piątek, 17 lutego 2012

Trochę spraw technicznych dotyczących patchworku

W związku z tym, że od jakiegoś czasu dostaję maile z pytaniami na temat patchworków i to raczej od strony technicznej, i są to często pytania powtarzające się, najrozsądniej będzie wypowiedzieć się tutaj ;)
Padło pytanie o grubość ociepliny - czym się kierować i jak to rozgryźć. Moim zdaniem grubość ociepliny zawsze należy dobierać w zależności od tego, do czego ma nam ten patchwork służyć, jak długo, jaki efekt wizualny chcemy osiągnąć, a także... jaki rodzaj quiltingu chcemy zastosować i na ile oceniamy swoje umiejętności w sztuce quiltingu. Możemy pokusić się o zastosowanie w quilcie wkładu z runa wełnianego, ale sęk w tym, że praca z tego rodzaju wypełnieniem wymaga zupełnie innej techniki pikowania, i to pikowania ręcznego (bo barbarzyństwem jest wełnę pikować maszynowo). Poza tym wełniane wypełnienie wymaga wstępnego przygotowania przed pikowaniem, więc daruję sobie jakieś szczegółowe opisy. Czego nie można zarzucić quiltom z wypełnieniem wełnianym, to brak trwałości. Mogę dać głowę, że przy odpowiedniej "pielęgnacji" przeżyją nas, nasze dzieci i wnuki. Bawełna... Battingi bawełniane są łatwiejsze w obsłudze, ładnie trzymają warstwy przy pikowaniu, można je pikować zarówno ręcznie, jak i maszynowo, zachowują fajnie swoją puszystość. Hmm... Co do obiecywanej przez producentów kurczliwości... czy też niekurczliwości, często podawanej w procentach, to mimo wszystko różnie bywa. Spotykałam się z wypełnieniami, które miały kurczliwość praktycznie zerową, ale też takimi, które wyszły z renomowanych fabryk, producent obiecywał 5%, a później okazywało się, że szlag trafiał patchwork, bo te 5% należało lekko pomnożyć, niestety :/ I nie dajcie się zwieść zapewnieniom, że jak taki quilt lekko się zbiegnie przez batting, to tylko zyska na urodzie, bo będzie ciut  vintage. Bzdura! Quilt ma wyglądać tak, jak sobie zakładacie! Vintage to on sobie może wyglądać po latach, a nie po pierwszym praniu! Iiiii, spotkałam się niestety z przypadkami uczulenia osób wrażliwych na ten rodzaj wypełnienia, dlatego w przypadku dzieciaczków warto uważać. Coraz więcej osób bywa uczulonych na bawełnę pomimo, iż jest to włókno uważane za najbardziej bezpieczne. Okazuje się, że niekoniecznie... No, i tradycyjne, najbardziej popularne wypełnienia poliestrowe, zwane powszechnie ociepliną, ovatą czy jak tam jeszcze... Myślę, że są na tyle tanie, że jak najbardziej nadają się dla osób, które zaczynają swoją przygodę z patchworkiem. Są łatwe w obsłudze i raczej nie sprawiają niespodzianek. Nie mają natomiast tej trwałości, co wypełnienia bawełniane i wełniane, gdyż po jakimś czasie lekko się uleżą i sklapną, ale są też najłatwiejsze w późniejszej konserwacji.
Grubość... Jeśli chcecie uzyskać głębszy relief przy quiltingu, użyjcie grubszej ociepliny. Tutaj małe spostrzeżenie, wynikające z wieloletniej praktyki ;) Lepszy efekt uzyskamy, gdy weźmiemy dwie (lub więcej) warstwy ociepliny, niż jedną grubą. Cienka ocieplinka jest delikatniejsza, gruba natomiast bardzo sztywna. Same poeksperymentujcie - jeśli złożycie razem np. 3 osiemdziesiątki, osiągniecie fajniejszą strukturę, niż przy zastosowaniu jednej, grubszej warstwy. Poza tym takie "wielowarstwowe" patchworki są cieplejsze, być może dlatego, że pomiędzy warstwami zawsze zadomowi się trochę powietrza ;)
Następna sprawa - farbowanie... Niestety, wiele bawełnianych tkanin farbuje. Możemy próbować techniki tzw. hartowania, poprzez moczenie w gorącej i zimnej wodzie, płukanie w soli, occie itd. Niekiedy i to nie pomaga. Czy taka tkanina, przy któtej te wszystkie sposoby zawodzą, jest niskiej jakości? Nie!!! Wiele tkanin bardzo wysokiej jakości ma tendencje do farbowania! Czasami warto popróbować ze skrawkami tkanin, których chcemy użyć w patchworku, ponieważ może zdarzyć się tak, że pozostałe tkaniny nie złapią barwnika tkaniny farbującej. Naprawdę! A jeśli nic już nie skutkuje? Hmm... W Stanach czy Kanadzie mają takie środki, jak Retayne lub Synthrapol, niedostępne praktycznie w Polsce (ja przynajmniej nie spotkałam), więc jeśli ktoś nie szyje quiltów zawodowo, to sprowadzenie ich może być nieopłacalne... Hmm, farbowanie... Co ciekawe, w krajach, gdzie patchwork i quilting mają długą tradycję, ta wada tkanin aż tak nie razi. Dawno temu stosowano do barwienia tkanin prawie wyłącznie naturalnych barwników, które bardzo "puszczały", więc patchworki z natury były "pomazane". Dzisiaj wiele z tych, które przetrwały, osiąga zawrotne ceny na targach, aukcjach czy w sklepach z antycznymi quiltami. Patrzycie na nie i mówicie: "Ale na nich nie ma nawet śladu po jakimkolwiek farbowaniu". Nie ma! Nie ma, bo z biegiem czasu z tkaniny, która farbowała wymyło się to, co wymyć się mogło, natomiast tkaniny, które niechcący przy pierwszych praniach nieco tego barwnika chwyciły, po latach zostały z niego wypłukane! Naprawdę! Dlatego szyjcie, nie martwcie się tym, że farbuje, ewentualnie próbujcie łączyć tkaniny tak, by tkanina, która niechcący złapie barwnik jak najmniej na tym cierpiała wizualnie, cieszcie się tymi patchworkami, bo... No, właśnie... Bo z patchworkami jest jak z ludźmi - niekoniecznie musi być idealny w każdym calu, by móc go pokochać. Czasami ten, który ma dużo wad (wewnętrznych i zewnętrznych), który na pierwszy rzut oka wydaje się "brzydalem", starym, spranym, połatanym, jest wspaniały, kochany i daje nam więcej ciepła, miłości, przyjemności i bezpieczeństwa niż nowiutkie cacko ze sklepu.
Przy okazji tego wpisu pragnę cieplutko pozdrowić pewną intrygującą osobę z Belfastu, która kilka dni temu wpadła na mojego bloga i ugrzęzła w nim na dobre ;) Mrugam prawym oczkiem ;))) Mrugam lewym oczkiem ;)))))... i życzę w dalszym ciągu miłej lektury ;P

Pledzik dziecięcy o wymiarach: 100 x 150 cm. Mam nadzieję, że Joshua jest z niego zadowolony ;)
A tak dla przykładu - w środku ma 4 warstwy ociepliny 80'... ;)))

7 komentarzy:

  1. Poczytuję Twój blog od dawna i dziękuję za "zarażenie" mnie patchworkiem :) A dziś dziękuję szczególnie za bezinteresowne i praktyczne rady.
    Wiele z tego, o czym piszesz, np kurczenie się ociepliny, przytrafiło się i mnie - a to takie zniechęcające dla nowicjusza...
    O wsadzie wełnianym myślę od dawna, bo w naszych warunkach klimatycznych wydaje się być bardzo na miejscu ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiele niezwykle przydatnych informacji - dziękuję :) A pledzik super :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny post pełen konkretnych informacji ,właśnie szukałam czegoś na temat wypełnień do kołder bo chcę uszyć swoim dzieciom i dzięki Twojemu postowi wiem że warto wydać więcej na porządne wypełnienie wełniane ,dziękuję :)
    Chciałam jeszcze dodać że blog jest świetny bardzo chętnie i często tu zaglądam ,pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo przydatne :) A do tego fajnie się czyta :) Zaglądam i podglądam. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. A i ważne mam pytanie. Jak jest z łączeniem wypełnienia? Tzn. Jeżeli wymiar narzuty wymaga połączenia 2 kawałków wypełnienia to:
    1. W jaki sposób najlepiej je połączyć?
    2. Jak takie połączenie zachowa się w przyszłości?
    Z góry dziękuję z odpowiedź.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja łączę "na styk", ściegiem na tzw. okrętkę :) Najpierw jedną, potem w drugą stronę (wyjdą spore krzyżyki). Jak zachowa się w przyszłości? Patchwork z zasady pikujemy, więc quilting (ręczny lub maszynowy) i tak przytrzyma łączenia.

      Usuń