niedziela, 30 października 2011

Cmentarny biznes

Tak dzisiaj nad Poznaniem wstawało słońce ;)
Pięknie, prawda? Niezwykłe zjawisko, bowiem całkiem gęsta mgła wisiała tuż nad ziemią i praktycznie z czwartego piętra trudno było dostrzec trawnik przed blokiem, a ponad nią, nad dachami, taki właśnie widoczek... Złota jesień praktycznie traci resztki swojego "charakteru" i oddaje pałeczkę tej chmurnej i słotnej. Miasto robi się szaro - bure, natomiast na ranczo z dnia na dzień coraz piękniej. Pościnana wielgachna kukurydza, która skutecznie zasłaniała wszystko dookoła, odsłoniła cały urok pól i lasów o tej porze roku...
Za trzy dni Wszystkich Świętych. Może się komuś narażę, ale nie cierrrrpię tego święta. Dla mnie to najdurniejsze święto w roku. To znaczy, wróć! Sama idea Święta Zmarłych jest jak najbardziej OK, ale cała "otoczka" z tym związana, to co "trzeba" i "wypada", dla mnie jest totalnym absurdem... Dzisiaj OMD zawiózł mnie na cmentarz. Ruch, jak w Paryżu. Samochód zaparkować można praktycznie tylko kilkaset metrów od cmentarza... i kilkaset metrów od cmentarza zaczyna się cmentarny biznes ;) Sprzedający kwiaty i znicze biją się o miejsce z pracownikami firm kamieniarskich, którzy swoimi dużymi autami próbują dopchać się jak najbliżej bramy, coby nie tachać za daleko tych wszystkich marmurów i granitów. Dla nich to też dobry okres ;) Praktycznie na tym święcie zarabiają wszyscy. Ogrodnicy, producenci zniczy, zapałek, komunikacja miejska, taksówkarze, miasto ("postojowe" za każdy, nawet najmniejszy stragan), stacje benzynowe, sklepy z ciuchami i butami (jakoś trzeba się ubrać, coby rodzina nie obgadała), sklepy monopolowe (rozgrzewka po powrocie z cmentarza konieczna), sprzedawcy wszelkich "odpustowych" duperli i innych tandetnych pierdolniczków... Lista ciągnie się w nieskończoność. Ba! Zarabiają nawet małe, chińskie rączki na swoich "dziełach", bowiem najprawdopodobniej jakieś 80 procent plastikowych kwiatków, wiązaneczek i stroiczków nosi napis: "Made in China". Kurczę, tylko polski quiltmaker nie ma w tym dniu na czym zarobić... albo ja jestem jakaś mało kreatywna :D Ciągle mówiłam, że patchwork i quilting to studnia bez dna, aż tu dzisiaj taki zawód, no... ;D Dziewczyny patchworkujące, ruszmy główkami, bo nam być może całkiem niezła kasa ucieka ;P
   Kolejna chusta trykotowa... Tym razem z ptakami i mnóstwem frędzli.

3 komentarze:

  1. każde święto jest teraz tylko dla kasy..i dlatego wymyślają ciągle nowe..taa..patchworkowe znicze ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana, ja dzisiaj widziałam minimum trzy osoby w chustach bardzo zbliżonych wyglądem do tej którą prezentujesz, więc...nie jest źle, kreatywne kobietki również zarabiają;)))
    A co do plastikowo/biznesowego wymiaru każdych świąt zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. Jedno zastrzeżenie- komercjalizują nam się święta bo sami na to pozwalamy. Nasze babcie same tworzyły wieńce i wiązanki nagrobne:))

    OdpowiedzUsuń
  3. Sport to teraz też tylko biznes..dlatego już dawno przestał mnie interesować..każde wyniki można ustawić..a gawiedź niech się cieszy..

    OdpowiedzUsuń