poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Dołączyłam oficjalnie do yerbaciarzy...

...chociaż określenia poyerbani i yerbnieci też są mi znane ;))) Co prawda Yerba Mate piję już od jakiegoś czasu (rok z hakiem?), ale to moje picie było iście amatorskie, ponieważ odbywało się metodą tradycyjną, tzn. zwykły kubek lub filiżanka. Zawsze obiecywałam sobie, że pewnego dnia zainwestuję w sprzęt "profesjonalny", by przekonać się, co jest takiego magicznego w tradycyjnym piciu yerby, a czym zachwycają się wszyscy yerbnięci ;)
     O ile jestem słowna w obietnicach składanych innym, o tyle obietnice składane samej sobie odwlekają się w nieskończoność. Dlatego ogromną radość sprawił mi prezent urodzinowy, jaki otrzymałam w piątkowe popołudnie od moich domowników - w pełni "profesjonalny" zestaw do Yerba Mate: matero z tykwy i bombilla!
     Oczywiście matero zostało od razu poddane procesowi Currado, oczyszczone i w ogóle! Pełen rytuał! ;))) I teraz pytanie do wszystkich, którzy piją yerbę w sposób tradycyjny: czy wasza yerba z tykwy też jest taka gorzka? O wiele bardziej gorzka, niż zaparzona np. w zwykłym kubku? Mam nadzieję, że znajdzie się jakiś znawca, który oświeci początkującą. Będę wdzięczna za wszelkie porady i sugestie ;))) Nadmieniam, że tykwa jest przygotowana prawidłowo, woda też ma temperaturę prawidłową, a yerba tego samego gatunku, jaki preferowałam dotychczas.

     A na koniec piesek - poduszka, uszyty w technice patchworku klasycznego, który ma już swoją małą, dwuletnią Panią ;)))



6 komentarzy:

  1. Śliczny piesek! Bardzo słodki i taki łaciaty! :-)

    Pijam czasami yerbę, ale właśnie moja z tykwy jest niesmaczna. Ale i ze zwykłego jest niedobra, więc myślałam, że nie za dobry gatunek herbaty kupiłam....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, ja też czasowo odstawiłam tykwę na półeczkę i wróciłam do picia z kubeczka ;) Ale z bombilli korzystam ;)

      Usuń
  2. Wpadłam na twojego bloga całkiem przypadkowo i powiem ci, że nadziwić się nie mogę. Mam istny niedosyt. Tyle tego tu masz i takie cudeńka. Pluszaczki, kołderki, podusie... Nie sądziłam, że ktoś jeszcze ma w sobie takie pasje. Mam nadzieje, że nigdy nie nadejdzie dla ciebie dzień, w którym mogłabyś się wypalić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, miło mi, miło ;) Wiesz, ja z moim "życiowym" ADHD muszę mieć różnorodność i to przekłada się na moje prace ;) A moje pasje? Ja zawsze mówię, że to jedyny pewniak w moim życiu, więc trzymam się ich kurczowo :D
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Piesek bardzo pomysłowy i inspirujący :)

    OdpowiedzUsuń