wtorek, 25 stycznia 2011

Dlaczego i jak długo...

Dlaczego i jak długo jeszcze nasz wymiar sprawiedliwości ma zamiar pobłażać ludziom (!) znęcającym się nad zwierzakami? Bezmiar zwierzęcego cierpienia jest niewyobrażalny... Od lat... Tylko w styczniu szokujące przypadki: wyrok nad oprawcami psa husky ciągniętego za samochodem; owczarek ginący na torach, gdyż przypadkowo uczestniczył w "zabawie" swego pana; Kuba podpalony w kojcu... A ile drastycznych przypadków nie wychodzi na jaw? Kiedy wchodzę codziennie na stronę poświęconą Kubie, kiedy widzę jego smutne oczy, wypaloną skórę i wyobrażam sobie ogrom bólu, jaki przechodzi, myślę sobie, gdzie są i co czują ci, którzy do kojca wrzucili zapałkę... Gdzie byli i co odczuwali mieszkańcy wsi, którzy widzieli psa tuż po tragedii i przez kilka dni patrzyli spokojne, jak pies w bólu i strachu snuje się po wiejskiej drodze? Jak płatami odpada mu spalona skóra... Cierpienie, głód, samotność i bezgłośne błaganie o pomoc... Zastanawiam się, co czuł pijany dwudziestokilkulatek, kiedy zorientował się, że jego owczarek nie zdążył odskoczyć z torów? Czy w ogóle coś czuł? A co czuje teraz?.. Co czują oprawcy ciągniętego za samochodem psa husky? Hmm... W relacji telewizyjnej jeden okazał skruchę... Wszyscy niby się cieszymy, że wyrok 10-ciu miesięcy pozbawienia wolności jest w naszym kraju bezprecedensowy... Że to już jakiś postęp... Tak... 10 miesięcy za szczególne okrucieństwo wobec zwierzęcia, gdy górna granica w tym przypadku wynosi 2 lata. Dużo, czy mało? Jeśli za ciągnięcie psa za samochodem, do czasu aż oderwała się głowa od tułowia, oprawca dostaje 10 miesięcy, to ja pytam: co musi zrobić taki człowiek, jakim okrucieństwem się "wykazać", by dostać maksymalny wyrok, czyli 2 lata??? Nie wiem, czy ktoś też się nad tym zastanawiał, czy tylko ja jestem na tym punkcie taka szurnięta? Za każdym razem, kiedy zapada wyrok, słyszymy: "niska szkodliwość czynu"... "niska szkodliwość czynu"... "niska szkodliwość czynu"... To jaka szkodliwość jest "wysoka"??? :(((
     Dzisiaj coś łagodnie spokojnego - łabędź trąbiący (Cygnus Buccinator) na makacie (art quilt / wall hanging). Technika patchworku mozaikowego (nie mylić z PP!  - ogólnie nie przepadam za PP, chociaż czasami w tej technice coś ścibolę). Quilting maszynowy, chociaż bardzo skromny (tylko tyle, ile niezbędne). Nie chciałam babrać na tej makacie quiltingiem - moim założeniem było pozostawić tego łabędzia w stanie "surowym  i czystym". Lamówka drapowana, podszywana "od zewnętrznej", przeszywana grubą, czarną włóczką. Wymiary: ok. 64 x 90 cm.

2 komentarze:

  1. większość i tak powie, tyle dzieci w potrzebie, to po co zajmować się takimi psami..wysoka by była jakby taki pies wpadł do domu sędziego i spalił mu chałupę przy okazji..:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jesteś na tym punkcie "szurnięta" Małgosiu...A jeśli co poniektórzy tak te poglądy (niestety) mogliby odebrać...to niech tam... ja wolę uchodzić za równie "szurniętą" niż dawać przyzwolenie na podobnie okrutne traktowanie zwierzaków...!
    PS...łabądek przecudny:) Pozdrawiam serdecznie, Ewa:)!

    OdpowiedzUsuń