sobota, 4 lutego 2012

Mróz uderza...

Konkretnie - uderza chyba w zdrowie moich bliskich znajomych. Jakiś pomór! Nataniel walczy z zapaleniem oskrzeli i wysoką gorączką (chociaż dobry humor maluszka nie opuszcza :D), Ola z półpaścem, Maryśka padła na rwę kulszową, Wielki Pies stęka na nerki. Mało tego! Dzwonię wczoraj do mojej przyjaciółki Wieśki, czy wszystko OK i czy coś jej dowieźć na ranczo, i pierwsze, co słyszę, to:
- Rura pękła.
W jednej sekundzie zobaczyłam oczyma wyobraźni Wieśkę pod kołdrami i kocami, wtuloną w Askana i Bogdana (kot), oblodzone ściany i okna, sople zwisające z mebli, krany, z których nic nie leci, termometry, na których słupek rtęci osiągnął "rejestry" dolne i już niżej nie może, a wszystko to w maleńkiej chatce, skąpanej w śniegu i mrozie, samotnej, gdzie z dwóch stron bezkresne pola, a z pozostałych stron gęsty las. I kiedy już serce podskoczyło mi tak wysoko do gardła, że nijak nie mogłam wydukać słowa, Wieśka uściśliła:
- No, pękła rura pod umywalką w łazience, ale już ją jakoś naprawiłam.
Myślałam, że ją zastrzelę. Nie można było tak od razu, w jednym zdaniu?! Kiedy jednak zaczęłam się powoli uspokajać, ponownie podniosła mi ciśnienie.
- Wiesz, muszę chyba w przyszłym tygodniu gnać do Poznania. Z moim gardłem dzieje się coś niedobrego.
Kurczę, dopiero wykaraskała się z masakrycznie potłuczonego biodra, które powaliło ją na wiele tygodni, a tu znów problem. Boję się o nią, ponieważ kilka lat temu przeszła poważną operację krtani i strun głosowych (rak).
Najlepszą "diagnozę" na to wszystko postawił Firefox.
- Wiecie co, wy jesteście za bardzo wychuchani. Ja bym was przez 2-3 tygodnie przeciągnął przez Alaskę, to od razu byście zapomnieli o chorobach.
Nadmieniam, iż kolega Firefox wrócił w styczniu do Pine Ridge po ponad półtoramiesięcznej wyprawie na Alaskę. Przemierzył tę Alaskę wzdłuż i wszerz, zahaczając nawet o Wyspę Kodiak, korzystając z chyba wszystkich możliwych środków lokomocji, od własnych nóg poczynając a na samolotach kończąc. Wiem, że zazdrość to rzecz obrzydliwa, ale ja mu zwyczajnie tej wyprawy zazdroszczę, bowiem Alaska to szczyt moich marzeń odkąd pamiętam. Z drugiej strony cieszę się, że chociaż ktoś z moich przyjaciół mógł na własne oczy zobaczyć to, co być może już zawsze zostanie tylko w sferze moich marzeń ;)... Hmm... A tak poza tym... Tak poza tym, coraz częściej utwierdzam się w przekonaniu, że nasz Firefox chyba już do Polski nie wróci ;) I chociaż ciągle zapewnia: "Zobaczycie, we wrześniu wyląduję w Warszawie. Powoli organizujcie imprezę", to jakoś zaczynam w to wątpić... A może tak by było dla niego lepiej? Może właśnie tam jest jego miejsce? Tam, gdzie odkrył siebie na nowo, gdzie stał się zupełnie innym człowiekiem?
Quilted Hearts

1 komentarz:

  1. Alaska nas również fascynuje:-))) A Wojtka nurtuje pytanie odnośnie...drzwi wejściowych do alaskańskich domów. Otóż na większości filmów jest taki obrazek - bohater wchodzi do domu z mroźnego zewnętrza przez...pojedyncze, najczęściej przeszklone drzwi bezpośrednio do dużego holu, salonu itp. I to się wydaje nieprawdopodobne, bo zimy tam przecież potężne...
    Pozdrawiamy zimowo!

    OdpowiedzUsuń