota, 30 stycznia 2010

Ciepły pled, aromatyczna kawa i ..."Weranda Country"

Wróciłam właśnie z "wyprawy" edukacyjno-zwiadowczo-charytatywnej. Temat przewodni - "Dokarmianie dzikiego ptactwa" :) Ptaki nakarmione; mam nadzieję, że dzisiejsza noc będzie dla nich choć z tego powodu nieco bardziej przyjemna... Trochę przemarzłam, więc po powrocie wskoczyłam pod ciepły, patchworkowy pled i przy filiżance aromatycznej kawy i lampce czerwonego wina "zanurzyłam" się w ostatnim numerze "Werandy Country"... Mmmmm... To jedyne na polskim rynku wydawniczym czasopismo, które działa na wszystkie moje zmysły. Dosłownie! Bo jeśli chodzi o wzrok, to wiadomo :) Ale kiedy patrzę na prześliczne koniki, czuję w dłoniach ich delikatną sierść... Słyszę mruczenie kota... Smakuję marmoladę z gorzkich pomarańczy... Czuję zapach wędzonego oscypka... W tym numerze zachwyciłam się domem Lusi i Toniego Gerlach - Kick. Po pierwsze, dlatego, że jest w moich klimatach. Po drugie - podziwiam ludzi, którzy potrafią uratować stary, walący się dom od ruiny, zapomnienia. To nie sztuka nawet w leśnej głuszy postawić coś od podstaw. Sztuką jest wprowadzić się do walącej się chałupki i krok po kroku remontować ją, zachowując jej ducha... Od kilku miesięcy jestem szczęśliwą "posiadaczką" nowego znajomego, któremu na  Przedgórzu Bieszczadzkim udaje się z rewelacyjnym skutkiem ratować taką właśnie chatkę. Jestem pełna podziwu, jak facetowi, mieszkającemu jedynie w towarzystwie psa i kota, udaje się dokonywać takich budowlanych i ogrodniczych cudów. Dlatego też, wszystkie zbierane przeze mnie numery Werandy Country, które miały mnie inspirować przy remontowaniu mojego wymarzonego, wiejskiego domu (cały czas w sferze marzeń :D), spakowałam pewnego dnia w zgrabną paczuszkę i wysłałam do niego. Myślę, że ogrom wiedzy, jaki jest zawarty w tym czasopiśmie, przyda się na razie bardziej jemu, niż mi :)
Pozostanę w klimacie country... Tyle, że w moim ukochanym primitive :) Dzisiaj poduszka, zamówiona przez Panią Anię Ł. z Krakowa, z przeznaczeniem na ławo-skrzynię. Z moimi ukochanymi, starymi guzikami i angielską sentencją. Wymiary: 40 x 108 cm. Mam nadzieję, że długo będzie cieszyła Panią Anię :)

piątek, 29 stycznia 2010

Logika służb drogowych...

Poznań... Wczorajszy poranek. Po godzinie ósmej... Muszę przepchać się samochodem z Rzeczypospolitej w okolice Rynku Wildeckiego. W nocy nasypało sporo śniegu; chyba najwięcej tej zimy. Jadę i widzę samochody telepiące się przez zwały nieodśnieżonej brei i pieszych brnących po kolana w zaspach. Na całej trasie ani jednej piaskarki, ani jednego pługu śnieżnego... I nagle... Jest! Stojąc na światłach na skrzyżowaniu przy dworcu autobusowym zauważam pierwszy pług!.. A właściwie mały traktorek zaopatrzony z przodu w łopatę, przypominający miniaturowy spychacz. Co odśnieża traktorek? Nie jezdnie, nie chodniki, nie okolice wejść do przejścia podziemnego... Traktorek jeździ po parku, robiąc regularne kółka wokół pomnika Powstańców Wielkopolskich! Tak... Wypada dbać o naszych powstanców... A nuż któremuś z nich przyjdzie do głowy zejść z pomnika, by pospacerować po zaśnieżonym mieście i pechowo wpadnie w zaspę lub złamie nogę. My, żywi mieszkańcy Poznania, jakoś sobie poradzimy :/
Dzisiaj dostałam maila od czytelniczki mojego bloga z zapytaniem, czy wyłącznie patchworkuję, czy też param się innymi pracami rękodzielniczymi. Najwięcej czasu poświęcam patchworkowi, ale od czasu do czasu coś "popełnię" np. szydełkując, dziergając na drutach, haftując, szyjąc... Dla przykładu czerwony szalik wydziergany chyba w listopadzie. Ma długość ok. 180 cm. Szalik został już "nabyty" i pojechał do Dzierżoniowa :) Mam nadzieję, że tej zimy jest bardzo przydatny...

czwartek, 28 stycznia 2010

Bałwanek...


Patrząc przez okno na zasypany śniegiem Poznań, dokonałam jednego, bardzo smutnego spostrzeżenia - mamy koniec stycznia, wokół tony śniegu, a ja nie widziałam jeszcze tej zimy ani jednego bałwana :(  Czyżby dzisiejsze pokolenie małych szkrabów nie widziało przyjemności w lepieniu sympatycznych, śniegowych ludków? Pamiętam z własnego dzieciństwa, jak całą bandą rozwrzeszczanych dzieciaków wybiegaliśmy na dwór, kiedy tylko spadł pierwszy śnieg, podkradaliśmy marchew z domu, stary garnek lub inne "dziwactwo", które mogło stanowić gustowne nakrycie głowy dla naszego bałwana, wygrzebywaliśmy spod śniegu węgielki lub kamyki na oczy... Wracaliśmy do domów totalnie zmoczeni, przemarznięci... ale szczęśliwi! Pamiętam górki nad Wartą, wręcz "oblepione" dzieciarnią, zjeżdżającą na sankach i tym wszystkim, na czym można było zjechać, a co podpowiadała dziecięca wyobraźnia, a więc miski, deski z przytwierdzonymi łyżwami, a nawet... tornistry wypchane książkami :) Wczoraj spacerowałam nad Wartą... Jeden tatuś z maluchem może 5-letnim. Dwie dziewczynki - na oko czwarta klasa podstawówki. To wszystko... Górki puste... A przecież w Poznaniu mamy obecnie zimowe ferie. Żal mi dzisiejszych dzieciaków :(
Skoro było o bałwanach - dzisiaj poduszka z bałwankiem w wełnianym szaliku. Uszyta techniką aplikacji. Usta i oczy wyhaftowałam czarnymi paciorkami. Płatki śniegu z białych guziczków (nie wiem, dlaczego - jeden guzik na fotce wyszedł lekko pomarańczowy, chociaż w rzeczywistości jest biały, jak pozostałe; zapewniam :D ). Wymiary: 40 x 40 cm, czyli "jaśkowy" standart. Podusia jest cały czas "na zbyciu" :)

środa, 27 stycznia 2010

Psychodeliczne cegiełki


Ostatnio było na różowo, więc muszę zmienić nieco kolorystykę. Tym razem będzie w moich ulubionych brązach... Pled, który uszyłam z pasków tkanin bawełnianych... Przypomina trochę zwariowane, nieregularne cegiełki i wyszła z tego patchworkowa "ściana" :) Kolory dość niebrudzące, co spowodowało, że przede wszystkim zyskał aprobatę młodszego pokolenia ;) Wewnątrz wszyta ocieplina; quilting maszynowy. Wymiary: 172 x 198 cm. Pledzik znalazł już nowy dom ( tym razem w Łodzi).

poniedziałek, 18 stycznia 2010

Psia inwigilacja?

W dniu dzisiejszym moja Nuka została po raz pierwszy "wylegitymowana" przez strażników miejskich. Sprawdzono, czy nie uchyla się przed noszeniem przy sobie dowodu osobistego w postaci czipa ;)... Zaczipowałam ją właściwie "rzutem na taśmę", czyli dokładnie w ostatnim dopuszczalnym terminie - 31 grudnia. Tym sposobem zaoszczędziłam jej wcześniejszych stresów... I chociaż jako "animals" powinnam popierać słuszność czipowania psów, moje odczucia z tym związane są co najmniej mieszane. Tłumaczenia, że "to tylko takie maleństwo, jak ziarenko ryżu" też do mnie nie przemawiają. Oczywiście, nam "animalsom" ogromnie ułatwia to działania, ponieważ łatwiej namierzyć właściciela psiaka przywiązanego do drzewa w lesie, który nie wpasował się w termin urlopu swojego pana. Łatwiej odprowadzić do domu trzęsące się "nieszczęście", które zerwało się ze smyczy w huczną, sylwestrową noc i z trwogą w sercu wciska się w kąt jakiegoś napotkanego śmietnika. Myślę jednak, że nie tędy droga... Edukacja, edukacja i jeszcze raz edukacja... A skoro czip to takie "maleństwo" bardzo ułatwiające życie, proponuję, aby zaczipować wszystkich Polaków, a potem regularnie wszystkie przychodzące na świat noworodki. Następnie zaopatrzyć w czytniki wszystkich zainteresowanych naszymi danymi, tzn.: policję, straż miejską, urzędników w urzędach i bankach, "kanarów" w środkach komunikacji, panie rejestratorki w przychodniach, strażaków, personel karetek pogotowia, panie w okienkach pocztowych........ słowem - wszystkich, dla których nasz numer PESEL jest rzeczą świętą. Jakież to praktyczne! Państwo zaoszczędzi na drukowaniu dowodów osobistych; nikt nie powie, że zapomniał dowodu; nie będzie problemu z identyfikacją zwłok (podobno taki czip można odczytać nawet kilkanaście lat po śmierci); osobnika, który potężnie przesadzi z promilami, nie trzeba będzie niepotrzebnie wybudzać z błogiego snu - obsługa izby wytrzeźwień sama sprawdzi, kogo gości ... Same korzyści!
Dzisiaj bliźniacza wersja dziecięcej kołderki z pieskiem i balonikami - tym razem jest to wersja dziewczęca :) Właściwie, to ta kołderka była pierwsza i po jej obejrzeniu klientka poprosiła o wersję niebieską, chłopięcą (zamieszczoną na blogu wcześniej). Ta dzisiaj prezentowana cały czas czeka na swoją "małą właścicielkę" :) Wymiary: 57 x 71 cm.