sobota, 11 sierpnia 2012

Dzień Ciszy, Deszczu i Tęczy

Cicho w domu... Zostałyśmy same z Dalią (aczkolwiek przed godziną dołączył do nas jej facet ;D). Zwierzaki, niby obecne, porozłaziły się po kątach. Ke Tonga, która przez kilka ostatnich dni pożerała wszystko i to w takich ilościach, że zaczynałam podejrzewać, iż robi to celowo, by osiągnąć wielkość swoich kuzynów z Galapagos, "zaległa" na dobre w łazience. To znak, że dryfujemy w stronę jesieni, kochani ;)... Nuka znów niedomaga, jak to mówi moja starsza córcia. Po czerwcowych sensacjach, kiedy to zatruła się jakimś świństwem pochłoniętym podczas spaceru i cudem przeżyła, fundując sobie specjalną dietę do końca życia, dzisiaj znów "wydaliła" i pyskiem, i odbytem nie to, co wydalić powinna i nie w takiej konsystencji :/ Przeleżała cały dzień w koszyku, bez ochoty na mięciutki tapczan, ale wygramoliła się, kiedy zobaczyła na stole arbuza ;) Bo musicie wiedzieć, że mój pies uwielbia arbuzy ;)))... ale nie tym razem, moja mała :)))
Cyntię z kolei OMD zabrał do babci. Może dzieciak odreaguje stres, zafundowany przez jakiegoś złodziejaszka, który przedwczoraj zajumał jej rower z piwnicy. Kurczę, żal mi córci, bo to był jej ukochany rower. Pięć rowerów w wózkarni, a buchnęli akurat jej, tylko ten jeden! Z drugiej strony był najładniejszy i chyba najdroższy. Dodatkowy stres dla niej, to wizyta na komisariacie późnym wieczorem - pytania, zeznania, opisy... Cóż, biednemu zawsze wiatr w oczy... Grey Wolf pisze mi wczoraj: "no proszę, co to w mieście się dzieje ;)", a ja mu na to, że jak u niego mu coś buchną, to przynajmniej może podejrzewać, że to "przez płot" i zostanie niejako w rodzinie :))) Ale to takie nasze żarty, żeby odreagować nieprzyjemną sytuację.
Za to dzień dzisiejszy, mimo iż chłodniejszy, pięknymi "niespodziankami" zrekompensował wszystko. Krótkotrwałe, wyjątkowo ulewne deszcze, wręcz nawałnice z pojedynczych, niezbyt dużych, ale za to groźnie czarnych chmur, fundowały nam przepiękne widowiska. Stałyśmy jak wryte na balkonie, wpatrując się w pionowe ściany deszczu, podczas gdy dookoła świeciło przepiękne słońce, odbijając się złotem w każdej kropli. I tęcza za tęczą, tęcza za tęczą, tęcza za tęczą... Jak w bajce!

Podusia z kotkiem, do której w ubiegły weekend "przytuliła" się Pani Maria z Lubonia ;) 40 x 40 cm.
Kici, kici, kici ;)))

1 komentarz:

  1. Hello from Colorado, USA. I love this pillow! It is so cute and whimsical - makes me smile. :)

    OdpowiedzUsuń