poniedziałek, 7 listopada 2011

...

Czym dla mnie jest czas przeszły? Czym są wspomnienia? Zdałam sobie sprawę, że wszystko, co było, co budzi wspomnienia, ma jeden czas. Nie wiem jaki, ale wszystko trafia do jednego worka w mej pamięci i... jest. W czasie bliżej nieokreślonym, dla każdego wydarzenia tym samym. Bez względu na to, czy miało to miejsce 20 lat temu, roku temu, czy przed miesiącem. Tak, wszystko, co było, choć wymieszane, jest... jednym czasem...
Miasto X... Siedzimy z Kamilem w małej kawiarence w galerii handlowej. Czekamy na weta, a jakieś 30 kilometrów stąd czekają na nas konie, gotowe do przetransportowania do domu tymczasowego. To cud, że udało się wszystko załatwić. Zostały w ten sposób uratowane przed pewną śmiercią, a właściciel, który kocha je całym sercem, kiedy wykaraska się z trudnej sytuacji, ma gwarancję, że je odzyska. Mimo wszystko, chcemy pogadać z wetem sam na sam, bez właściciela. Nie wiem, jak Kamil to załatwił, ale wet okazuje się "filantropem" - zbada konie przed transportem za przysłowiowe friko. Chcemy mieć pewność, że nic im nie zagraża, że są całkowicie zdrowe... Kamil... Rozumiemy się świetnie. Może dlatego, że obydwoje zaliczamy się do tzw. animalsów "bezpartyjnych" - działamy i jesteśmy tam, gdzie nas potrzebują... Zamyślam się nad filiżanką kawy... Miasto X... Nagle zdaję sobie sprawę, że praktycznie w każdej chwili mogę się natknąć na Niego. W tej kawiarni, za rogiem ulicy, na przejściu dla pieszych... Jak byśmy obydwoje zareagowali? Czy mimo zaskoczenia powiedzielibyśmy sobie chociaż zdawkowe: "cześć", czy też przeszlibyśmy obok siebie, udając, że się nie znamy? Hmm, byłam tylko nic nieznaczącym epizodem. Kaprysem chwili. Potrzebowałam czasu, żeby to odkryć, zrozumieć, skojarzyć fakty... Kamil wyrywa mnie z zamyślenia:
-Ej, Małgoś! Żyjemy! Zamyśliłaś się... Ty ciągle o tych koniach?
-O koniach też... O koniach też... Powiedz mi, jak wam się tutaj żyje, mieszka... w tym mieście. Tak ogólnie...
-Tak ogólnie, to... Właściwie, nie wiem... Ogólnie, miasto uchodzi za nieco skostniałe. Tak myśli duży procent mieszkańców. Spore bezrobocie... Wiesz, jakieś dziwne zatrudnianie na czarno, na dziwne umowy o dzieło. Trudno znaleźć pracę, w której legalnie cię zatrudnią, sprawiedliwie zapłacą, odprowadzą ZUS. Wkurza mnie, kiedy ktoś mówi, że ma pracę, a buja się bez zarejestrowania, dając się wykorzystywać. W sumie nie ma pracy! Ale tak tutaj pracuje bardzo duży odsetek ludzi w wieku produkcyjnym... Wielu wyjechało za pracą. Niektórzy wrócili, inni nie...
-A poza pracą?
-Poza pracą... Niewiele tutaj się dzieje. Taka trochę kulturalna pustynia. Od czasu do czasu ściągną jakąś "gwiazdę", ale często już przygasłą (śmiech)... Mamy dobry teatr, ale sama wiesz, jak jest z zamiłowaniem społeczeństwa do sztuki teatralnej... Jeśli chodzi o szkolnictwo wyższe, to też nie ma wielkiego wyboru. Chcąc studiować na ciekawych kierunkach, musisz jechać do K. lub G. - to najbliższa alternatywa... albo dalej: Warszawa, Poznań, Wrocław, Kraków... To, co mnie by interesowało, najbliżej mam w Szczecinie, ale wiesz, jak jest z moją mamą. Nie zostawię jej samej. SM postępuje. Bywa, że po domu chodzi z balkonikiem. Problemem są schody. Ostatnio strasznie poszedł wzrok - podwójne widzenie itd...
-No, właśnie... A służba zdrowia???
-Ooooo, chyba już gorzej być nie może! Chociaż, podobno ostatnio miasto dostało w tej dziedzinie jakąś tam nagrodę! (śmiech)... Ja wożę mamę do G., bo do tutejszych specjalistów jakoś nie mamy zaufania.
Rozmowę na etapie służby zdrowia przerywa nam facet, który okazuje się być umówionym wetem. Sympatyczny, zrównoważony... Widać, że przejął się sprawą koni i chce pomóc ze zwykłej, ludzkiej życzliwości... Dogadujemy szczegóły. W życiu nie usłyszałam, żeby ktoś udzielił nam tylu dobrych rad... Pozostaje kwestia podjechania na miejsce i zbadania koni. Nasz "doktorek" ma jednak od rana jakieś problemy z autem i musi je oddać do warsztatu, więc zabieramy go autem Kamila. Potem przywieziemy go z powrotem... Miasto X zza szyb auta. Ładne miasto. Na pierwszy rzut oka nie widać tych problemów, o których wspominał Kamil ;) Ale czy ja zerkam przez to okno, wypatrując problemów, czy może...???
   Gospodarstwo... Animalsi uwijają się, pomagając właścicielowi, bo przecież darmowy pobyt do czegoś zobowiązuje ;P Wet zaskoczony świetną kondycją koni:
-Jestem zszokowany! To dzisiaj rzadkość, by ktoś dbał o konie bardziej, niż o siebie. One są w świetnym stanie! Żal, że muszą opuścić to miejsce. Teraz tylko się módlcie, żeby facet wygrzebał się jak najszybciej z kłopotów i mógł je przyjąć na nowo...
Hmm, no ja nie wiem, czy akurat tutaj modlitwa wystarczy :/ Oby...
   Konie okazały się zdrowe. U jednego jakiś mały problem z oczami, ale doktorek zaoferował się, że kiedy podrzucimy go do domu, da nam jakiś lek za friko... Chwila przerwy, kawa z gospodarzem i powrót do X. Późne popołudnie...
   Kiedy wjeżdżamy do X. jest już ciemno... Doktorka do domu, lek dla końskich oczu do torby... Kamil w aucie łapie za komórkę:
-Małgoś, sprawdzę tylko, co u mamy. Co prawda śpi u nas dzisiaj mamy przyjaciółka... Mówię do niej: "ciociu"... ale wolę sprawdzić. Taki ze mnie nadgorliwy synalek (śmiech)...
Krótka rozmowa "mamy z synalkiem"...
-Trochę zmiana planów. Podjedziemy do mnie do domu. Muszę zabrać z domu jakieś mięso z lodówki, wziąć klucze, zawieźć do tej cioci i wpakować jej do zamrażalnika, bo do jutra ponoć nie może leżeć.
   No, to jedziemy... Typowe blokowisko. Trzecie piętro... Sympatyczna mama, sympatyczna przyjaciółka - ciocia ;)... I przymusowa kolejna kawa ;)
   Z kolei mieszkanie "cioci" okazuje się być w zupełnie innej "architektonicznie" części miasta... Kiedy mięso leży już bezpiecznie w zamrażalniku, Kamil wpada na pomysł:
-Chodź, zobaczysz chociaż kilka naszych ulic nocą (śmiech).
   Oj, już po kilku minutach nie zgadzam się z moim "bratem - animalsem" co do "skostniałości" miasta X ;) Najpierw mija nas grupa "barwnie" rozbawionych dziewczyn, wyraźnie "pod wpływem"... no, ale przecież mamy sobotni wieczór, więc wolno ;)... Następny obrazek - śpiący na ławce kloszard, a pod nim wielka kałuża. Najwyraźniej nie zdążył... Następna ulica. Lekko hałaśliwie, ruchliwie. Trochę ludków przed jakimś lokalem.
-Jakiś klub???
-Eeee, tam... Zaraz klub (śmiech). Zwyczajny pub. Często tutaj "grają". Dzisiaj podobno "Closterkeller"... O, widzisz, mówiłem, że przygasłe gwiady zapraszają? (śmiech)
-No, coś ty! Nie grzesz! "Closterkeller" to kultowa muza! Sama bym posłuchała!
Rzut okiem na nazwę pubu i wybucham śmiechem:
-Ej, oni tak sobie wzajemnie robią reklamę? Obrazek niczym z Kafki :D
Nazwa pubu okazuje się być zlepkiem dwóch ostatnich sylab nazwy zespołu!!! Gra słów! Zbieg okoliczności! :D
-Przejdziemy jeszcze tą ulicą i drugą stroną wrócimy do auta- objaśnia Kamil trasę naszej wieczornej wędrówki.
Gadka - szmatka o pierdołach... O realiach animalsowej działalności, o tym, co spowodowało moje zamyślenie przy kawie w kawiarni (bez wdawania się w "osobowe" szczegóły), o życiu, o problemach...
-Wiesz, martwię się o moją mamę. Niepełnosprawność postępuje i postępować będzie. Rozmawiałem z lekarzem. Przeraża mnie to, że pewnego dnia nie będę umiał jej pomóc.
Opowiadam, jak to było z moim tatą. Ostatnie tygodnie... Może to doda mu otuchy, że jak trzeba, to człowiek musi dać radę.
-Wiem, jak to jest, kiedy chcesz pomóc i nic nie możesz zrobić... Z moim tatą najgorsze były ostatnie noce, kiedy musiałam przywiązywać mu w miarę sprawną rękę do łóżka, żeby nie wyrywał sobie cewnika i nie robił krzywdy. To takie niegodne człowieka... Ale i tak raz nie upilnowałam. Do dzisiaj mam wyrzuty sumienia, że nie obudziłam się na czas... Piekło, mówię ci, piekło!
-Oj, piekło, piekło! - zaśmiewa się Kamil
Przez moment nie wiem, o co biega.
-Jak ty to mówisz, znów obrazek, jak z Kafki (śmiech). Wiesz, że ta ulica, którą idziemy, nazywa się Piekiełko???
-Żartujesz?! Poważnie?!
-Noooo, poważnie. Piekiełko!!!
Ryczymy ze śmiechu... Droga do auta przebiega nam w stanie totalnego rozbawienia... Opowiadamy sobie najzabawniejsze "skecze" z animalsowych interwencji :)... I tak już przez całą drogę powrotną. Ponad 30 kilometrów "łzawych" opowieści... "łzawych" ze śmiechu :D
   A konie... Konie następnego dnia wyruszyły do swojego nowego domu tymczasowego. Już są na miejscu, czują się dobrze. Mamy nadzieję, że wszystkie sprawy tak się potoczą, że szczęśliwie będą mogły wrócić do swojego właściciela i to już niedługo...
   Kolejny pled... Z samych kwadratów, milutki i mięciutki, bowiem znaczna jego część powstała z... flaneli ;) Sprzedany. Dzisiaj pojechał do Warszawy ;)

1 komentarz: