sobota, 29 grudnia 2012

Prośba: zadbajcie o bezpieczeństwo swoich zwierząt w Sylwestra!

Jeszcze dwa dni do Sylwestra, a my, animalsi, już mamy pierwsze niepokojące zgłoszenia. A to komuś pies zerwał się ze smyczy, a to znaleziono jakieś trzęsące się nieszczęście z obrożą lecz bez chipa w krzakach nad Wartą, a to biegający kundelek, ciągnący za sobą smycz i nie dający się złapać, za którym kolega - animals ugania się przez pół Poznania... Od kilku dni słyszymy durne, "próbne" wystrzały, chociaż podobno przepisy mówią o tym, że można tylko w Sylwestra i Nowy Rok :/ Tylko kto to kontroluje? Najbardziej, jak co roku, cierpią na tym nasze zwierzaki. Dlatego proszę Was, dla dobra naszych zwierząt i naszego spokoju, przypnijcie chociaż na tych kilka dni swoim zwierzakom adresatki z imieniem zwierzaka i swoim numerem telefonu. Nawet, jeśli zwierzak jest zaczipowany, adresatka daje o wiele więcej. Jeśli ucieknie nam psiak, a znajdzie go jakaś prywatna osoba, to wiadomo, że nie jest ona w posiadaniu czytnika czipowego i łatwiej namierzy nas po adresatce. W ogóle, wtedy cała "procedura poszukiwawcza" staje się o wiele bardziej skuteczna nawet dla nas - animalsów.
Słyszałam wielokrotnie tłumaczenia właścicieli, że ich pies nie potrzebuje, ponieważ nie boi się wystrzałów, wręcz stanowi to dla niego sygnał do zabawy. Zgadza się - są też takie psy, ale pamiętajmy, że nawet jeśli pies przejawiał tego typu "fascynacje" przez kilka lat, to nie mamy pewności, że w tym roku będzie tak samo. To żywa istota, której "preferencje" także z wiekiem się zmieniają! To troszkę tak, jak z nami: kiedy byliśmy dzieciakami, fascynował nas huk, petardy, błyski itd., ale z biegiem lat nam przechodzi i dzisiaj niekoniecznie lubimy cały ten "sylwestrowy bałagan"!
W ubiegłym roku mieliśmy przypadek owczarka niemieckiego, który zareagował strachem na huk petard za płotem, u sąsiada, przeskoczył wysoki płot... i tyle go widziano. Na szczęście animalsi znaleźli go po tygodniu. Właściciele właśnie tym się tłumaczyli, że pies NIGDY przedtem nie reagował strachem. Hmm... Nigdy, aż przyszedł ten pierwszy raz, niestety :(
Dlatego proszę Was, jeśli dotychczas tego nie zrobiliście, byście poświęcili kilka minut, porobili adresatki i natychmiast przypięli do obroży swojego pupila! To nie musi być nic skomplikowanego o "artystycznym" wyrazie ;) Ot, zwykły kawałek plastiku, sztywnej folii, na której napiszecie niezmywalnym markerem imię psa i swój numer telefonu. Dziurka zrobiona dziurkaczem lub grubą igłą, kawałek sznurka, mocnej nitki, żyłki i... o ileż bezpieczniejszy będzie Wasz zwierzak, a Wy spokojniejsi!

Nigdy tego nie robię, ale jeśli tym razem podlinkujecie ten post na swoich blogach, fejsie czy gdziekolwiek, to się nie obrażę, a wręcz przeciwnie - uznam, że przyniesie to wszystkim wielką korzyść.
W imieniu swoim, wszystkich animalsów w Polsce i... wszystkich zwierzaków z góry dziękuję ;)





środa, 26 grudnia 2012

W świątecznym zadumaniu...

Boże Narodzenie to dla mnie zawsze czas przemyśleń. Nie chodzi mi jednak o "zadumania" religijne, ponieważ ta otoczka religijna związana ze świętami jest mi obca, ale o takie zwykłe, ludzkie podsumowania. W tych dniach, jak w żadnych innych, wspomnienia tego, co się wydarzyło, bombardują mnie emocjonalnie ze zdwojoną siłą. Podwójnie cieszą rzeczy dobre, które miały miejsce w minionych miesiącach, podwójnie bolą też krzywdy wyrządzone na mojej osobie. To takie uczucie rozpierającej od wewnątrz radości, zroszone łzami kapiącymi do środka... Trzy dni przeznaczone na rozrachunek ze światem i samym sobą...
To takie dni, kiedy "wyłazi", kto jest ze mną, a komu ze mną nie po drodze. Stąd te moje słynne już wśród znajomych "kartki oczyszczające", które piszę mniej więcej od połowy października, by zdążyć przed wigilijnym porankiem i wysłać je masowo. "Kartki", które w mniejszej bądź większej ilości zdań zawierają słowa: dziękuję za... , przepraszam za... , proszę o..., pamiętam, że..., chciałabym,  aby... i wiele innych, którymi za coś chcę podziękować, którymi coś chcę naprawić, w których chcę czegoś życzyć. W tym roku wysłałam ich 56, spośród 58 napisanych (z dwóch "wstrzymanych" jedna poszła do "kosza", gdyż stwierdziłam, że wysłanie jej nie ma już sensu, druga z kolei "leży" zapisana w kopiach roboczych, obok swoich poprzedniczek z dwóch lat ubiegłych, ponieważ... no, mniejsza o to...). Kilkoma z wysłanych kartek udało się "połatać" to czy tamto lub chociaż wyjaśnić nieporozumienia; innymi - umocnić to, co i tak jest mocne, jak skała.
Święta, to także czas nieustannych powtórek w naszej polskiej telewizji, na które ja rokrocznie psioczę ;) Czasami trafi się jednak filmy, który obejrzę razem z dzieciakami, i który pozwoli nam się wspólnie nad czymś "zatrzymać". Wczorajszego wieczoru - film, w którym Emma Thompson w kapitalny sposób zagrała niezbyt urodziwą nianię, obdarzoną magiczną mocą. I jedno zdanie wypowiedziane przez nią w tym filmie: "Gdy mnie nie lubicie, ale potrzebujecie, zostaję. Gdy mnie lubicie, ale nie potrzebujecie - odchodzę." To zdanie, to takie walnięcie w głowę, ponieważ nagle zdałam sobie sprawę z tego, że ja czasami tak właśnie postępuję! Postąpiłam tak także w tym roku, kiedy rzucone w moim kierunku słowa: "Ale ja cię uwielbiam" w rzeczywistości były cały czas podszyte czynami o treści: "Nie potrzebuję cię!" W takim wypadku nie pozostało mi nic innego, jak przestać robić za piąte koło u wozu i postąpić niczym "magiczna niania".

Moja przedświąteczna wizyta w bibliotece też w konsekwencji wymusiła łańcuszek przemyśleń. Na którejś półce przykuła moją uwagę książka Bożeny Figarskiej "Seksualność sukcesu i pieniędzy". Zapewne bardziej ze względu na intrygujący tytuł niż treści, na jakie wskazywał. W każdym razie wypożyczyłam i zaczęłam czytać. Dobrnęłam z łatwością do połowy, bo książka okazała się świetnie, lekko napisana i fajnie się ją czytało. Przedtem nic nie wiedziałam o autorce, gdyż po tego typu książki sięgam dość rzadko, więc naładowana pozytywnie zaczęłam szperać w Internecie... Same pozytywy: osoba niczym wulkan energii, przekuwająca w sukces wszystko, czego się dotyka, realizująca krok po kroku wszystkie wyznaczone sobie cele, niezwykle pozytywny i ciepły człowiek, psychoterapeuta, potrafiący pomóc i postawić na nogi wielu ludzi. Niezwykle ceniony trener rozwoju osobistego, samokontroli umysłu metodą Silvy, chwalący NLP i wszelkie techniki, które mogą pomóc człowiekowi w osiągnięciu szczęścia w jakiejkolwiek postaci! Osoba, która swoimi książkami i własnym postępowaniem wręcz krzyczy do człowieka - niedowiarka: "Możesz wszystko, tylko uwierz, że możesz!" Szperam w tym necie, i szperam, aż... szok! Pani Bożena Figarska w roku 2008 popełniła samobójstwo :( Rzuciłam się do książki, by sprawdzić rok wydania - 2004. Cztery lata przed tragiczną datą! Zastanawiam się, co musiało się stać, by osoba z takim potencjałem podjęła taki krok. Czy w którymś momencie zawiódł  "system", czy upadła "wiara" (w cokolwiek lub kogokolwiek)? Zagadka... Póki co nie chce mi się skończyć czytania książki. Może sięgnę po nią w przyszłości...


poniedziałek, 24 grudnia 2012

Wigilijnie...

Jest wigilijny wieczór i nareszcie moja rzeczywistość przyhamowała. Ostatnie tygodnie to było życie na przyspieszonych obrotach i praca od rana do wieczora. Jakie to szczęście, że kocham moją pracę, bo nie wyobrażam sobie, jak mogłabym gnać tak bez opamiętania w czymś, z czym nie jest mi po drodze. Tym bardziej, że po listopadowym wypadku cały czas żyłam w przyjaźni z lekami przeciwbólowymi, bo bez tego nie usiadłabym przy maszynie. Jest lepiej, ale są dni, gdy ból podstępnie przypomina o sobie i "łapie" mnie to za lewe ramię, to za prawe biodro ;) W każdym razie nie dałam się i oto co powstało we wspomnianych wyżej bólach:

Wielgachny pled o wymiarach 250 x 250 cm, który rzutem na taśmę zdążyłam przed świętami, i który w piątek dotarł do Pani Małgosi, mieszkającej w przepięknym miejscu - stadninie koni pod Przemyślem... Pled szyty dla dwojga młodych ludzi, z których jedno lubi konie, a drugie góry ;) Chciałam, by ani koń, ani góra nie były zbyt "dosłowne", by żadne nie dominowało, ale artystycznie tworzyło spójną, uzupełniającą się i zgraną całość. Czy mi się udało? Myślę, że tak ;P
Ach! Muszę wam się pochwalić, że pierwszy prezent dostałam już pod koniec ubiegłego tygodnia i jest to prezent od Natana, wykonany przez niego własnoręcznie :)
Dzieło przedstawia... sowę ;) Jest to więc druga sowa, jaką dostałam od naszego małego artysty (tę na obrazku z ubiegłego roku cały czas mam, chociaż masło orzechowe, którym owa sowa została nakarmiona już dawno się wykruszyło, pozostawiając wielką, tłustą plamę). Cały czas intrygowało mnie, co "to-to" żółte na głowie, ale Natan bez zastanowienia orzekł, że to słońce, więc... Hmm... No, nie pytajcie mnie, dlaczego "zowa" na głowie dzierży słońce, bo nie wiem i zapewne sam artysta też nie ;))) Widać, taka wizja :D

A z okazji Świąt życzę Wam wszystkim zdrowia, pogody ducha, wyhamowania w rodzinnej atmosferze od wszelkich wariactw tego świata i każdego świątecznego dnia możliwości wsłuchania się w ciszę choć na chwilkę. No, a kolegom - rękodzielnikom nabrania "mocy", bo za kilka dni czeka nas wszystkich to, co... najbardziej "lubimy"... czyli INWENTURA :D



niedziela, 2 grudnia 2012

3 grudnia Dniem Darmowej Dostawy

Dzień 3 grudnia ogłoszono Dniem Darmowej Dostawy w sklepach internetowych, które zechcą przystąpić do tego projektu. Inicjatywa, obecna na naszym rynku od kilku lat, cieszy się wśród klientów coraz większą popularnością, bo - nie ukrywajmy - sporą część kasiorki za dokonane w sieci zakupy pochłaniają koszty przesyłki. Biorąc pod uwagę, że za kilka tygodni święta, jest to również świetna okazja do zakupu prezentów w niższych cenach.
W tym roku w akcji bierze udział między innymi Galeria "Brocante", w której troszkę moich prac także się znajduje, więc jeśli ktoś jest zainteresowany, to serdecznie zapraszam:

http://brocante.pl/uzytkownicy/dostepne-produkty-galeria/uzytkownik/shayneen


Jest troszkę poduszek patchworkowych, woreczków, zawieszek, haftowanych ręcznie drobiazgów, no i oczywiście patchworkowych wianków, m. in. ten - wybitnie dla kogoś, kto lubi sobie w środku zimy powspominać o lecie i szumie morza ;P Na oryginalnej, rybackiej sieci prosto z Ustki wykonany! :)))




Tydzień fizycznego cierpienia

W poniedziałkowe popołudnie byłam uczestnikiem bardzo nieprzyjemnego w skutkach wypadku, który skutecznie wykluczył mnie z "życia społecznego", niejako "unieruchomił" i uzależnił od leków przeciwbólowych - jak to określiła moja animalsowa koleżanka: "wypadku z psem w tle". My, animalsi, tak już mamy, że w nasze zwierzolubne życie wpisane są różne mniej lub bardziej niebezpieczne sytuacje, ale akurat zwierzaczki nie są temu winne, lecz jak zwykle - człowiek... W każdym razie ja, osoba unikająca jak ognia leków przeciwbólowych, muszę być przez jakiś czas dla nich miła, by pozwoliły mi normalnie funkcjonować ;) W piątek dzięki tabletkom mogłam pójść na pogrzeb osoby bardzo mi bliskiej, a od wczoraj z wielkim impetem ponownie zasiąść do maszyny :) Rozgrzewka musi być, ponieważ jutro rozpoczynam pracę nad wielgachnym pledem - 250 x 250 cm i muszę nieźle naginać, bo czas nagli.

Dzisiaj "drobnica", czyli popularna śniadaniówka, zwana z "angielska" lunch bag ;) Ta uszyta na zamówienie w wersji dżinsowej ;)