poniedziałek, 20 lutego 2012

"Silup"

-Natanielku, jemy zupę. Najpierw jednak wypij syrop z kieliszeczka.
-Do cemu?
-Na co? Na gorączkę... Syropek skutecznie obniża gorączkę i od razu lepiej się poczujesz.
-Obniza? Tak? A zowu tes?
-Sowie, Natanielku, Sowie... Tak, sowie też.
-A jówiu tes?
-Żółwiowi... Tak, też.
-A ptasku?
-Ptaszkowi... Też.
-A jisku tes?
- Liskowi też.
-A soniku tes?
-Tak, słonikowi też.
Syrop wypity. Pierwsza łyżka zupy ląduje w buzi.
-Gojące!!!
Nagle grymas na twarzy malca zamienia się w coś, co wskazuje na przebłysk geniuszu, a Natan, wskazując palcem na talerz z zupą, mówi:
-Wlej silup!!!
Ot, logika dwulatka ;) I jak teraz takiemu maluchowi wytłumaczyć, że "silup" owszem, na organizmy żywe działa, ale "gorączki" w zupie nijak nie obniży :)))


5 komentarzy:

  1. Dzieci są bardzo logiczne!!!!! Moje też mnie zaskakują ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny tekst :) ja też miałam ostatnio zderzenie ze światem pojmowania mojego własnego dziecka...

    OdpowiedzUsuń
  3. Heh ale się uśmiałam, te dwulatki i ich teksty :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Hihi, dobre ! Ja ostatnio musiałam przebrnąć z niespełna 4-latkiem przez temat dlaczego złodziej to nie kradziej, jeżeli kradnie (skoro kierowca kieruje)! ;)

    OdpowiedzUsuń