środa, 28 maja 2014

Wszystko stanęło na głowie...

Wszystko... Wczoraj Ojciec Moich Dzieci wylądował w szpitalu z krwawieniem z przewodu pokarmowego. SOR, badania, przepychanki z gabinetu do gabinetu, od lekarza do lekarza. Pacjent trafia do szpitala po 9. rano - na salę przydzielony zostaje grubo po 18... Nerwy, zmęczenie... Wstępne rozpoznanie - duży guz w obrębie jelita grubego. Dzisiaj przed południem konsultacje, pozostałe badania i decyzje, co dalej. Nie spałam pół nocy; odwołałam wyjazd do Słupska - wszystko musi poczekać... Może różnie między nami bywało, ale w takiej sytuacji stanę przy nim murem, jak staję zawsze przy każdym z przyjaciół. Kiedy zdrowie się wali, człowiek potrzebuje wsparcia nie tylko duchowego, ale przede wszystkim fizycznego, namacalnego; potrzebuje wokół siebie bliskich osób, dotyku życzliwej dłoni, przyjacielskiego poklepania po plecach. Czasami kogoś, kto zwyczajnie pomilczy, ale będzie obok, na wyciągnięcie ręki. Przeżywałam to na własnej skórze rok temu, dlatego od podszewki znam uczucie, jakie niesie ze sobą przyjacielskie wsparcie; znam też gorycz odrzucenia, niestety. 

***
Patchwork Cocoons - "White, Pink & Grey"
Technika - własna; obwód naszyjnika - ok. 110 cm.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz