niedziela, 17 lipca 2011

... Bez tytułu...

Ania R. w komentarzu pod poprzednim wpisem życzyła mi, bym mogła ciągle pisać o samych radosnych rzeczach. Mam nadzieję, że to szybko nastąpi. Póki co wokół mnie same przykre wydarzenia. Jeszcze tak do końca nie udało mi się uwierzyć i "ogarnąć" tragedii mojej koleżanki, a tu następnego dnia kolejny cios. Zły los zabrał z (prawie) najbliższej rodziny kolejne młode życie. Trudno mi to wszystko objąć jakimś logicznym rozumowaniem, gdyż takie rzeczy wymykają się wszelkiej logice. Wykraczając poza granice wiary czy niewiary, czasami myślę sobie, że "absolut", który ma władzę nad wszystkim, codziennie rozgląda się i wskazując palcem, mówi: "Dzisiaj ty..." I nie ma tutaj reguły - młody czy stary, biedny czy bogaty, dobry czy zły, zdrowy czy chory, zasłużył czy nie zasłużył. Ślepy traf...
Potrzebowałam chwili samotności, dlatego korzystając z okazji, że musiałam wieczorem podrzucić prace do klientek w okolice Starego Rynku, nogi poniosły mnie na moją "magiczną" ławeczkę przy klasztorze Franciszkanów. Nie wiem, co jest w tym miejscu, ale dosłownie czułam, jak emocje związane ze wszystkimi wydarzeniami, jakie miały miejsce ostatnio w moim życiu, najpierw buchają ze zdwojoną siłą po to, by za chwilę ujść gdzieś "w eter". Wystarczyło zaledwie kilka minut. Mówią, że na Wawelu znajduje się słynny czakram. Ja bym się zastanowiła, czy aby w Poznaniu, pod "moją" ławeczką takowy także się nie zmaterializował ;)
Dzisiaj praca zupełnie inna w formie, aczkolwiek w temacie marynistycznym... Art Quilt. Patchworkowa, duża kolia wykonana techniką quiltingu maszynowego na lnie. Wszystkie tkaniny użyte do quiltingu zostały wcześniej w specjalny sposób "sprane" w celu uzyskania wystrzępionej, skołtunionej faktury. Na wierzchu wquiltingowane kawałki autentycznej (!), niebieskiej sieci rybackiej (tej samej, co w makacie z kutrem). Dodatkowo ozdobiona ręcznie naszytymi białymi i niebieskimi perełkami, muszlami i kawałkami prawdziwego bursztynu. Wiązanie z granatowej, atłasowej wstążki. Od spodu podszyta ręcznie białą podszewką. Wymiary: szer. - 33 cm; wys. - 28 cm (pośrodku 16 cm)... Sprzedana (Warszawa) 

    czwartek, 14 lipca 2011

    Jestem bólem...

    Od wczoraj jestem bólem fizycznym i psychicznym... Moi Przyjaciele stracili synka. Maluszek żył 85 minut. Ogrom cierpienia po stracie dziecka jest niewyobrażalny. A co czują rodzice, którzy w ciągu pięciu lat tracą trzecie dziecko? Nie potrafię zrozumieć, nie potrafię sobie tego nawet wyobrazić... Każdy z nas, przyjaciół i znajomych, próbuje to "ogarnąć" na własny sposób. Ja uciekłam w pracę i milczenie... Ania kupiła 20 kilo ogórków i zaprawia samotnie w kuchni... Krzysiek zabrał wędki, wziął urlop i na trzy dni pojechał na ryby. Samotnie... Firefox wsiadł z plecakiem na swojego choppera i gna przez Dakotę gdzieś w góry, żeby pobyć sam ze sobą... Wszyscy milczący, w samotności. Z bólem Rodziców i swoim własnym...


    "W języku angielskim istnieje słowo orphan, które oznacza sierotę. Jest słowo widow, czyli wdowa. Brak w nim jednak określenia rodzica, który stracił dziecko.”
    (Jodi Picould - "Bez mojej zgody")

    ------------------------------------------------------------------------------

    Jakiś czas temu, Pani Joasia z Warszawy zamówiła dla swojego synka Jasia pled patchworkowy i trzy poduszki do kompletu. Wspaniała klientka, wspaniały kontakt... Mam nadzieję, że pledzik świetnie sprawdza się w pokoiku Jasia.