niedziela, 16 października 2011

Szron...

   Od dwóch dni poranki witają mnie szronem za oknem...
   Zimno, ale pięknie... Trampkom powiedziałam: "Dziękuję". Szalikowi powiedziałam: "Przepraszam". Za kilka dni przyjdzie przeprosić rękawiczki za kilkumiesięczny okres zapomnienia... Uwielbiam poranki o tej porze roku, kiedy wschodzące słońce muska liście na drzewach, fundując im podwójną dawkę złota. I ten zapach... Zapach mokrych, opadłych już liści i wilgotnej, świeżo (lub całkiem niedawno) zaoranej ziemi. Zauważyliście, że ziemia o każdej porze roku inaczej pachnie? Dla mnie najpiękniej pachnie pod koniec lata i wczesną jesienią... Pamiętam, kiedy jeszcze mieszkałam w Gnieźnie i codziennie rano odbywałam kilkukilometrową, pieszą wycieczkę do pracy, ta pora roku dawała mi najwięcej pozytywnych bodźców wzrokowych i zapachowych :) Szczególnie jej ostatni etap, kiedy przechodziłam drogą praktycznie już za miastem, a po mojej lewej stronie rozciągało się wielkie pole, przyległe do dużego gospodarstwa i stadniny. Widok wolnych, wypoczętych, galopujących koni z rozwianymi grzywami, spowitych resztkami opadającej mgły, a nad nimi wschodzące słońce. Cud natury...
   Dzisiaj, przeglądając komentarze pod wpisami, natknęłam się na taki:

Anonimowy pisze...



zadroszczę Ci tego spokoju ducha. jak Ty to robisz? gdzie go znajdujesz? ja jestem ciągle zdenerwowana codzinna gonitwą, nawet jesień mnie nie cieszy.

Smutno mi się zrobiło. Nawet nie tyle z własnego powodu, co z powodu nastroju "Anonimowego". Szkoda, że autorka komentarza nie podpisała się imieniem czy też nickiem, łatwiej by mi było. Pozwolisz, że będę zwracała się do Ciebie: "A." ??? ;)... Droga A., gdybyś wiedziała, jak niewiele spokoju jest w moim życiu! Jak wiele zmartwień, smutków, powodów do łez. Chyba najlepiej o tym wie moja poduszka nocą i pies - spowiednik.. Może właśnie dlatego nauczyłam się znajdować równowagę w otaczającej mnie naturze. Naturze, która w odróżnieniu od otaczających ludzi i zdarzeń jest samą PRAWDĄ. Jeśli czymś zaskoczy, to wynika to jedynie z jej... hmm... natury ;) Nie umie zawieść, zranić, okraść, uderzyć, prowadzić gry, w której próbuje coś "ugrać" dla siebie. Jest szczerością samą w sobie. Więc dlaczego mam uciekać od czego, co woła do mnie każdym liściem, każdą kroplą deszczu, promieniem słońca, płatkiem śniegu, merdaniem psiego ogona, ptasim śpiewem w konarach drzew: "Hej, Małgośka! Chodź, zobacz! Tak wygląda prawda i równowaga. Wystaczy miejsca i dla ciebie!" ;) Dlatego, Droga A., myślę i mam nadzieję, że Ty również potrafisz "wyszarpać" dobie chociaż parę minut, by zasłuchać się w szum deszczu, pogłaskać kota, czy przyjrzeć kaczkom pływającym po stawie ;) Powodzenia, dasz radę ;)))
   Czy ja pisałam coś poprzednio o bułeczkach cynamonowych? Tych, które wczoraj przykuły mnie do kuchennego piekarnika, a po których do teraz roznosi się po domu cudowny zapach??? Taaak, tylko zapach się ostał... i brudny, wielki talerz do umycia :/ Pochłonięte co do jednej w ilości imponującej :/ 


...I ten cynamon pachnący... Mniammmmm...
Pożytek z tego był taki, że wykorzystując gorący piekarnik, machnęłam jeszcze dwa bochenki chleba z ziarnami słonecznika. Jeden jeszcze się ostał ;P
   Przeglądając dzisiaj kilka blogów, zauważyłam wyraźne tendencje halloweenowe. U mnie, niestety, w tym roku nie ma. Jedyne, co może się jakoś kojarzyć, to czarne koty, które od około dwóch miesięcy  goszczą na moich torbach.  Cudem zdobyta, równie cudna tkanina, a na niej koty, jak żywe :) Pełna zachwytu, długo się zastanawiałam, co z niej uszyć. W końcu doszłam do wniosku, że musi być to coś prostego i "płaskiego". Padło na eco-torby. Okazały się strzałem w dziesiatkę i tym sposobem moje koty miauczą już w Warszawie i Katowicach, mruczą w Komornikach, przechadzają się po Toruniu i kilku innych miastach. Ten na zdjęciu poniżej jest już własnością Pani Magdy ze Słupska, jutro z samiutkiego rana do niej wyruszy i jeśli wierzyć w solidność Poczty Polskiej, od wtorku będzie swoim przenikliwym, kocim wzrokiem lustrował słupskie ulice ;)

Miauuuu.... ;)))


7 komentarzy:

  1. Nie dziwię się popularności toreb, bo kociak jest faktycznie nieziemski :)

    OdpowiedzUsuń
  2. za parę dni to ma się ocieplić..przy 'wyścigu szczurów' nie da się zatrzymać..walka..niedługo może ja będę sobie patrzył na konika..
    to jeszcze płaskie łapacze snów..

    OdpowiedzUsuń
  3. Równowaga w otaczającej naturze jest niezawodna i dla mnie. Niech szczury gonią, ja się równoważę ;)
    Przepis na bułeczki by się przydał... wiem, wiem, że to nie blog kulinarny, ale one wyglądają jak rękodzieło artystyczne, więc może się łapią w konwencję ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. To ja jestem tym Anonimem. Mam na imię Karolina. Jesteś kochana, naprawdę, nawet nie wiesz jak dużo mi dają Twoje słowa! :)
    Problem w tym, że ja wszędzie poruszam się samochodem, taki życiowy mus. Kontakt z przyrodą mam zerowy, tyle co za oknem. Muszę to zmienić, wiele rzeczy muszę zmienić... Przestać się przejmować rzeczami, na które wpływ mam niewielki, przestać próbować "przeskoczyć" samą siebie, przestać ustawiać sobie poprzeczki nie do przeskoczenia, przestac się śpieszyć donikąd i nieustannie martwić. Ba!

    OdpowiedzUsuń
  5. Karolina- to musisz do mnie przyjechać..tu się wyciszysz..zapomnisz o reszcie świata..i poprzeczki nisko będą :)

    OdpowiedzUsuń
  6. dziękuję za zaproszenie :) tylko kto mi da urlop?

    OdpowiedzUsuń
  7. ha..urlop trzeba samemu zrobić..dłuuugi :)

    OdpowiedzUsuń