niedziela, 25 grudnia 2011

Nie pamiętam...

...kiedy ostatni raz wigilijny poranek przywitał nas taką pogodą! Ciepło, mgliście, dżdżyście... Ktoś powiedził, że właśnie zima się zaczęła??? Czy aby na pewno???!!! Zdjęcia robione wczoraj, raniutko, na ranczu mojej przyjaciółki...


Nad ranczem, nad lasem, nad polami - mgła...
A kiedy mgła opadła, jakoś koło południa, wszystko wokół wyglądało tak:
Tak, tak, zdjęcie zrobione 24 grudnia 2011r. ;)))




I gdyby nie ubrane choinki, pod nimi prezenty, zastawiony stół i wybitnie świąteczna i gwarna przy nim atmosfera, nikt by nie przypuszczał, że mamy Święta ;) No, i może jeszcze fakt, że dopchałam się do Internetu dopiero dzisiaj po południu, też o tym świadczy ;)... Zwierzaki nie przemówiły - jakiś foch zbiorowy ;)

Wesołych Świąt!!!




Aniołek, uszyty i... sprzedany przed Świętami ;) Pojechał do Pani Hani K. do Warszawy ;)



środa, 21 grudnia 2011

Pierwszy prezent świąteczny

Czy ktoś z Was dostał już prezent świąteczny??? Ja dostałam :D Ofiarodawcą okazał się niezwykle przystojny dwulatek, o pięknym imieniu Nataniel. Prezent tym cenniejszy, iż wykonany własnoręcznie i specjalnie dla mnie. A oto i on:
Wszyscy zgodnie uznaliśmy, że Natan jest z pewnością przyszłością malarstwa polskiego :D Moje dziewczyny z uznaniem pokiwały głowami, po czym Cyntia orzekła: "Niezwykle kreatywne dziecko". Fakt - porównując osiągnięcia moich dzieci w drugim roku życia, Natan bije je na głowę. Dalia bowiem rysowała tylko kreski i kropki, a Cyntia -ciut bardziej uzdolniona plastycznie- czasami "popełniała" kółka (nie zawsze zamknięte i w większości jajowate), coś między falą a zygzakiem i przy odrobinie szczęścia koślawe krzyżyki ;)... Co ciekawe, praca Nataniela posiada głęboką treść! To fioletowe, to sam autor ;) To czerwone na dole pośrodku, to ja (hmm... jakże wymowny kolor czerwony!), a czarne u góry - 'jów', czyli żółw w narzeczu Natana. Jednakże element najbardziej rzucający się w oczy, po lewej stronie, to największa fascynacja naszego Artysty - 'zowa'. W tłumaczeniu na polski - nasza pospolita... sowa! Spostrzegawczy i wnikliwie kontemplujący powyższe dzieło koneser sztuki współczesnej zapyta zapewne, cóż brązowego, o wyraźnej, wypukłej fakturze "zdobi" ową 'zowę', okalając ją wyraźną, tłustą plamą. Otóż 'zowa', natychmiast po swoich "narodzinach", została troskliwie nakarmiona... masłem orzechowym :)))
     A Nataniel, cóż... Oprócz tego, że zapowiada się na świetnego rysownika (kredki i papier to podstawa jego egzystencji), zostanie też wytrawnym mówcą. Gada, jak nakręcony. Na jawie... i we śnie! Fakt - w swoim własnym narzeczu, ale co ciekawe, pełnymi, poprawnie budowanymi zdaniami!!! Poza tym jest niezwykle spostrzegawczy i genialnie, jak na dwulatka, kojarzy fakty. Po narysowaniu powyższego obrazka i nakarmieniu sowy, nawiązała się między nami rozmowa:
- Wiesz, Natanielku, sowy raczej nie jedzą czekolady.
- So je zowa?
- Hmm... Pewnie jakieś małe myszki, może też muszki i inne robaczki?
Najwyraźniej musiało się nieźle "kotłować" w jego małej główce, bo po dłuższej chwili wszyscy zamarliśmy widząc, co robi malec. Natan przytaszczył mi na kolana moją niezwykle ciężką torbę, w rękę wcisnął... myszkę, wypiętą z laptopa (!) i mówi:
- Skowaj. Zowa sje.
Bystry maluch już wcześniej wypytywał o laptopa i cały "osprzęt", ale nikomu do głowy nie przyszło, że wszystko zapamięta i będzie "kojarzył"!!! Co ciekawe, wypiął myszkę z laptopa tak sprytnie, że nic nie uszkodził. Na szczęście!!! Żywe srebro, musi być ciągle pod kontrolą ;)... Zafascynowany wspomnianą już 'zową', rośnie ogólnie na miłośnika zwierząt - "opanował" już psa i oczywiście żółwia. Potrafi leżeć plackiem na podłodze i zaglądać w pancerz. Wpatrują się tak w siebie długi czas - on i 'jów' ;)))
     I tak to malutki Nataniel, zdecydowanie największy "cud" tegorocznych Świąt, stał się pępkiem świata całego naszego licznego "towarzystwa". Nazywany przez zdecydowaną większość (ze mną włącznie) Natanem... Hmm, tylko mama mojej przyjaciółki woła do niego: "Natanku", co wywołuje u nas wszystkich zgrzytanie zębami, bo wiadomo - "Natanek" tak się jakoś dziwnie kojarzy ;))) No, i wyłamał się jeszcze Bartek, który rzuca w kierunku Małego, poważne, męsko i lekko z... amerykańska brzmiące: "Nat" ;)))
 Była "praca" Natana, musi być i moja ;) Tym razem królik uszyty według bardzo starego wzoru. Technika - crazy patchwork, czyli w sumie... Vintage Bunny in Crazy Patchwork ;)))... Sprzedany.

piątek, 16 grudnia 2011

Dzisiaj specjalna dedykacja...

Miałam nie pisać przed świętami, ale otrzymałam tak wspaniałego i ciepłego maila, że musiałam się przełamać ;) Dlatego dzisiaj specjalna dedykacja... w postaci patchworkowego, zwariowanego i totalnie odjechanego wianka - dla Pani Ani W. z Osiedla Oświecenia w Poznaniu, czyli tak właściwie zupełnie po sąsiedzku ;P
   Pani Aniu, dziękuję za miłe i budujące słowa, a szczególnie za te "okruszki najcieplejszych wspomnień i najprzytulniejszych marzeń". Dzięki takim ludziom jak Pani wiem, że to, co robię jest tym, co robić powinnam... Dziękuję ;)))

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Praca wre...

...dlatego nie bardzo mam czas, aby "udzielać" się na moim własnym blogu ;) Maszyna furkocze od rana do późnego popołudnia, laptop się grzeje od ilości przerabianych fotek, podłoga zasnuta nitkami i skrawkami tkanin. Słowem - przedświąteczna gorączka, ale taka, wiecie, nie związana z żadnymi porządkami, prezentami, pieczeniem pierników lecz ciężką, mozolną pracą. Jak to dobrze, że kocham moją pracę, bo pewnie inaczej już dawno bym poległa :)))
     Bardzo chcę napisać coś nawiązującego do komentarzy pozostawionych pod poprzednim wpisem przez 'Anonimowego' i Arachne odnośnie artykułu, jaki ukazał się w "Wysokich Obcasach" na temat Indiańskich Kobiet (celowo piszę to wielkimi literami). Artykuł oczywiście czytałam, temat jest mi szczególnie bliski i chciałabym dodać pewne moje przemyślenia, ale pozwolicie, że zrobię to kiedy już uporam się z natłokiem obowiązków ;)
     Drugim tematem, który chciałabym poruszyć w najbliższym czasie jest los Polskiego Rękodzielnika (też celowo z wielkiej litery) - to takie moje pofestiwalowe retrospekcje, związane z imprezą, jaka właśnie zakończyła się na terenie MTP. Podsumowanie kilku miłych spotkań, rozmów, wynurzeń na temat tegoż "losu" i związane z tym -nie tylko moje własne - przemyślenia.
     Święta zazwyczaj kojarzą się z kolorem czerwonym - dużo w tym kolorze ozdóbek, dodatków... No, to może patchworkowy wianek do powieszenia na ścianie? Niekoniecznie świąteczny, ale... ;P