wtorek, 15 lutego 2011

Powarsztatowo... Powalentynkowo...

     Najwyższy czas podsumować warsztaty ;) Jak wypadły??? Świetnie!!! Myślę, że do takich wniosków doszłam nie tylko ja, czyli prowadząca ( czytaj: belfer :D ), ale też uczestnicy ( ;P) i organizatorzy ( Strima i Stary Browar )... Bardzo fajnie prowadziło mi się te warsztaty, i to zarówno z grupą dziewczyn "raczkujących" w patchworku, które przyjechały kompletnie "zielone" i w ciągu 5-ciu dni musiały posiąść wiedzę ooooogromną ( tak, tak... nie oszczędzałam ich ;P ), jak i z grupą dziewczyn patchworkujących. Ile z tego wyniosły? Jak się sprawdziłam? Nie mi oceniać ;) Trudno w ciągu 5-ciu dni ( a właściwie dwóch, gdyż trzy dni były przeznaczone na uszycie pracy wspólnej ) przekazać skomasowaną wiedzę na temat historii patchworku, form użytkowych, technik wykonania, pracy z tkaniną... pokazać "sztuczki" ułatwiające pracę... pomóc przy projektowaniu i wykonaniu... odpowiadać na pytania ( w tym także mediów ;P )... a czasami samej usiąść do maszyny i szyć ;)... No, ale najważniejsze, że uczestniczki świetnie się bawiły, nawiązały ze sobą fantastyczny kontakt, który zaowocuje z pewnością nowymi, "patchworkowymi" przyjaźniami, co należy rozumieć w sensie dosłownym, gdyż stanowiłyśmy prawdziwy "patchwork" wieku, charakterów, temperamentów, miejsc pochodzenia, zawodów, zainteresowań, urody ;))) Ale chyba właśnie to pozwoliło nam spojrzeć na siebie z sympatią i zainteresowaniem... i spowodować, że już za sobą tęsknimy :(  Chociaż... Nie wiem, czy akurat za mną tęsknią, bo w pierwszej grupie musiałam raz krzyknąć i tupnąć nogą, a w drugiej grupie - dwa razy ;P ;P ;P
     Tak... Wracam przeto powoli do rzeczywistości, do dnia codziennego, chociaż trudno mi i smutno... Zaległości w papierach, prace poodkładane przed warsztatami, które należy skończyć... Mój tato nadal w szpitalu po rozległym udarze ( dzisiaj lekarze określili stan jako "bardzo ciężki, balansujący" ) - praktycznie kontakt z nim zerowy; nawet nie wiem, czy cokolwiek słyszy )... Nastąpił wysyp zamówień i zapytań, co akurat ogromnie mnie cieszy, bo kocham swoją pracę. W ogóle - po tych warsztatach jakoś tak wzrosło znacząco zainteresowanie moimi pracami, tudzież możliwością prowadzenia przeze mnie kursów i warsztatów ;P Czyżbym dobrze tłumaczyła ;P... Aaaa, no i kolejny raz musiałam odłożyć na później mój wyjazd do Ustki po "wyrzutki". Pewnie pojadę, jak się ociepli. Byle szybko, bo projekty czekają na realizację, a ja nie mam materiałów :/
     Jako, że wczoraj były Walentynki, wrzucę jeszcze dwie art-quilt'owe makateczki. Takie "bliźniaczki" tych poprzednich ;)... U mnie w tym roku Walentynek niet - single tak mają... ale wyrazy sympatii płci obojga były, czyli wszystko w normie ;)  W końcu "sama" nie oznacza "samotna"... czy też "samotna" nie oznacza "sama". Jakoś tak się mawia ;P


     Ach! Zapomniałam jeszcze dodać, że fajne fotki porobił nam Karol L.Wysmyk i można kilka zobaczyć na Jego blogu:  http://wysmyk.blog.pl/archiwum/?rok=2011&miesiac=2  ...W ogóle - niezwykle sympatyczny chłopak i utalentowany fotograf. Polecam, gdyby ktoś miał jakieś "fotograficzne" zlecenie. Pracuje tak dyskretnie, że wcale nie zauważa się jego obecności, co nie krępuje osób fotografowanych ( wiem, co mówię, ponieważ sama panicznie boję się obiektywu ;P ).
     No, to może jeszcze dwa linki do filmików, na których Shayneen, ją-ją-jąkając się i zasuwając, jak katarynka, powiedziała kilka zdań "do kamery", udowadniając tym samym, że jest osobą kompletnie niemedialną :)))))

http://glos.tv/?p=5494

http://www.facebook.com/video/video.php?v=163763820340847&oid=218303025570&comments&ref=mf
   

7 komentarzy:

  1. No taaaaaak..... Na mnie nie tupałaś ani razu żadną nogą!!!! To się nie liczy!!!
    Czy to znaczy, że musimy powtórzyć warsztaciki????
    Pani belferzyco - ja się sporo dowiedziałam, sporo nauczyłam. Aczkolwiek pewien niedosyt czuję! Może bym zamieszkała bliżej Poznania?
    Co to za skarby mają być w Ustce?

    OdpowiedzUsuń
  2. o widzisz:-) byłam tu wczoraj i zastanawiałam się kiedy napiszesz coś o warsztatach:-) a na Śląsk z warsztatami nie wybierasz się czasem? bo ja do Poznania to pewnie dopiero latem dam rade się wybrać... :-(

    OdpowiedzUsuń
  3. filmy bardzo interesujące i nie zgadzam się z Twoją opinią na temat własnej medialności-było tak jak być powinno, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Prosiłbym do kamery wzrok:);)Mój kot byłby zachwycony tymi skrawkami materiałów:)


    Woland

    OdpowiedzUsuń
  5. Małgosiu, cieszę się ogromnie, że dzięki warsztatom mogłam Cię poznać i tyle nauczyć się od Ciebie. Ta wiedza już owocuje :-). Szyję na swojej pięknej nowej maszynie - nagrodzie, a myślami jestem jeszcze ciągle w Starym Browarze. To dzięki Tobie tam była taka fajna atmosfera, dużo ciepła, serdeczności, żartów, pomocy. Dzięki ogromne.
    Ania Sławińska

    OdpowiedzUsuń
  6. Aniu, na Ciebie nie musiałam tupać, bo robiłaś swoje cichutko w kąciku. Tupnęłam raz, kiedy dziewczyny zaczęły zszywać bloki "na wariata" :)))... i drugi raz, kiedy w ostatniej chwili udało mi się ściągnąć pled z ramy do pikowania i tym samym "uratować" naszą robotę :)))) Ale ogólnie wszystkie byłyśmy grzeczne i zgrane :))) A w Ustce muszę poszukać "wyrzutków" ;)

    Rhianone, powiem szczerze, że od pierwszego dnia po warsztatach odbieram telefony i maile z pytaniami, kiedy i gdzie znów poprowadzę warsztaty, tudzież jakieś kursy patchworku. To fajnie, że ludzie chcą się ode mnie uczyć (chociaż ja sama do końca życia pewnie będę zgłębiać tajniki patchworku, bo to studnia bez dna ;P). Myślę o takich kursach intensywnie i jak tylko sytuacja w domu mi się unormuje, zapewne ruszę z kopyta ;)))

    Krzysiu (Woland), Ty wiesz, że ja się bardzo boję obiektywów i kamer ;)

    Aniu S., dziękuję za tyle ciepłych słów... i cieszę się, że maszyna staje się współtwórczynią Twoich wspaniałych prac :)

    OdpowiedzUsuń
  7. witam


    Nie ma czego się bać ...kamery nie gryzą:)

    OdpowiedzUsuń