niedziela, 26 sierpnia 2012

Pociąg...

Natan pierwszy raz jechał pociągiem :) Już od dłuższego czasu miał taką wycieczkę obiecaną, a że czas ucieka, należało obietnicę spełnić. Jechał już wszystkim: samochodem, autobusem, wielką terenówką leśniczego na "janco", kolejką "Maltanką" do poznańskiego zoo, siedział na kolanach kierowcy w ogromnej ciężarówce i na prawdziwie kultowym Harleyu. Przemierzył też kilkaset metrów na grzbiecie konia i... osła, ale prawdziwy, duży pociąg pozostawał w sferze jego marzeń. Do czasu...
Fascynacje kolejowe rozpoczęły się już na etapie kasy biletowej.
- Do cemu cekamy?
- Trzeba kupić bilet.
- Natanu tes?
- Nie, ty nie musisz mieć biletu. Jesteś jeszcze za mały.
- Chce bilet! - Od jakiegoś czasu już jest "chce" zamiast "kce"!
- Natanielku, ty nie musisz mieć biletu!
- Chce bilet! Chce bilet!!!
Pani w kasie mruga porozumiewawczo i bardzo poważnym tonem rzecze:
- Oj, taki duży chłop musi mieć własny bilet! Poczekaj chwilkę! 
Szpera przez chwilę pod biurkiem to tu, to tam, wyciąga coś, co zapewne kiedyś biletem było, ale swoje przeszło, na co wskazują liczne zabrudzenia, zagniecenia i artystyczne esy-floresy, i podaje Natanowi. Mały zachwycony, ogląda z uwagą swój nowy skarb, po czym korzystając z pomocy, składa go w niezbyt zgrabną kostkę i chowa do bocznej kieszonki na nogawce bojówek.
Trasa: kasa biletowa - peron okazuje się być wypełniona dodatkowymi atrakcjami, które trzeba dotknąć i pomacać. Ileż to kolorowych i fascynujących guzików na wszelkich "patatajkach", automatach z napojami, zabawkami rodem z Chin, batonami! Nawet automat z prezerwatywami stał się punktem zainteresowania! Całe szczęście, że wszelkie te "atrakcje" działają tylko po załadowaniu ich odpowiednią monetą, inaczej dworzec zamieniłby się w wesołe miasteczko, pełne hałasu, wygrywanych melodyjek i innych bliżej nieokreślonych dźwięków wydawanych przez automaty, wypluwające z siebie całą swoją zawartość!!!
Peron... Mały wychodzi wprost na baaardzo długi skład wagonów i oszołomiony tym widokiem powtarza bez przerwy:
- Duuuzy tamwaj! Duuuuuuzy tamwaj!!!
- To nie jest tramwaj, kochanie. To pociąg!
Cóż, co innego oglądać pociąg na obrazku, w telewizji bądź z mostu, jadąc tramwajem, kiedy kolos wydaje się jednak malutki, a co innego stanąć z nim face to face ;))) 
W wagonie każde siedzenie zostaje pomacane i sprawdzone pod kątem użyteczności, a okna podotykane fachowo, coby się upewnić, czy podczas jazdy nie wypadną :D
Przez ciąg wagonów przemyka konduktor.
- Pojicant! Gdzie ma piśtojet?
- To nie policjant! To pan konduktor. Kiedy pociąg ruszy, będzie sprawdzał bilety.
- Natanu tes? Tak?
- Jeśli pokażesz konduktorowi swój bilet, to pewnie też sprawdzi.
Natan z troską obmacuje kieszonkę w swoich bojówkach sprawdzając, czy bilet - relikwia wciąż tam tkwi, ale wzrok jego natychmiast przyciąga składany stoliczek... Złożony, rozłożony, złożony, rozłożony... Klik, klik, klik, klik... Mały Leonardo da Vinci z powagą w oczach rozkminia skomplikowaną konstrukcję stoliczka, oglądając go z prawej strony, z lewej strony, z góry, z dołu, sprawdzając każdą śrubkę i wycierając przy okazji spodniami podłogę w wagonie ;)
Chwila odpoczynku... Kilka łyków soczku z butelki i zlustrowanie pasażerów, którzy wsiedli do pociągu w czasie, kiedy mały był zajęty stolikiem. Wzrok Nataniela zatrzymuje się na pani siedzącej "po przekątnej", a właściwie na tym, co przed nią, ponieważ pani jest w baaardzo zaawansowanej ciąży, praktycznie "na ostatnich nogach".
Natan jeszcze nie bardzo rozumie, że pewne sytuacje wymagają dyskrecji i swoje sądy i uwagi wyraża zawsze szczerze, nieskrępowanie, ciągle na tym samym poziomie decybeli ;) Dlatego wszyscy wokół najpierw zamierają, a potem wybuchają śmiechem w momencie, gdy maluch stwierdza:
- Pani ma duuuuzy bzuch! Do cemu pani ma duzy bzuch?!
- Bo ta pani jest w ciąży i nosi w brzuszku małego dzidziusia.
Mały zaskoczony i zafascynowany jednocześnie, cały czas wlepiając wzrok w brzuch współpasażerki, pyta:
- Dzidziusia? Tak? A do cemu?
- Bo każdy dzidziuś zanim się urodzi, rośnie najpierw w brzuszku swojej mamy. Ciebie też twoja mama nosiła kiedyś w brzuszku.
- Tak? A dzidziuś Natanu widzi? Tak?
- Nie, nie widzi. 
- A do cemu? A dzidziuś śpi? Tak?
- No, chyba śpi.
- A kiedy wijdzie z bzusku?
- Nie wiem, może za kilka dni.
Ludzie w pociągu przysłuchują się rozbawieni...
- A jak dzidziuś wijdzie z bzusku?
Pani w ciąży prawie spłakana ze śmiechu, ale widać, że cała akcja bardziej ją bawi niż krępuje, a malec wzbudza w niej wyraźną sympatię.Sytuacja robi się niebezpieczna, kiedy Natan zaczyna drążyć i najwyraźniej zmierza do niepożądanej, przyspieszonej edukacji, ale dzieci się nie okłamuje, więc...
- No, przez taki mały otworek.
- Pzes otwojku? Tak? A do cemu? A gdzie jest otwojek?
Ufffff!!!
- No, każda pani ma taki otworek, przez który wychodzi dzidziuś.
- A Natan tes ma taki otwojek? Tak?
Dziewczyna naprzeciwko parska niepohamowanym śmiechem i wtula się w siedzącego obok chłopaka, który też nie może opanować rozbawienia.
- Nie chłopcy i panowie nie mają takich otworków. Tylko panie mają takie otworki, ponieważ tylko panie rodzą dzieci.
Myślicie, że na tym się skończyło?! Błąd! Mały wzrokiem hipnotyzera wpatruje się w brzuch kobiety i drąży dalej:
- A gdzie pani ma taki otwojek? W bzusku? Tak? Chce zobacyć taki otwojek!
Teraz to już wszyscy kwiczą. Aż dziw, że kobieta nie urodziła w pociągu, bo brzuch faluje jej od spazmatycznego śmiechu.
- Nie możesz zobaczyć. Poza tym taki otworek jest pod ubraniem.
- Ale gdzie?! Chce zobacyć!!!
- Nie możesz. Każda pani ma taki otworek na pupie.
Mały aż otwiera usteczka ze zdziwienia.
- Na pupie? Tak? Otwojek na pupie? Otwojek do dzidziusiu na pupie? Tak? Dzidziuś wijdzie z otwojku na pupie? Tak??? Do szedeszu??? Tak? Dzidziuś wijdzie do szedeszu???
W tym momencie nie ma chyba w wagonie pasażera, któremu nie ciekną łzy ze śmiechu.
Po raz kolejny dała znać o sobie logika małego dziecka. Dziecko dokonało przyporządkowania :) Skoro wszystkie "otworki" na pupie są przyporządkowane do takiego urządzenia, jak sedes, ponieważ wszystko, co wydalają, ląduje w sedesie, to automatycznie dzidziuś także został do niego przyporządkowany! Może wstrząsająca, ale jednak logika :)))

Trzy prace, które ostatnio wykonałam na zlecenie Pani Ewy... Pojechały już do Warszawy ;)

Poduszka patchworkowa 40 x 60 cm z elementami dżinsowymi i troczkami do wiązania...


Poduszka z kotkiem - 30 x 40 cm...




...i woreczki - 40 x 40 cm.



7 komentarzy:

  1. Ja też popłakałam się ze śmiechu :D
    A poduchy i woreczki urocze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak to dobrze, że mały ma kogoś kto go tak bardzo kocha...Pozdrawiam Małgosiu serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Śmieję się tu cały czas. I dobrze! " Od rana mam dobry humor..." :))) jak w piosence ;)
    A dokąd dojechaliście tym pociągiem?
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. "Wesoły pociąg" przebył trasę: Bydgoszcz - Poznań :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. No, takie dziurki zakazane ;)..szkoda, że jednak nie urodziła w tym pociągu..i szkoda, że nie parowozem :)

    OdpowiedzUsuń
  6. No i przynajmniej wygadany chłopak..tu dzieciaki takie bojące, ani be ani me..

    OdpowiedzUsuń