czwartek, 20 października 2011

"Widzisz, synek, słuchaj mamusi"... czyli o tym, jak Prawdziwa Miłość wygrywa ze stereotypem

Wczorajszy dzień minął pod znakiem masowych najazdów na Poznań, przyjacielskich spotkań pod hasłem: "Okupujemy Stary Browar" i wydarzeń, które rozbawiły nas do łez, skłaniając jednocześnie do refleksji... Dziwnym zbiegiem okoliczności wpadli do Poznania moi przyjaciele - Sonia i Rysiek, przebywający od jakiegoś czasu w Hiszpanii, coby sprawdzić, czy ich dom cały i zdrów. Na szkolenie do "Strimy" przyjechała ze Szczecina Mira. A że i ja wynurzyłam się z mojej szmaciano - zwierzęcej nory, to gdzież mogliśmy się skrzyknąć, jak nie w Starym Browarze ;)   Z dziewczynami, czyli z Elą (która też jakimś cudem czasowo zamieniła swoje Kanary na Poznań) i Mirą, byłam umówiona na 18, więc najpierw padło na Sonię i Ryśka... Para nietypowa, bowiem dzieli ich różnica wieku... 18 lat, na korzyść... Hmm, no właśnie, wydaje mi się, że... obojga ;) To ona starsza ;P Od roku małżeństwo, po pięciu latach ciągłych rozstań i powrotów. Te rozstania i powroty raczej z winy nie tyle ich samych, co społeczeństwa i "życzliwych", którzy ciągłymi docinkami, złośliwościami, rzucaniem kłód pod nogi skutecznie próbowali im wybić z głów ten związek, bo: "tak nie można... nie wypada... co ludzie powiedzą... co będzie za parę lat... jak wam nie wstyd..." itd. Nie poddali się. Dzisiaj wszyscy wiedzą, że wygrali. Skończyły się docinki sąsiadów, znajomych, rodziny. Pełna akceptacja. Dla mnie taka sytuacja nie jest żadnym szokiem, bowiem relacja: "ona starsza - on młodszy", zapoczątkowana ongiś przez moją Babcię, trwa i taranem idzie przez całą rodzinę, niczym jakaś klątwa :D I nie chodzi tutaj o różnice jakichś kilku miesięcy, ale o całe długie lata ;) Jednakże społeczeństwo polskie ma w sobie zakorzenione pewne stereotypy, które prowadzą często do zabawnych sytuacji. Dwa obrazki z wczorajszego dnia...
   Przemierzamy Stary Browar w poszukiwaniu jakiejś cichej, niezbyt napchanej knajpki, aż tu nagle, na jednej z wystaw, Rysiek zauważa kurtkę.
-Yyyyy, Sonia, popatrz! Czegoś takiego szukam od dłuższego czasu!
Wchodzimy. Rysiek przymierza. Brązowa odpadła w przedbiegach. Popielata jako druga... Granatowa, czy czarna??? Facet, jak to facet - nie uznaje przymierzalni, więc my z Sonią plus młodziutka ekspedientka, służymy Panu za wieszaki :/
-Chyba jednak czarna. Do wszystkiego pasuje - kwituje, przeglądając się w lustrze.
Ja milczę, nie wtrącam się. Sonia lustruje męża fachowym wzrokiem.
-W granatowej lepiej wyglądasz.
Po dłuższej między nimi wymianie zdań, wtrąca się młodziutka ekspedientka:
-Proszę posłuchać mamy. W granatowej naprawdę lepiej pan wygląda.
Mnie lekko przymurowało, a oni bez zażenowania, bawiąc się najwyraźniej całą sytuacją, prowadzą dialog:
-No, widzisz synek, słuchaj mamusi. Bierzemy granatową.
Na co "synek":
-Taki stary ze mnie chłop, a w sprawie kurtki ciągle muszę słuchać mamusi??? Niech będzie, biorę granatową.
Po czym całując "mamusię" namiętnie w usta, na oczach osłupiałej ekspedienki:
-Teraz mamusia sobie wybierze jakiś ciuszek, żeby było sprawiedliwie...
Mruga okiem do dziewczyny i rzecze ubawiony:
-Ta "mamusia", to moja żona.
Znikają między wieszakami, a ja zostaję z dziewczyną, która najwyraźniej wyszła już ze stanu oszołomienia i mówi do mnie:
-Dżizus, ale mnie ścięło! Ci państwo to naprawdę mąż i żona???
Na moje tajemnicze, aczkolwiek przytakujące: "Yhym", dziewczyna wpada w pełen zachwytu monolog:
-Dżizus, jakie to romantyczne! Ale oni pięknie w sumie wyglądają i widać, że się kochają! Zupełnie, jak w tym filmie na "Polsacie". Patrzy pani??? Ten z Wolszczak. Ja czasami patrzę na powtórki, bo w tygodniu w sklepie jestem. Ten, wie pani, co to facet jest z matką swojej byłej dziewczyny, o 20 lat młodszy... Dżizus, ja myślałam, że takie rzeczy, to się tylko w filmach zdarzają! Dżizus, Dżizus!!!
   Po "skeczu" w sklepie trafiamy do przytulnej knajpki. Ja zamawiam herbatę jaśminową, Sonia czarną, Rysiek - piwo, co u nich podobno oznacza: "Dzisiaj kobieta prowadzi" ;) Gadu - gadu, pierdu - pierdu... Miło toczy się rozmowa... Nagle Sonia:
-Dobra była ta herbata. Zamówię sobie jeszcze jedną.
Rysiek z pewnej odległości zwraca się do przechodzącego kelnera i, robiąc gest w kierunku Sonii, mówi:
-Czy ja mógłbym prosić dla żony jeszcze raz to samo?
Chłopak kiwa potakująco głową. Po chwili przynosi... herbatę jaśminową... i stawia ją przede mną!!! Mi zaparło dech, Sonia i Rysiek ryknęli śmiechem, a kelner stanął jak wryty, nie kumając o co chodzi :D Najwyraźniej źle zrozumiał "gest" ;))) Rysiek, rozbawiony, wyprowadza go "na prostą":
-Chyba mnie pan źle zrozumiał. Moja żona siedzi naprzeciwko mnie i pije tylko herbaty czarne, bardzo mocne i niesłodzone. Ale nic się nie stało.
Ratując sytuację, deklaruję się, że wypiję tę jaśminową, a kelner ogłupiony, zawstydzony, zaczerwieniony jak burak, obiecuje, że przyniesie nową... Po chwili przychodzi z czarną herbatką dla Sonii i jeszcze raz próbuje się tłumaczyć, przepraszać... i w ogóle. Widać, że jest mu bardzo głupio. Rysiek, nadal rozbawiony,  do niego:
-Bracie, nic się nie przejmuj. Już się do tego przyzwyczailiśmy. Natomiast, co do tej drugiej pani... Gdyby w Polsce dopuszczano wielożeństwo, to postarałbym się, żeby była moją drugą żoną. No, ale prawo jest prawem ;) Naprawdę, żadna pomyłka, żaden problem...
   Po całej akcji, Sonia i Rysiek opowiadają mi o wielu takich śmiesznych sytuacjach. Widać, że w ogóle ich to nie "dotyka". Bawią się tym najwyraźniej. Podobno na początku bardzo ich to drażniło, ale dzisiaj??? Rysiek tłumaczy:
-Widzisz, Gosiu, problem ma ten, kto go dostrzega. My go nie mamy, ponieważ go nie widzimy... Widziałaś dwie takie sytuacje w odstępie zaledwie dwóch godzin. Kto głupio się z tym czuł? My - nie!!! Głupio czuły się z tym osoby, którym stereotypowe poglądy na wiek w relacji: "mąż - żona" nakazywały takie, a nie inne zachowanie.
Co ciekawe, okazuje się, że z takimi "akcjami" spotykają się tylko wtedy, kiedy są w Polsce. W Hiszpanii i w innych krajach europejskich coś takiego im się nigdy nie przytrafiło. Czyżby to taka nasza "narodowa" mentalność???
   No, i jeszcze jako zabawna ciekawostka, dialog moich przyjaciół tuż przed wyjściem z kawiarni. Mam nadzieję, że nie będą mi mieli tego za złe (jestem pewna, że nie będą ;P):
Sonia: "Rysiu, dopiero po piątej. Chodźmy do kina. Już tak dawno w Polsce w kinie nie byliśmy".
Rysiek: "Kobieto, padam z nóg. Marzę o tym, żeby paść i zasnąć. Przed nami 60 kilometrów do domu".
Sonia: "Ej, noooo... To pójdziemy do kina. Ja obejrzę film, a ty się zdrzemniesz".
Rysiek: "Sonia, nie bądź dziecinna (!). Mam zapłacić za kino po to, żeby się przespać?"
Sonia: "Rysiek, no chodź! Przestań się zachowywać, jak stary ramol (!)".
Najnormalniej w świecie mnie rozbawili :D :D :D
   Skoro o Przyjaciołach mowa, to i praca z "podtekstem" przyjacielskim ;) Poduszka w moim ukochanym "primitive country"...

6 komentarzy:

  1. Cudna historia! A u nas, na wsi mieszkają razem dwie dziewczyny - są parą od 10 lat. I wyobraź sobie wiejska społeczność je zaakceptowała absolutnie bez żadnych problemów. Chłopaki z sąsiedztwa od czasu do czasu wpadają, żeby " dziewczynkom" drewna porąbać, czy w cięższych pracach pomóc. A mnie się wydawało, że wieś jest skostniała i nietolerancyjna:-)))

    OdpowiedzUsuń
  2. świetna historia aż się cieplej robi na sercu:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie to opisałaś, a i pośmiałam się troszkę wyobrażając sobie miny chłopaka i dziewczyny :)
    Poducha piękna :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo sympatyczni i z wielkim poczuciem humoru są Twoi przyjaciele!
    A jak się sprawy mają, kiedy ona jest wyższa od niego o głowę?

    Śliczna podusia!

    OdpowiedzUsuń
  5. Gosiu, Gosiu ja nigdy nie podejrzewalem ciebie o taki talent literacki ;-)Wiernie i z humorem oddalas nasze ostatnie poznanskie przypadki. Czytelniczkom sie spodobalo to moze opisz jak to mieszkalem 3 tyg. w samochodzie przed Sonii domem :-)Ostatniej pani moge odpowiedziec, jak ona wyzsza od niego o glowe to tak, jak u mnie i mojej zony, pewno tego nie widza. Jesli to innym przeszkadza to niech oni sie martwia.
    Ja kocham swoja zone, jej zmarszczki i jakies skorki pomaranczowe na udach takze, poniewaz tez jestem czlowiekiem ze skazami jak kazdy. Jesli milosc jest prawdziwa, nie widzi przeszkod.
    Gosiu przepraszam za brak polskich znakow ale nasz komputer jest ulomny w polskie litery ;-) Nie wiem nawet czy mi tekstu nie usunie bo nie mam konta na google. Czekamy na ciag dalszy i pozdrawiam. Ryszard :-)
    W kinie jednak bylismy ale nie pospalem bo film byl ciekawy :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetna historia i dobrze rokuje dla mnie i małża. W tej samej konfiguracji, różnica 11 lat i kiedyś mocno mnie to martwiło a teraz też bawi. Od momentu kiedy usłyszałam "jak to? ja myślałam że on jest starszy"

    OdpowiedzUsuń