środa, 26 grudnia 2012

W świątecznym zadumaniu...

Boże Narodzenie to dla mnie zawsze czas przemyśleń. Nie chodzi mi jednak o "zadumania" religijne, ponieważ ta otoczka religijna związana ze świętami jest mi obca, ale o takie zwykłe, ludzkie podsumowania. W tych dniach, jak w żadnych innych, wspomnienia tego, co się wydarzyło, bombardują mnie emocjonalnie ze zdwojoną siłą. Podwójnie cieszą rzeczy dobre, które miały miejsce w minionych miesiącach, podwójnie bolą też krzywdy wyrządzone na mojej osobie. To takie uczucie rozpierającej od wewnątrz radości, zroszone łzami kapiącymi do środka... Trzy dni przeznaczone na rozrachunek ze światem i samym sobą...
To takie dni, kiedy "wyłazi", kto jest ze mną, a komu ze mną nie po drodze. Stąd te moje słynne już wśród znajomych "kartki oczyszczające", które piszę mniej więcej od połowy października, by zdążyć przed wigilijnym porankiem i wysłać je masowo. "Kartki", które w mniejszej bądź większej ilości zdań zawierają słowa: dziękuję za... , przepraszam za... , proszę o..., pamiętam, że..., chciałabym,  aby... i wiele innych, którymi za coś chcę podziękować, którymi coś chcę naprawić, w których chcę czegoś życzyć. W tym roku wysłałam ich 56, spośród 58 napisanych (z dwóch "wstrzymanych" jedna poszła do "kosza", gdyż stwierdziłam, że wysłanie jej nie ma już sensu, druga z kolei "leży" zapisana w kopiach roboczych, obok swoich poprzedniczek z dwóch lat ubiegłych, ponieważ... no, mniejsza o to...). Kilkoma z wysłanych kartek udało się "połatać" to czy tamto lub chociaż wyjaśnić nieporozumienia; innymi - umocnić to, co i tak jest mocne, jak skała.
Święta, to także czas nieustannych powtórek w naszej polskiej telewizji, na które ja rokrocznie psioczę ;) Czasami trafi się jednak filmy, który obejrzę razem z dzieciakami, i który pozwoli nam się wspólnie nad czymś "zatrzymać". Wczorajszego wieczoru - film, w którym Emma Thompson w kapitalny sposób zagrała niezbyt urodziwą nianię, obdarzoną magiczną mocą. I jedno zdanie wypowiedziane przez nią w tym filmie: "Gdy mnie nie lubicie, ale potrzebujecie, zostaję. Gdy mnie lubicie, ale nie potrzebujecie - odchodzę." To zdanie, to takie walnięcie w głowę, ponieważ nagle zdałam sobie sprawę z tego, że ja czasami tak właśnie postępuję! Postąpiłam tak także w tym roku, kiedy rzucone w moim kierunku słowa: "Ale ja cię uwielbiam" w rzeczywistości były cały czas podszyte czynami o treści: "Nie potrzebuję cię!" W takim wypadku nie pozostało mi nic innego, jak przestać robić za piąte koło u wozu i postąpić niczym "magiczna niania".

Moja przedświąteczna wizyta w bibliotece też w konsekwencji wymusiła łańcuszek przemyśleń. Na którejś półce przykuła moją uwagę książka Bożeny Figarskiej "Seksualność sukcesu i pieniędzy". Zapewne bardziej ze względu na intrygujący tytuł niż treści, na jakie wskazywał. W każdym razie wypożyczyłam i zaczęłam czytać. Dobrnęłam z łatwością do połowy, bo książka okazała się świetnie, lekko napisana i fajnie się ją czytało. Przedtem nic nie wiedziałam o autorce, gdyż po tego typu książki sięgam dość rzadko, więc naładowana pozytywnie zaczęłam szperać w Internecie... Same pozytywy: osoba niczym wulkan energii, przekuwająca w sukces wszystko, czego się dotyka, realizująca krok po kroku wszystkie wyznaczone sobie cele, niezwykle pozytywny i ciepły człowiek, psychoterapeuta, potrafiący pomóc i postawić na nogi wielu ludzi. Niezwykle ceniony trener rozwoju osobistego, samokontroli umysłu metodą Silvy, chwalący NLP i wszelkie techniki, które mogą pomóc człowiekowi w osiągnięciu szczęścia w jakiejkolwiek postaci! Osoba, która swoimi książkami i własnym postępowaniem wręcz krzyczy do człowieka - niedowiarka: "Możesz wszystko, tylko uwierz, że możesz!" Szperam w tym necie, i szperam, aż... szok! Pani Bożena Figarska w roku 2008 popełniła samobójstwo :( Rzuciłam się do książki, by sprawdzić rok wydania - 2004. Cztery lata przed tragiczną datą! Zastanawiam się, co musiało się stać, by osoba z takim potencjałem podjęła taki krok. Czy w którymś momencie zawiódł  "system", czy upadła "wiara" (w cokolwiek lub kogokolwiek)? Zagadka... Póki co nie chce mi się skończyć czytania książki. Może sięgnę po nią w przyszłości...


1 komentarz:

  1. Otoczka związana ze świętami też jest mi obca. Ale też wykorzystuję ten czas na zadumę i przemyślenie. Nie wierzę w książki typu "Potęga optymizmu". To, jak skończyła pani Figarska świadczy tylko o tym, że pisała na tematy, które się sprzedają. Ludzie nie radzą sobie ze światem i szalonymi zmianami, które zaszły za ich życia, więc szukają recept. Więc psychoterapeutom też nie wierzę:) Więc jak żyć? Dniem dzisiejszym, tu i teraz. To moja tegoroczna refleksja. Pozdrawiam Cię serdecznie

    OdpowiedzUsuń