niedziela, 24 marca 2013

Ja chcę wiosnę!

Palec pod budkę, kto jeszcze podziela moje pragnienia!


Uszyte przeze mnie dwie kraciaste, wełniane torby... Może ze względu na swój zimowo - wiosenny charakter, pozwolą i w naturze przejść tak płynnie porom roku, bo póki co, jakoś im się nie chce: zima nie odpuszcza, a wiosna coś leniwa ;)





poniedziałek, 18 marca 2013

Szyciowy Blog Roku 2012

W dniu dzisiejszym ruszyła możliwość głosowania w konkursie "Szyciowy Blog Roku 2012", w którym to mój blog "Rustic Nook" startuje w kategorii "Osobowość" ;) Zatem jeśli uważacie, że ten blog coś komuś daje (oprócz samej autorki :D), w czymś pomaga i w ogóle - że pisanie go ma sens, zapraszam do głosowania. Wystarczy kliknąć w baner poniżej, a potem w "Głosuj" obok wyświetlonego mojego bloga na stronie konkursu:
http://www.szyciowyblogroku.pl/zgloszenie/rustic-nook/


Za każdy oddany głos z góry dziękuję ;)
Oczywiście osoby, które zagłosują i podają swój adres mailowy, mają szansę w losowaniu dodatkowych nagród.

niedziela, 17 marca 2013

Pierzemy patchwork ;)

W związku z tym, że co jakiś czas padają pod moim adresem pytania, jak radzić sobie z praniem patchworków, postanowiłam na powyższy temat coś tutaj skrobnąć; łatwiej mi będzie w przyszłości podlinkować ten post, bez konieczności powielania odpowiedzi (no bywam leniwa, bywam ;P).
Prać te patchworki własnoręcznie "na mokro", czy oddać do pralni (chemicznej, ekologicznej...)? Odpowiem szczerze: nigdy żadnego mojego patchworku nie oddawałam do pralni, wszystkie prałam własnoręcznie. W przypadku typowych patchworków (nie quiltów!), pikowanych gęsto maszynowo, popełniałam niekiedy pranie w pralce, ustawiając program prania delikatnego i temperaturę maksimum 30 stopni. Żaden nie ucierpiał i myślę, że są mi wdzięczne za to, że nie trułam ich chemią w pralni chemicznej. Bo, powiedzmy sobie szczerze, to, czym są traktowane rzeczy w pralniach, nie zostaje do końca wypłukane i wraca w... hmm... czystej rzeczy do naszego domu. Zastanawialiście się, dlaczego zaleca się wyrzucić natychmiast worki, w których wydają rzeczy z pralni? No właśnie... A teraz weźcie pod uwagę, ile tego świństwa może wrócić w takim wypchanym ociepliną patchworku. Masakra! Dlatego nie ma co się bać, tylko zakasać rękawy i do roboty! Znaczy się - do prania ;D
O ile nie przeraża raczej pranie ręczne "małych form" patchworkowych, to rozumiem, że dla osoby, która nigdy tego nie robiła, pranie dużego patchworku (pledu, narzuty, makaty) może być nie lada wyzwaniem. Nie bójcie się, dacie radę! Do dzieła!
Przyjmuję, że posiadacie w domu sprzęt zwany wanną ;) Ja obecnie posiadam, ale był czas, kiedy (mieszkając jeszcze w Gnieźnie) wpadłam na "genialny" pomysł, coby wannę z łazienki usunąć, zastępując ją brodzikiem. Do dzisiaj twierdzę, że pomysł ten znalazł się w pierwszej piątce popełnionych przeze mnie życiowych głupot. Teraz już wiem, że o ile wanna w stu procentach może pełnić funkcję brodzika, o tyle w drugą stronę to nie idzie, niestety ;/ ... Dla tych, którzy jednak wanny nie posiadają, wyjściem jest zaopatrzenie się w wielgachną michę (z wysokimi brzegami), która wpasuje się w nasz brodzik.
Dobra, wracamy do pracy... Mamy do wyprania duży pled... Składamy go wzdłuż na pół, wierzchnią stroną do środka, a potem jeszcze raz na pół; powstał nam wąski pas czy też rulon - zwał, jak zwał. Do wanny nalewamy wody o temperaturze około 30 stopni, dolewamy nieco delikatnego środka piorącego w płynie (może być do wełny, jedwabiu itp.) i dobrze mieszamy. Nasz rulon na długość się nie zmieści, bo raczej nie mamy wanny długiej na ponad 2 metry (chyba, że ;D), więc składamy go jeszcze na pół i zanurzamy w wodzie. Jeśli stwierdzimy, że wody jest troszkę za mało i nie przykrywa pledu, dolewamy. Zostawiamy na 15-20 minut (spokojnie zdążymy wypić kawę). Następnie wyciskamy, nie szarpiąc i nie pocierając (!), zachowując cały czas formę rulonu. Wyciskamy, wyciskamy, wyciskamy... dociskając od czasu do czasu do dna wanny. Kiedy stwierdzimy, że pled "pozbył się" brudu, przesuwamy nasz rulon w tę część wanny, gdzie mamy lekki spad, czyli "partię pleców" :D Wyciągamy z wanny koreczek i pozwalamy brudnej wodzie wylecieć... Ponownie zatykamy wannę i powoli dolewamy czystej wody o temperaturze 30 stopni w takiej ilości, by przykryła pled. Delikatnie wyciskamy, zachowując formę rulonu. Po wypłukaniu (częściowym, wiadomo!) środka piorącego, nasz rulon ponownie wędruje w "partię pleców", a woda zostaje wypuszczona... I tak jeszcze raz, dwa lub trzy - zależnie od tego, ile jeszcze środka piorącego siedziało w patchworku. Uwaga! Nie dodajemy do płukania środków zmiękczających do tkanin!
Kiedy uznamy, że kończymy płukanie, wypuszczamy resztę wody, a rulon przesuwamy możliwie wysoko na brzeg wanny i pozostawiamy na godzinkę, dając wodzie spłynąć w jak największej ilości, co zdecydowanie zmniejszy wagę naszego pledu... Fajnie jest mieć mocny, gruby kij (np. bambus), który można zawiesić na brzegach wanny i na nim przewiesić zwinięty rulon. Jeśli jednak czymś takim nie dysponujemy, a mamy mocny sznurek nad wanną, jest OK.
Teraz zaczyna się praca, która wymaga od nas najwięcej siły fizycznej :D Bierzemy bowiem nasz rulon i, nie rozwijając go, bo porobią nam się "ogony" od ciężaru wywołanego ogromem spływającej wody (!), wieszamy na sznurku przez pół. Zostawiamy, aż nadmiar wody spłynie (myślę, że godzinka - półtorej wystarczy). Następnie rozwijamy rulon o połowę, czyli w rezultacie będziemy mieli teraz pled złożony na pół, i znów zostawiamy na jakiś czas. Kiedy widzimy, że woda już tylko sobie z naszego pledzika kapie, możemy rozwinąć go na całą szerokość... i czekać, aż całkowicie wyschnie ;)... W trakcie suszenia, kiedy pled jest wilgotny, możecie go od czasu do czasu przesuwać do przodu i do tyłu, by nie robiły się mocne wgłębienia od sznurka.
I tym sposobem wypraliście własnoręcznie (!!!) swój patchwork. Naprawdę! Możecie być z siebie dumni! No i ja też jestem z was dumna ;)
Ten system prania patchworków jest wypracowany przeze mnie przez lata i nigdy nie zawiódł. Normalnie, patent Shayneen :D Nie wiem, czy udało mi się zrozumiale i "obrazowo" wszystko opisać, więc gdyby były jakieś pytania,  to chętnie wyjaśnię.
I jeszcze jedno... Hmm... Tak mi trochę niezręcznie, ale... Ten opis jest mój własny i proszę o uszanowanie tego. Zdarzyło się bowiem, że niejaka pani I. swego czasu "popełniła" w Internecie artykuł, w którym "wyjaśniała" różnicę między patchworkiem a quiltem, posiłkując się mocno moim wpisem na blogu i podpisując swoim nazwiskiem. Przestawienie szyku wyrazów w zdaniu nadal pozostaje plagiatem, więc jak już coś od kogoś z bloga "pożyczamy" (żeby nie powiedzieć dosadniej), czy to teksty, czy coś innego, warto (a nawet trzeba!) zapytać autora o zgodę, poinformować, a już na pewno podlinkować do źródła!

Na koniec kolejny króliczek w crazy patchworku ;)





piątek, 1 marca 2013

...

Gdy przemykałam dzisiaj uliczkami Osiedla Literackiego, przecięła mi drogę pierwsza w tym roku biedronka, a nad głową przeleciał pierwszy klucz dzikich gęsi ;)
Wiosna idzie!